Śmierć w rytmie walca

"Maskarada" - reż. Nikołaj Kolada - Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Po wielu latach nieobecności na polskiej scenie wrócił wspaniały dramat Lermontowa „Maskarada". Pamięci krakowskich widzów przywołał go znakomity reżyser Nikołaj Kolada. Spektakl prezentowany jest wśród nastrojowej aranżacji Dużej Sceny Teatru im. Juliusza Słowackiego. Złocenia balkonów i purpurowe fotele zachęcają do oddania się dźwiękom maskarady.

Historia, opowiedziana przez Lermontowa bardzo przypomina szekspirowskiego Otella – kochający mąż, Arbienin (Radosław Krzyżowski), podejrzewa o zdradę Bogu ducha winną żonę Ninę (Agnieszka Judycka) z księciem Zwiediczem (Rafał Szumera). Ufa targającym go namiętnościom, niczym owładnięty narkotykiem, nie zważając na czułe zapewnienia ukochanej. Oboje zostają ofiarami miłosnej intrygi baronowej Sztral (Dominika Bednarczyk), wyuzdanej szlachcianki, która próbuję kosztem nieszczęsnej Niny ocalić swoją cześć. Spisek wymyka się spod kontroli baronowej, doprowadzając Arbienina do obłędu i zabójstwa żony.

W 1941 roku Aram Chaczaturian zaprezentował muzykę do dramatu Lermontowa. Największą sławę zyskał zwłaszcza porywający walc, który do tej pory jest jednym z najpiękniejszych, jakie zostały skomponowane. W adaptacji tego samego dramatu Nikołaj Kolada jednak nie sięga po gotowe tematy – przeciwstawia klasykowi klasyk: motywem przewodnim czyni muzykę napisaną przez Shigeru Umebayashi do filmów „Spragnieni miłości" i „2046". „Ach, jaki piękny jest ten walc!" – powtarza po wielokroć Nina, a my zgadzamy się słysząc „Polonaise".Ach, jaki rzewny jest ten walc, myślę, rozmarzywszy się przy temacie Yumeji. Muzyka jest jednym z najsilniejszych medium tego spektaklu – stanowi podkład do akcji, nie zostaje zepchnięta do rangi tła. Staje się również groteskowym podsumowaniem zachowania bohaterów. Trudno powstrzymać się od uśmiechu, słysząc niepowtarzalny cover piosenki Britney Spears „Oops i did it again" w wykonaniu fantastycznego Maxa Raabe. Nikołaj Kolada dobiera do swojego spektaklu muzykę niczym alchemik, szukając nieskazitelnego połączenia.

Muzyka pełni też inną funkcję – jest kręgosłupem rytmu w sztuce. Postaci otwierają spektakl choreografią, która jest dla mnie tym, czym uwertura w operze – wprowadza klimat, zaczyna snuć swoją historię. Bohaterowie, niczym balowe widma, snują się po scenie, tańcząc z maskami, łącząc się w jednej tanecznej figurze (przedziwna aluzja do danse macabre), czy też lubieżnie prężąc się w tańcu na stole. W rytm walca, piosenki pop, burżuazja bawi się świetnie, grając role, których nie chciałaby grać w codziennym świecie. Maskarada staje się bowiem pretekstem do wyjścia z roli człowieka elegancji i klasy oraz realizacji swych dzikich fantazji. Następnego dnia iluzja trwa nadal – kochankowie patrzą w oczy zdradzonym małżonkom, rozgorączkowani młodzieńcy na próżno próbują odnaleźć towarzyszki ostatniej nocy. Jedynie intryga baronowej przełamuje umowny świat konwenansów i sieje ziarno w rzeczywistości. Ów siew zbierze krwawe żniwo.

Niezwykle wymowna jest scenografia spektaklu (Justyna Łagowska). Obrotowe kulisy pozwalają na zmianę tła obrazu, zmieniając plan raz w dyskotekę, raz w zimne, niemal ascetyczne wnętrze sypialni. Kolada mimo wszystko zachowuje oszczędność w rekwizytach, uruchamiając dramaturgię światłem i sytuując środek ciężkości spektaklu w kreacjach aktorskich. A te są znakomite. Rozrywkowy i szalejący z miłości Arbienin, rachityczna Nina, roznamiętniona baronowa, porywczy i zakochany książę – tworzą kalejdoskop postaci, które przybierając na balu maskę nie są w stanie zakryć nią prawdziwych emocji. Wszystko z odcieniem słodko-gorzkim, niekiedy ubierającym rozpacz na siłę w różowe okulary, co zwiększa tragizm sytuacji.

„Maskarada" jest spektaklem, w którym najważniejsze są emocje – aktora i widza. Trudno tu mówić o balansowaniu pomiędzy śmiechem i rozpaczą, najczęściej obserwujemy linearne prowadzenie obu uczuć. Widz, w zależności od nastroju i charakteru, bardziej odczuwa jedną z nich. Niewiele jest sztuk, których zakończenie, znane przecież, wywołuje równe zaskoczenie. W „Maskaradzie"możemy znać ostatnią stronę dramatu, ale ostatnie minuty spektaklu będą wielkim zaskoczeniem.

Maria A. Piękoś
Dziennik Teatralny Kraków
20 grudnia 2013

Książka tygodnia

Polski teatr Zagłady
Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
Grzegorz Niziołek

Trailer tygodnia

Skąpiec
Marian Pecko