Sofokles XXI wieku

"Sofokles, Tragedie" - tłum. A. Libera - Tom 1-2, Państwowy Instytut Wydawniczy

W zasadzie nie trzeba było mnie ani zachęcać, ani namawiać, żebym sięgnęła po „Tragedie" Sofoklesa. Zawsze ceniłam sobie spotkania z literaturą antyczną – mity, dzieje bogów, herosów i wielkich wodzów zawsze silnie oddziaływały na moją wyobraźnię. Tym bardziej, że osią dzieł czyniono wtedy istotne problemy moralne, rozważano motywy postępowania człowieka i zależność jego losów od woli i kaprysów bogów.

Patrząc z perspektywy czasów dzisiejszych szczególnie ważne są dwie sprawy: po pierwsze, Sofokles poruszał problemy jak najbardziej aktualne także dzisiaj a po drugie, dzięki nowemu przekładowi Antoniego Libery można wrócić do rozważań o wielkich sprawach bez odwoływania się do wątpliwej jakości a coraz częściej obecnych w teatrach różnego rodzaju kontrowersji i udziwnień. Mówić pięknym językiem o niepopularnych dziś wartościach i nie nudzić? Tak, to możliwe.

Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy pod koniec 2018 roku Państwowy Instytut Wydawniczy wydał dwutomową edycję tragedii Sofoklesa i to akurat w przekładzie Libery - choć byłam przywiązana raczej do tłumaczeń znanych mi jeszcze z lat szkolnych i okresu studiów. Ale jeszcze więcej miałam radości, kiedy wreszcie mogłam po ten zbiór sięgnąć i dać się ponieść wyobraźni. Po lekturze „Tragedii" Racine'a (także wydanych w PIW i również w tłumaczeniu A. Libery) spodziewałam się iście teatralnej niespodzianki i ta rzeczywiście była. Zupełnie nie spodziewałam się, że Sofoklesa będę czytać niemal jak opowieść sensacyjną, całkowicie wciągającą czytelnika w akcję, która przy tym nie sprawia wrażenia statycznej ani monumentalnej. Przeciwnie, jest nasycona tajemnicą i emocjami, często ukrytymi pomiędzy jednym wersem a drugim a przy tym zachowuje czystość słowa. Oszczędność – jaka zawsze kojarzyła mi się z antykiem – i tu jest łatwo dostrzegalna, buduje tło narracji i sylwetki tragicznych bohaterów.

„Tragedie" to dwutomowa edycja zawierająca łącznie siedem utworów. Tom I zawiera cykl tebański, oparty na mitach o rodzie Labdakidów, czyli „Króla Edypa", „Edypa w Kolonos" i „Antygonę". W zasadzie cykl ten opowiada historię jednego problemu rodzinnego i wynikających z niego konsekwencji dla dalszych losów całego rodu. Pierwsza tragedia z wymienionych ukazuje historię Edypa od momentu, w którym zostaje zmuszony wyrocznią i troską o miasto ogarnięte zarazą, by dociec prawdy o śmierci swojego poprzednika, króla Lajosa. Edyp wydaje się być człowiekiem sukcesu , ale i żyjącym w stanie poczucia zagrożenia, obarczonym złą przepowiednią i próbującym oszukać przeznaczenie. Ostatecznie sam sobie wymierza karę, oślepia się i uchodzi z Teb prowadzony przez swoją córkę Antygonę.

Tragedia „Edyp w Kolonos" powstała jako ostatnia z cyklu, ale chronologia akcji lokuje ją jednak jako drugą, bowiem rozpoczyna się w chwili przybycia Edypa wraz z Antygoną do Kolonos. W tym mieście Edyp ostatecznie kończy swój żywot, ale przedtem broni się, tłumaczy wobec mieszkańców Kolonos popełnione zbrodnie nieświadomością i byciem bezwolnym narzędziem w rękach bogów. Poddaje się jednak wyroczni i już nie walczy z przeznaczeniem. Tutaj też oddaje Antygonę pod opiekę Tezeusza. Tezeusz na prośbę Antygony odsyła ją do rodzinnych Teb.

Jej tragiczne dzieje Sofokles opowiada w „Antygonie". Były one przyczynkiem do tego, aby zasadniczym problemem moralnym uczynić potrzebę posiadania władzy i jej konsekwencje. Po śmierci Edypa, jego dwaj synowie Polinik i Eteokles podzielili się władzą. Jednak wbrew umowie Eteokles po roku rządów nie przekazał tronu bratu i obaj zginęli w bratobójczej walce. Władcą zostaje Kreon – ich wuj, brat Jokasty, matki i żony Edypa – i uznaje Polinika za zdrajcę, ponieważ ten chciał obalić legalnego władcę oraz użył do tego obcych wojsk. Wydaje zatem zakaz grzebania jego zwłok. Antygona, będąca wszak siostrą Eteoklesa i Polinika, przeciwstawia się jednak Kreonowi i grzebie zwłoki brata uznanego za zdrajcę, co wywołuje ciąg tragicznych wydarzeń. Antygona zostaje skazana na śmierć za nieposłuszeństwo wobec Kreona i na skutek tej decyzji narzeczony Antygony a syn Kreona - Hajmon - popełnia samobójstwo. Uśmierca się także żona Kreona, Eurydyka. Ostatecznie Kreon zostaje sam na sam z poczuciem winy, które – choć dziś nie jest to wiarygodnie, bo czy polityk miewa poczucie winy? – jest dla niego największą karą.

Tom II natomiast to cykl trojański, czyli tragedie: „Ajas" , Filoktet" i „Elektra" oraz „Trachinki" – tragedia osnuta wokół mitu Dejaniry i Heraklesa. „Ajas" jest najstarszą z tragedii Sofoklesa - tak przynajmniej sądzą badacze - i przedstawia samobójstwo Ajasa oraz okoliczności, które go do tego doprowadziły. Ajas, który wydostał wcześniej ciało Achillesa z rąk Trojan, a potem przegrał z Odyseuszem walkę o zbroję po Achillesie, zapragnął zemścić się na przeciwniku i jego wojownikach. Niestety Atena zsyła na niego szaleństwo, na skutek czego zamiast swoich przeciwników morduje stado bydła i baranów sądząc, że to oni. Okryty hańbą skocze zatem ze skały na wbity w ziemię, ostrzem do góry, miecz. Jest to lekcją dla Odyseusza, który na koniec przechodzi istotną przemianę, pokornieje, czy też zmienia sposób myślenia o swoich wrogach i pokonanych, okazując im szacunek, ale czy tak jest rzeczywiście? Wydaje się to raczej grą Ateny, bowiem w kolejnej tragedii cyklu trojańskiego Odyseusz na powrót jest cynikiem żądnym przede wszystkim wojennych sukcesów i uznania.

„Filoktet" opowiada o synie Pojasa i Demonassy, znakomitym łuczniku, który za swoje zasługi otrzymał od Heraklesa łuk i zatrute strzały. I kiedy pewnego dnia Agamemnon i Menelaos wyruszali na Troję, Filoktet zdecydował się ich wspomóc swoimi siedmioma okrętami i również ruszył podbić Troję u ich boku. Jednak podczas odpoczynku w pobliżu sanktuarium Ateny, za śmiałość i wtargnięcie w najbliższe sąsiedztwo sanktuarium ukąsiła go żmija. Rana jątrzyła się i wydawała odstręczający, nieprzyjemny zapach. Ponieważ chory i cierpiący boleści stał się uciążliwy dla innych, Agamemnon i Menelaos nakazali Odyseuszowi, aby pozostawił Filokteta na bezludnej wyspie Lemnos. Niestety, wojna o Troję przeciąga się i Grecy zmuszeni są sprowadzić na powrót Filokteta, by ten wspomógł ich łukiem i strzałami Heraklesa w walce. Trzeba jednak uciec się do podstępu, ponieważ Filoktet pała nienawiścią do swoich dawnych towarzyszy. I wokół tej intrygi toczy się akcja tragedii, akcja wieloznaczna i dająca duże możliwości interpretacyjne. Sugeruje je zresztą sam Libera w napisanym przez siebie wstępie do tego utworu.

Tematem ostatniej tragedii cyklu, „Elektry", jest zemsta dzieci Agamemnona, Orestesa i Elektry na matce Klitajmestrze i jej kochanku Egista, którzy dokonali mordu na Agamemnonie po jego powrocie z Troi. Choć Elektra wedle przekazów mitologicznych pełniła w tych wydarzeniach rolę poboczną, to w tragedii Sofoklesa zyskała rangę głównej bohaterki i centralnej postaci utworu. Na jej przykładzie zilustrował to, co dzieje się z człowiekiem, kiedy doznaje nadmiernego, niezawinionego cierpienia. Kwestie Elektry są bardzo gwałtowne, wręcz niszczące. Zresztą zemsty dokonuje wraz z bratem dopiero po ośmiu latach od zabójstwa Agamemnona a to dość czasu, by przekonać samą siebie, że to co się czyni jest słuszne. Przyznam, że to lektura „Elektry" wywarła na mnie największe wrażenie, wywołując współczucie pomieszane z obrzydzeniem. Trudno mi jednak stwierdzić, dlaczego? Czy z powodu grozy opisywanych wydarzeń? Czy może dlatego, że tłumaczenie Libery tę grozę dodatkowo uwypukliło?

Ostatnia tragedia w zbiorze to „Trachinki". Jej akcja rozgrywa się w Trachis, w pobliżu domu Heraklesa. Sofokles bohaterką tragedii uczynił Dejanirę, drugą żonę Heraklesa, która chcąc, aby małżonek pozostawał jej wierny podczas licznych wypraw i aby porzucił brankę Iolę, uciekła się do podstępu. Mianowicie posłała mężowi w podarunku koszulę posmarowaną krwią centaura Nessosa, niegdyś pokonanego przez Heraklesa. Centaur, zanim skonał, powiedział Dejanirze, żeby zachowała jego krew, bo to środek miłosny, który jej zapewni wierność męża. Niestety, był to podstęp i Herakles kona w strasznych męczarniach, bo koszula pali mu ciało jak ogień. Dejanira wiedząc o cierpieniu Heraklesa popełnia samobójstwo.

Pomimo trudnych tematów, krwi, wielości mordów i samobójstw, niemożności uniknięcia przez bohaterów fatalnego losu, pomimo tego wszystkiego, co znajdujemy u Sofoklesa - lektura „Tragedii" sprawiła mi dużą przyjemność. Chociaż czytając cykl tebański miałam chwilami wrażenie melodramatu. Nie sądzę jednak, żeby to był efekt takiego, czy innego tłumaczenia a raczej tego, że po „Króla Edypa" czy „Antygonę" sięgnęłam ponownie po wielu, wielu latach i zapewne teraz odczytuję je inaczej, bo i dojrzalej. Tym bardziej, że znane mi były wcześniej w tłumaczeniu Kazimierza Morawskiego. Nie ukrywam, że mocnym punktem przekładu Morawskiego było dokonanie oryginalnych tłumaczeń z greki oraz podejście do materii narracji tragedii Sofoklesa w sposób charakterystyczny dla filologa klasycznego. Tymczasem podstawą tłumaczenia Libery jest anglojęzyczne wydanie dzieł Sofoklesa w opracowaniu i przekładzie Hugh Lloyda-Jonesa. I w tym przypadku, pojawia się jednak intensywniejsze poznanie postaci niż słowa, choć słowo je opisuje. Zachowanie prostoty stylu Sofoklesa jest dużym walorem tłumaczenia Libery. W zasadzie daje mi ono większy wgląd w to JAK pisał Sofokles. Ale też zyskujemy teksty prostsze w percepcji i zdecydowanie dobrze przygotowane pod realizacje teatru współczesnego.

W informacji wydawniczej czytamy, że wydanie tragedii Sofoklesa, o którym tutaj piszę, adresowane jest do szerokich rzesz czytelników i miłośników antyku, a także do ludzi teatru – potencjalnych realizatorów i wykonawców scenicznych. Zdecydowanie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Uwspółcześnione dzieła Sofoklesa mają duży potencjał realizatorski i dają przy tym możliwość dotarcia do szerokiego grona teatralnej publiczności, także tej „wymagającej". Jeszcze przed publikacją „Tragedii" słuchacze radiowej Jedynki mieli możliwość wysłuchania trzech tragedii Sofoklesa, tzn. „Filokteta", „Elektrę" i "Ajasa" w adaptacji i reżyserii Mariusza Malca (Teatr Polskiego Radia, kolejno 7 marca 2017r., 17 lutego 2018r. i 19 maja 2018r.). Realizatorzy posłużyli się oczywiście tłumaczeniem Antoniego Libery. Pod koniec marca 2019 roku, a zatem już po premierze książki, na Scenie Teatralnej Trójki zrealizowano „Dejanirę", której podstawą były „Trachinki" w tłumaczeniu Libery. W latach wcześniejszych przekładami Libery posługiwało się też wiele polskich teatrów dramatycznych.

Trzeba to też powiedzieć, że niniejszą edycję „Tragedii" przygotowano bardzo starannie. Wszystkie dramaty poprzedzone zostały zwięzłymi wstępami i opatrzone naprawdę bogatymi przypisami. Wyjaśniają one wiele kwestii dotyczących mitologii czy językowych, które mogą zainteresować czytelnika. W części wstępnej tłumacz podkreślił dodatkowo, że swój przekład nazywa spolszczeniem i wyjaśnił, dlaczego tak czyni. Wyjaśnił również, jakim zabiegom poddał tekst i jakie założenia towarzyszyły jego pracy. Przy czym z perspektywy czytelnika chyba ważniejsze jest to, że we wstępach do poszczególnych utworów obrazowo i w prostych słowach nakreślił genezę motywacji przedstawianych przez Sofoklesa postaci oraz źródła ich decyzji – czyli informuje czytelnika, co z głównymi bohaterami działo się wcześniej.

Na koniec warto jeszcze podkreślić, że Wydawnictwo przygotowało publikację także bardzo atrakcyjną wizualnie. Tomy są szyte, w twardych oprawach z obwolutami i to w dobrym opracowaniu graficznym. Zastosowany krój czcionki sprzyja szybkiemu czytaniu i nie męczy oka a to jest niewątpliwie dużym plusem tej książki. Poręczny format zachęca do sięgnięcia po nią a o jej walor literacki zadbał już sam tłumacz.

Życzę Wydawnictwu i sobie jak najwięcej tak interesujących i świetnie przygotowanych publikacji.

Agnieszka Kowarska
Dziennik Teatralny
20 lutego 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia