Spartakus na lotnisku

"Spartakus" - reż. Kirill Simonov - Teatr Wielki w Łodzi

Tę premierę w Teatrze Wielkim w Łodzi, wieńczącą Łódzkie Spotkania Baletowe, miał przygotować Emil Wesołowski. Polski choreograf wycofał się jednak z tego zobowiązania, co postawiło łódzki zespół w nie lada kłopocie. "Spartakus" Arama Chaczaturiana to dzieło ogromne, muzycznie niełatwe, intensywne i emocjonalne, trudno jest w krótkim czasie znaleźć innego artystę, który stworzy taki spektakl.

Wybór padł na Kiriłła Simonowa. To Rosjanin, dawny solista Teatru Maryjskiego w Petersburgu, gdzie później jako choreograf zrealizował Dziadka do orzechów pod batutą Walerego Giergiewa. Simonow współpracuje główne ze scenami rosyjskimi: Nowosybirsk, Moskwa, Pietrozawodsk, Saratów. Od roku 2004 jest dyrektorem artystycznym baletu Teatru Muzycznego Republiki Karelii, a od 2016 kieruje zespołem Teatru Muzycznego im. Natalii Staś w Moskwie. "Spartakusa", którego zobaczyliśmy w Łodzi, zrealizował w 2016 roku w Teatrze Państwowym w Koszycach.

Partytura Chaczaturiana najbardziej znana jest, oczywiście poza koncertowymi suitami z baletu, z choreograficznej realizacji Jurija Grigorowicza z 1968 roku, którą do dziś ma w repertuarze Teatr Bolszoj w Moskwie. Jego popisowa choreografia w połączeniu z plakatową scenografią Simona Wirsaładze, a przede wszystkim z talentami wykonawców głównych ról z Władimirem Wasiliewem na czele, na zawsze zawładnęły wyobraźnią miłośników baletu i nie tylko. Jednak wielu innych twórców też mierzyło się i mierzy ze "Spartakusem" - baletem o walce o wolność - i ponad trzygodzinną partyturą. Simonow poszedł własną ścieżką, z libretta pozostawiając właściwie tylko imiona protagonistów i konflikt między nimi, zaś kompozycję Chaczaturiana przyciął do dwóch godzin.

Akcja została przeniesiona do współczesności i rozgrywa się na lotnisku, gdzie Spartakus, przywódca uchodźców, walczy o przekroczenie granicy z pracownikami lotniska, którym przewodzi kapitan Krassus. Już samo to założenie nie jest do końca symetryczne z tradycyjnym librettem, bo historyczny i baletowy Spartakus był niewolnikiem, z którym jego panowie mogli zrobić, co im się podobało, podczas gdy zmuszanie do walki dla rozrywki współczesnego uchodźcy na lotnisku trudno sobie wyobrazić. Dramaturgicznie spektakl nie należy więc do udanych, bo i nie wszystkie zachowania bohaterów są logicznie umotywowane, a konflikt między nimi nie został jasno zarysowany. Gdy pod koniec pierwszego aktu uchodźcy pod wodzą Spartakusa, ale dzięki pomocy i pomysłowości jego żony Frygii uciekają z lotniska, balet właściwie mógłby się zakończyć. W drugiej części jednak kapitan Krassus postanawia ścigać uciekinierów (to chyba przekracza jego kompetencje?) i niczym współczesny mafioso rozstrzeliwuje grupę hippisów, która przyłączyła się do uchodźców. A w finale jego kochanka Egina strzela w głowę samemu Spartakusowi...

Przyznać jednak trzeba, że choreograficznie i technicznie balet się broni, dostarcza sporo satysfakcji widzom, a artystom daje się wytańczyć i stawia przed nimi wysokie wymagania. Zespół Teatru Wielkiego w Łodzi stanął na wysokości zadania i podczas premiery zaprezentował się bardzo dobrze. Dodać należy jeszcze, że orkiestra pod batutą Wojciecha Rodka grała znakomicie.

Katarzyna Gardzina-Kubała
Ruch Muzyczny
18 sierpnia 2017

Książka tygodnia

Muzyczne narracje o kochankach z Werony
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
Małgorzata Pawłowska

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...