Śmiertka w wesołym miasteczku

"Wesołe miasteczko" - reż. André Hübner-Ochodlo - Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie

Wesołe miasteczko było wydarzeniem początku sezonu w Teatrze im. A. Mickiewicza w Częstochowie.

Teatr im. Adama Mickiewicza rozpoczął sezon 2016/2017 koncertem "Wesołe miasteczko", który był jednym z wydarzeń upamiętniających 20. rocznicę śmierci Agnieszki Osieckiej. Złożyły się na niego songi z ostatnich lat życia poetki. Autorka bardzo je ceniła, nazywając nawet łabędzim śpiewem. Wcześniej współtworzyły one spektakle - "Wilki", "Do dna", "Apetyt na życie", "Darcie pierza" czy "Nie żałuję", wszystkie, poza ostatnim, przygotowane przez Andre Hübnera-Ochodlo w Teatrze Atelier w Sopocie, obecnie noszącym imię Agnieszki Osieckiej. Ostatni przygotował Jerzy Satanowski, a Hübner-Ochodlo był jednym z wykonawców. Dwa z wymienionych spektakli wystawiono także w Teatrze im. Adama Mickiewicza i nie były to jedyne utwory Osieckiej grane w naszym teatrze.

"Wesołe miasteczko" powstało we współpracy częstochowskiego teatru z sopocką sceną. To już ósma realizacja Hübnera-Ochodlo z naszymi aktorami, ostatnio - były "Proca" i "Hamlet", więc podwójne premiery stały się już niemal tradycją. Podobnie było i tym razem. Koncert w Sopocie zagrano 8 lipca 2017. Wystąpili w nim: Marta Honzatko, Waldemar Cudzik, Adam Hutyra i Marcin Januszkiewicz (gościnnie), zwycięzca 14. konkursu Pamiętajmy o Osieckiej w 2011 roku. Aranżacje piosenek, do których muzykę napisali - Ewa Kornecka, Zygmunt Konieczny, Jerzy Satanowski i Przemysław Gintrowski, przygotował Adam Żuchowski - w czasie spektaklu grał na kontrabasie. Towarzyszyli mu: Michał Ciesielski (fortepian), Krzysztof Paul (gitara) i Sławek Koryzno (perkusja).

Aktorzy występowali w niezwykle oszczędnej, ale sugestywnej scenografii. W tle znajdowało się stylizowane drzewo, przywodzące na myśl drzewo życia, a może drzewo wiadomości dobrego i złego. Jego zarys ginął w dominującej ciemności. Poza tym na scenie ustawiono szeregi krzeseł, co potęgowało motyw teatralny, a jednocześnie pozwalało aktorom nieco odpocząć przed kolejnym występem. Wykonawcy śpiewali solo, w duetach, grupowo, by także za pomocą formy opowiedzieć o ludzkim życiu, przypadkowych spotkaniach ludzkich głosów, które potęgują śpiewany tekst albo zagłuszają się nieco, jeśli różnią ich słowa. Korzystali z elementów gry aktorskiej - ruchu, ale przede wszystkim interpretacji tekstu, tworząc w ten sposób scenki rodzajowe i silnie oddziałując na widownię.

Wybrane teksty złożyły się na wstrząsającą opowieść o zapasach ze śmiercią, o dochodzeniu do kresu i ciągłym buncie przeciwko nieuchronnemu. Trudno jednak zamknąć przesłanie koncertu średniowiecznym motywem dance macabre, mimo że raz po raz nachalnie nasuwał się na myśl. Piosenki utrzymane są w podobnym rytmie i nastroju, a teksty mówią także o takcie toczącego się świata.

Aktorzy występują w jasnych strojach, dość uroczystych, przypominających stylistyką stroje wieczorowe, a przy tym niezwykle prostych, bez butów, z nieco pobielonymi i postarzonymi twarzami, co jeszcze bardziej eksponuje ich zbliżanie się do śmierci. To jednocześnie upodabnia ich do marionetek albo do postaci Kantora, choć ich główną aktywnością jest przecież śpiew. To podobieństwo będzie jeszcze wzmacniane ruchem, a to z kolei przypomina o drugim ważnym motywie naszej kultury - świecie-teatrze (theatrum mundi), gdy Bóg i szatan, nie tylko są oceniającymi widzami, ale przecież aktywnie uczestniczą w życiach poszczególnych. Zresztą, tylko boska perspektywa, do której dążą ironiści. przekształcić może ludzką egzystencję w wesołe miasteczko i cyrk, upiorne, pełne tajemniczych odgłosów, chichotów, zniekształconych emocją oraz niemal demoniczną i jednocześnie nieokiełznaną chęcią użycia. A używkami potęgującymi tę histeryczną walkę są oczywiście alkohol czy machora, które pozwalają uwierzyć, że życie stanie się piękne i proste mimo wszystko. Nawet jeśli postacie nie wierzą w to, co mówią. To śpiew straceńców, potrzebujących znieczulenia przeciwko fałszom życia, malowanym twarzom i papierowym emocjom. Teksty przypominające dziecięce wyliczanki często okazują się przecież heroicznym wyzwaniem rzuconym śmierci, wyborem życia wbrew wszystkiemu. Nie znajdziemy w nich młodzieńczego optymizmu, który z tej perspektywy zdawałby się jakimś kłamstwem, a zachęta "pijcie wino, pijcie słodkie wino" nieco przypomina piosenkę w Kordianie. Byłoby to zresztą jedno z wielu odwołań do klasyki. Bo przecież śmierć nie tylko przypomina teatralny motyw deus ex machina, to także moment rozpoznania, kim jestem i jaki jest naprawdę świat. Inne nawiązania to fraza z Hamleta - "Niech ryczy z bólu ranny łoś", skojarzenie śmierci z przeprawą promem, co przypomina przecież Charonową łódź, ale także przekonają nie, że nie warto wówczas żałować róż. Więc lasy już płoną, jak przekonywał Juliusz Słowacki w Lilii Wenedzie. Niewiarę w szczęście i jednoczesne pożądanie go zapisuje egzotyczne i niezrozumiałe w odbiorze "mazltow" ('mazel tov' albo - 'mazał tov* po hebrajsku oznacza przecież szczęście albo gratulacje).

Utwory Osieckiej mierzą się z motywem podejmowanym przez wielu pisarzy. Poetka próbuje oswoić śmierć za pomocą języka. To "śmiertka", kusząco wyginająca się i wyjąca, czarnogęba i czarnosina, ale także hycel czy potwór czający się w człowieku. Okazuje się bowiem, że jej oścień tkwi w każdym z nas. Piosenki zdają się zapisem bólu towarzyszącego nieuchronnemu konaniu. To ból egzystencjalny, ale także ten fizyczny, co paradoksalnie świadczy o tym, że jeszcze się żyje. Niewiele znajdziemy tu zwrotów do Boga, mimo że to on zdaje się adresatem tych utworów. Bóg jawi się jako zbyt daleki, ale jednak czuły i wspomagający... Przygotowany przez Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie i Teatr Atelier im. Agnieszki Osieckiej koncert to doskonalą okazja, by zasłuchać się w piękny i mądry tekst, dobrze podany i świetnie zinterpretowany. Piosenki wykonywane były żywiołowo przez wszystkich aktorów, choć mnie najbardziej wzruszył Marcin Januszkiewicz w utworze "Wybacz, mamasza". Na bis aktorzy zaśpiewali "Parademarsch", który zdefiniował życie jako defiladę przed publicznością, gdy po raz kolejny okazuje się, jak ważne jest utrzymanie rytmu, by stworzyć dobre widowiska. Koncert to także zaproszenie do refleksji na temat przemijania i odchodzenia, tematów nieco wypartych z kultury pośpiechu i pogoni za czymś bliżej nieokreślonym. To okazja, by zatrzymać się na godzinę, a potem jeszcze długo wracać myślą do uslyszanych słów. Można także zakupić płytę i wracać do utworów Agnieszki Osieckiej i wykonań w dowolnym czasie.

Joanna Warońska
Śląsk
14 grudnia 2017

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia