Śmierć pięknych idei

"Śmierć pięknych saren" - reż. Jan Szurmiej - Teatr Żydowski w Warszawie

Spektakl pt. "Śmierć pięknych saren" jest adaptacją sceniczną Pawła Szumca, który niemal dokładnie trzy lata temu w 2013 roku zrealizował ją w Teatrze im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie, oparty na wybranych opowieściach z czasów młodości Oty Pavla. Spokojne życie rodziny zakłóca wybuch II wojny światowej, która jest początkiem dramatycznych losów Żydów. Nienawiść, agresja, strach, obojętność na drugiego człowieka staje się chlebem powszednim. Obozy koncentracyjne, ból i cierpienie uwłaczające ludzkiej godności stały się codzienną rzeczywistością prześladowanych.

Jest to tragiczna, jednocześnie pogodna i wzruszająca opowieść, pełna ciepła i refleksji historia czesko-żydowskiej rodziny opowiedziana przez dziecko, chłopca i dorosłego Otę Pavla w charakterystyczny dla Czechów sposób, gdzie mieszają się łzy i śmiech, w której czasami płynnie, a czasami ostro przenika się tragedia z groteską, nostalgia z radością i fakty z wyobraźnią.

Reżyser przedstawienia, Jan Szurmiej, jest mistrzem realizacji takich klimatów, znawcą ludzkiej duszy, potrafiący wymieszać na scenie smutek z pogodą ducha, uśmiech i tragiczną rzeczywistość. Jego realizacje bazują na nieprzeciętnej wrażliwości zarówno scenicznej jak i zwykłej, ludzkiej, codziennej, ale także niecodziennej. Jest znawcą natury ludzkiej i bardzo dobrze wie jak dostać się w głąb człowieka, do wnętrza widza, jak zapanować nad jego wyobraźnią. Szurmiej potrafi aktorem, jego głosem, gestem, a także obrazem, muzyką i światłem wywołać pożądany rodzaj zainteresowania publiczności. Tak też było na premierze „Śmierci pięknych saren".

Perypetie ojca, pechowego komiwojażera, sprzedającego odkurzacze i lodówki szwedzkiej firmy „Elektrolux", są zinscenizowane w trzech wyraźnie zarysowanych częściach.

W pierwszej ukazana jest rodzinna idylla oraz dzieciństwo Oty. Przywołano lata świetności firmy Leon Popper (Henryk Rajfer) ojciec rodziny wraz z żoną poświęca dużo czasu na jej rozwój i promocję. Odbywają się liczne wydarzenia reklamujące, promujące i rozsławiające markę Elektrolux.

Tę optymistyczną część życia, przerwał wybuch II wojny światowej. Uświadamiamy sobie gehennę wszystkich bohaterów dotkniętych jej okrucieństwami. Cała rodzina przeżywa piekło na ziemi. Zło nabiera gigantycznych rozmiarów, wymykających się dotychczasowej logice. Nienawiść, agresja, strach, obojętność wobec drugiego człowieka stała się chlebem powszednim. Obozy koncentracyjne, ból i cierpienie prześladowanych - codziennym życiem.

Kluczową sceną w spektaklu stanowi moment walki ojca o jedzenie dla rodziny. Leo Popper, z determinacją walczy o przetrwanie w trudnym czasie wojny. Wiara w to, że mięso zabitej sarny pozwoli przeżyć jego bliskim, staje się nadzieją, determinacją i jednocześnie wielką ofiarą. Dzięki tej zdobyczy udaje mu się uchronić rodzinę przed śmiercią głodową.

Ta część spektaklu ma wydźwięk tragiczny, ale jako mroczna i przerażająca skłania do gorzkich refleksji nad ciemną stroną ludzkiej natury. Czas wojny i niesione przez nią zło oraz upodlenie ludności żydowskiej wpływają na dramatyczne losy jednostek, rodzin i narodu. Traumatyczny los Żydów doświadczających bólu zagrożenia narodowej egzystencji stanowi przykład tego, jak zgubną była ideologia faszyzmu, a w kontekście lat powojennych także komunizmu i wszelkich totalitaryzmów. Człowiek ogłupiany hasłami politycznymi i ideologicznymi zatraca zdrowy rozsądek, krytycyzm i bywa, że bezwiednie poddaje się nowemu sposobowi myślenia i irracjonalnym zachowaniom.

Każda z części jest dopełniona wzruszającymi i charyzmatycznymi balladami Jaromira Nohavicy stanowiących puentę poszczególnych sekwencji. Wtapiają się one w oniryczny świat szczególnego snu Oty Pavla, który jest jednocześnie delikatnym przejściem we współczesność i rozbudza wyobraźnię pozwalając nieco ostrzej spojrzeć w niezbyt odległą przyszłość i czyhające na nas niebezpieczeństwa. Bowiem historia opowiedziana przez Jana Szurmieja, oraz myśli Pavla zawarte w „Śmierci pięknych saren", to także przestroga przed brakiem rozsądku i przed nieumiarkowaniem, bo dobro które nas otacza naznaczone jest piętnem nietrwałości, niestałości, kruchości i ulotności. Polecam więc ten spektakl tym, którzy ufają w niezmienność naszego europejskiego dobrobytu i tym, którzy tej ufności zbyt wiele w sobie nie mają.

Muszę chyba wyrazić zdziwienie odnośnie do miejsca realizacji. Wydaje się, że widownia mieszcząca około pięćdziesięciu krzeseł i ciasnota sceny nie są najbardziej odpowiednią przestrzenią dla tego typu realizacji. Ponadto tak ważny spektakl w dodatku mający premierę w jubileuszowym roku 65-lecia Teatru należałoby oglądać w pełnym komforcie, przy znacznie większym udziale publiczności. I choć inscenizator bardzo dobrze poradził sobie z tą przestrzenią, pozostańmy z nadzieją, że być może w niedalekiej przyszłości „Śmierć pięknych saren" dane nam będzie zobaczyć w znacznie lepszych warunkach niż dziś.

Kinga Woźniak
Dziennik Teatralny Warszawa
7 października 2015
Portrety
Jan Szurmiej

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski