Smak Holandii na Kubusia Puchatka

warszawski festyn "O Holender"

Już po raz trzeci na ulicy Kubusia Puchatka w sobotę odbył się festyn "O Holender". Publiczność dopisała, deszczu nie było. Rzadko widzi się na jednej ulicy tyle uśmiechniętych twarzy.

Już po zeszłorocznej edycji "O Holendra", który nawiązuje do holenderskiego Dnia Królowej pomysłodawcę tej imprezy aktora i reżysera Redbada Klijnstrę nominowaliśmy do nagrody - "Stołek" przyznawanej przez stołeczną redakcję "Gazety". Podkreślaliśmy, że okazał się charyzmatycznym organizatorem, któremu udało się pobudzić do działania wiele osób, fundacji, instytucji. Jednocześnie udowodnił, że impreza miejska z prawdziwego zdarzenia, w dobrym guście, może powstać bez "pomysłów" władz miasta i ogromnych pieniędzy z ich kasy.

A tegoroczny festyn pokazał, że Klijnstra nie spoczął na laurach. Na ulicę Kubusia Puchatka, aby zobaczyć "kawałek Holandii" np. poznać oryginalne holenderskie gry czy spróbować specjałów z Amsterdamu - przyszły, albo przyjechały na rowerach, tłumy ludzi.

- To świetny pomysł. Zbliża ludzi, budzi dobre emocje. Prosimy o więcej takich akcji - mówił Mietek Łykowski, 31-latek, który na festyn zabrał żonę i teściów.

Pomarańczowe balony, które rozdawano na festynie widać było już idąc ulicą Świętokrzyską. - A co tam będzie? Pomalują mi buźkę? - pyta mamę 7-letni Bartek. - Nie tylko. "Małe co nieco" też będzie - tłumaczy mu mama Ula.

Były holenderskie gry i zabawy, teatrzyk kukiełkowy, oryginalna holenderska katarynka, warsztaty malowania kafelków, warsztaty ceramiczne i rękodzieła, kino holenderskie, występy na scenie, kiermasz zabawek (dzieci mogły sprzedawać same swoje zabawki, które im się znudziły, albo własne wyroby np. z gliny). Każdy chętny mógł spróbować swoich sił na scenie np. zaśpiewać.

Właśnie takie święta warszawiacy lubią. Tłumy przemieszczały się wąską uliczką od stoiska do stoiska aktywnie uczestnicząc w zabawach, przyglądając się wyrobom lub wymieniając spostrzeżenia na temat Holandii.

- Surowy śledź wcale nie jest taki zły - mówi Anna Wierzchołek z Mokotowa. - Dlatego, że się zahartowałaś i jesz sushi w pracy - dogryza jej mąż Piotr.

Zainteresowaniem cieszyło się także stoisko z rowerami, które w Amsterdamie z powodzeniem wykorzystywane są jako środek komunikacji miejskiej. - Są ładne i praktyczne. Coraz bardziej chcę się przerzucić z autobusu na jednoślad. Badam teren - śmieje się Agnieszka Rewska, studentka UW, która sprzedawców zarzucała setkami pytań.

Podczas festynu zagrała holenderska trębaczka jazzowa Saskia Laroo. Przy jej muzyce kołysali się wszyscy uczestnicy festynu.

Kolejne spotkanie z kulturą holenderską za rok. Ale 22 maja na Rynku Nowego Miasta zorganizowany zostanie po raz pierwszy Dzień Szwecji. W programie koncerty, konkursy, degustacje i atrakcje dla dzieci.

Grzegorz Miecznikowski
Gazeta Wyborcza Stołeczna
17 maja 2010
Portrety
Redbad Klijnstra

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...