Śmieszy, tumani, przestrasza

"Komediant" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Teatr Powszechny w Warszawie

Poznanie fenomenu Thomasa Bernharda na scenach polskich zawdzięczamy przede wszystkim Erwinowi Axerowi i Krystianowi Lupie. Ich inscenizacje oddawały całą głębię i złożoność utworów austriackiego pisarza. "Komediant" Bernharda to z pewnością tragikomedia. U reżysera Waldemara Śmigasiewicza jest niestety tylko komedią

W „Komediancie” jest nie tylko wiele ironii, ale też goryczy. Główny bohater, wędrowny aktor Bruscon, przesiąknięty manią wielkości podróżuje po kraju z własną sztuką „Koło historii”. Występuje w niej jako Juliusz Cezar, Napoleon, Churchill, Einstein, Hitler. W artystycznym przedsięwzięciu towarzyszą mu dzieci i żona, grający epizody. Ta wędrowna trupa ubezwłasnowolniona przez Bruscona despotę trafia do prowincjonalnego miasteczka Utz-bach. Tam ma zagrać w przydrożnej gospodzie. Bruscon nie kryje oburzenia, że takiemu „geniuszowi” jak on przyszło występować w równie skandalicznych warunkach.

Bernhard wygłasza wiele cierpkich prawd na temat roli teatru, misji aktora. Zderza świat jego wyobrażeń z oczekiwaniami tzw. przeciętnego widza. Co ciekawe, on, miłośnik i znawca teatru, nie opowiada się po żadnej ze stron. Czytając „Komedianta”, nie mamy wątpliwości, że tytułowy bohater jest po prostu kabotynem.

Waldemar Śmigasiewicz spłycił utwór, ograniczając go do wymiaru komediowego. W takiej też jednoznacznej formie przedstawili swe postacie aktorzy.

Najbardziej widać to w przypadku Kazimierza Kaczora, który ostatnio w Powszechnym ma przecież kilka bardzo udanych ról. Niestety, oglądając Bruscona, nie ma się wątpliwości, że ta postać to typowy prowincjonalny chałturszczyk, grafoman i nieudacznik. Wspomnienia o jego kreacjach wywołać mogą jedynie śmiech. Bardzo groteskowo nakreślone są też role dzieci. Grane przez Annę Moskal i Michała Napiątka są jeszcze mniej zdolne niż ich sceniczny ojciec.

Nie można opisywać spektaklu w Powszechnym, nie odnosząc się do polskiej premiery przygotowanej w 1990 roku przez Erwina Axera z wielką kreacją Tadeusza Łomnickiego. Dla Łomnickiego postać Bruscona była formą bardzo osobistej spowiedzi. Zwierzeniami artysty przekonanego o swej wielkości, a jednocześnie mającego poczucie samotności i niespełnienia. Spektakl Axera doskonale łączący tragizm z komizmem stawał się też rodzajem manifestu przeciw barbarzyństwu i bylejakości współczesnego teatru. Czyżby przedstawieniu Waldemara Śmigasiewicza miała przyświecać jedynie myśl zawarta w wypowiedzi jednego z bohaterów: „Dziś utalentowany aktor to taka rzadkość jak d… z wąsami”.

Jan Bończa-Szabłowski
Rzeczpospolita
2 lutego 2011

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...