Śmiech przez łzy

20. Międzynarodowy Festiwal Teatralny "Kontakt"

Drugi dzień 20. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego "Kontakt" pełen był skrajnych emocji - obejrzeliśmy przepełniony trudami życia w powojennej rzeczywistości spektakl Teatru Węgierskiego "Urodzony na nigdy" w reżyserii Gábora Tompy oraz dwa przedstawienia tchnące radością i pozytywną energią, czyli audio spektakl "Stolik" wrocławskiej formacji Karbido i holenderskie "Matki" w reżyserii Alize Zandwijk, zakończone podaniem widzom kolacji

Pierwszym zaprezentowanym spektaklem był „Urodzony na nigdy” w reżyserii Gábora Tompy. To historia poobozowej traumy ocalałego Żyda, którego jedynym marzeniem jest zapomnieć. W jego przypadku jest to jednak niemożliwe, ponieważ obóz ukształtował jego sposób widzenia świata, jego mentalność, stworzył go. Życie poza nim jest nieustanną pogonią za straconym czasem, gwałtownym poszukiwaniem sensu w tym, co poza obozem. Przedstawienie posiada interesującą formę - aktorzy prezentują pantomimiczno-ruchowy warsztat budując historię o człowieku wyklętym, tym, który zawsze wyróżnia się spośród tłumu, jest naznaczony swoim doświadczeniem. Akcja rozgrywa się na niewysokim prostokątnym podeście zapisanym wyrazami układającymi się w opowieść o przeszłości, która nigdy nie odeszła - główny bohater spisuje historię swojego życia by pozbyć się wspomnień. Na środku podestu znajduje się przezroczysta budka kształtem przypominająca telefoniczną, jednak zamiast aparatu znajdujemy w niej maszynę do pisania, narzędzie mające pomóc w pozbyciu się niechcianych obrazów. Monochromatyczny spektakl o ascetycznej scenografii zachwyca pięknem scen, które pojawiają się przed naszymi oczami - bohaterowie wkładają sobie na głowy przezroczyste sześciany zastygając w bezruchu jak figury woskowe, jak pozamykane szczelnie wspomnienia. Chwilę potem nad ich głowami dostrzegamy opuszczane na linie zawiniątko - po rozpakowaniu tobołka ukazują się rzeczy, które pozostały po zamordowanych w obozach zagłady: szczotki do włosów, buty, torebki. Przedstawienie Gábora Tompy wzrusza, jednak nie jest pozbawione humoru, który zawierają przede wszystkim sceny rozgrywające się w obozowej szkole, gdzie nadgorliwy nauczyciel wychowania fizycznego stara się o wszystkim na bieżąco donosić dyrektorowi. To przykład spektaklu, którego tematyka w równym stopniu dotyczy mieszkańca każdego europejskiego kraju, dlatego zaprezentowanie go na międzynarodowym festiwalu jest jak najbardziej uzasadnione. Pokazanie tak trudnego, bolesnego tematu w pięknej wizualnie oprawie każe nam powrócić do ważnego dla współczesnego teatru zagadnienia estetyzacji zła i przemocy.

Kolejny spektakl dostarczył widzom emocji innego rodzaju. Jedynym elementem scenograficznym przedstawienia „Stolik” formacji Karbido jest kwadratowy drewniany stół, przy którym zasiada czterech mężczyzn. Tytułowy stolik jest opukiwany, głaskany, pocierany, uderzany, a także traktowany różnego rodzaju drobnymi przedmiotami jak kieliszki, czy drewniane pałeczki - wszystko po to, by wydobyć z niego dźwięki.  Utwory powstające przy użyciu drewnianego mebla oraz rąk i strun głosowych wykonawców należą do różnych gatunków muzycznych - początkowo słyszymy muzykę instrumentalną przywodzącą na myśl afrykańskie rytmy, następnie wysłuchujemy kilku rockowych numerów wzbogaconych o wokal wykonawców, po czym panowie wprowadzają nas w rodzaj transu prezentując coś w rodzaju muzyki klubowej. Stolik, przy którym siedzą muzycy, jest z każdej strony otoczony widownią, a więc znajduje się w centralnym miejscu czegoś na kształt areny. Buduje to poczucie wspólnoty i ułatwia odbiór widowiska. Aktorzy grają w karty, piszą na maszynie (wszystko to oczywiście działania pozorowane, które mają na celu uraczenie nas kolejnymi wrażeniami dźwiękowymi) oraz wykonują niemalże akrobatyczne ruchy rękami aby wydobyć z płaskiej powierzchni tony o niespotykanej głębi. Mocną stroną spektaklu jest niezwykła synchronizacja działań oraz innowacyjność, bowiem tego rodzaju wydarzenie muzyczne wiąże się z nietypowym wykorzystaniem przedmiotu codziennego użytku i na długo zapada w pamięć. Trudno uwierzyć, że „Stolik” narodził się w dwa miesiące, choć należy zaznaczyć, że sam pomysł dojrzewał w głowach artystów dwa lata. Trud jednak się opłacił - powstało bardzo ciekawe widowisko muzyczne, które zachwyca formą oraz wprawia w przyjemny nastrój.

Na koniec holenderski zespół zaserwował publiczności prawdziwą ucztę, nie tylko teatralną. Widzowie zostają zaproszeni do pomieszczenia, które pod żadnym względem nie przypomina sceny ani widowni. Znajdujemy się w czymś w rodzaju restauracji, karczmy zastawionej stołami przygotowanymi na przyjęcie gości, patrzymy także na kuchnię wyposażoną we wszelkie możliwe przyprawy, przybory kuchenne, naczynia. „Matki” w reżyserii Alize Zandwijk kończą się podaniem widzom kolacji, która przygotowywana jest przez kilkanaście kobiet przez cały czas trwania przedstawienia. Panie opowiadają o swoich życiowych doświadczeniach ściśle związanych z kobiecością - o pierwszej miesiączce, która zwykle przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, o chwili, w której zaczęły rosnąć im piersi, o utracie dziewictwa, które w każdej kulturze obciążone jest innymi konsekwencjami, o zawieraniu małżeństw, rodzeniu dzieci, a także rzeczach tak prozaicznych jak depilacja. Wszystko odbywa się z przymrużeniem oka, aktorki wykazują się dystansem i poczuciem humoru, uśmiech nie znika ani na chwilę z ich twarzy, choć momentami opowiadają o doświadczeniach trudnych, o śmierci najbliższych członków rodziny. Między kobietami wytwarza się niebywała, pozytywna energia promieniująca na wszystkich uczestników tego niezwykłego spotkania - wywodzące się z różnych kręgów kulturowych panie tańczą, śpiewają, wspominają. Teatr jest dla autorek przedstawienia właśnie spotkaniem, wyjściem naprzeciw grupy obcych osób, których reakcji nie można przewidzieć, które mogą zaskoczyć. Przedstawienie przekracza ramy tradycyjnego rozumienia spektaklu teatralnego stanowiąc nie tylko przyjemne urozmaicenie festiwalowego repertuaru, jest ono także generatorem pozytywnej energii, która pozostaje w widzu jeszcze na długo po spożyciu posiłku i opuszczeniu sali.

Drugi dzień Festiwalu wypełniły bardzo udane, choć niosące skrajnie różne emocje przedstawienia i spotkania z twórcami, które pozwoliły każdemu z widzów na zadanie pytań oraz wysłuchanie interesujących zwierzeń artystów. Przyniosły one także wiele silnych emocji wynikających z intensywnych dyskusji, podczas których widzowie niejednokrotnie mieli inne zdanie niż twórcy. Każdy z zaprezentowanych tego dnia spektakli był jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, zarówno pod względem formy, jak i przesłania, które ze sobą niesie. Miejmy nadzieję, że kolejne dni przyniosą nam przedstawienia równie dopracowane w formie i interesujące w treści.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny
24 maja 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia