Spektakl Anny Smolar jest zaskakująco spójny

"Pani z Birmy" - reż: Anna Smolar - Teatr Polonia

Spektakl Anny Smolar jest zaskakująco spójny mimo kilku planów narracji, a wybitna rola rzadko ostatnio widywanej w teatrze Grażyny Barszczewskiej porusza do głębi.

Z realizacją projektu o losach birmańskiej opozycjonistki Aung San Suu Kyi wiązało się spore ryzyko. Anna Smolar zapowiedziała teatr paradokumentalny, korzystający z multimedialnych narracji. Łatwo wtedy zgubić przekaz i zatracić dialog z publicznością. Łatwo też zboczyć na pozateatralne szlaki, robiąc reportaż, który winniśmy obejrzeć raczej w telewizorze. Mimo to reżyserka swobodnie pogodziła trzy plany spektaklu: projekcje wideo, opowieść z offu i aktorską grę. Każdemu przyznała należne mu prawa, stawiając jednak na teatr. 

W spektaklu niewiele pozostało z tekstu Richarda Shannona. Są za to stonowane, jakby wypowiadane komuś do snu słowa dziennikarza Pawła Smoleńskiego, które narzucają powolny rytm, wyznaczający sceniczne sekwencje. Wyświetlane na ścianie wideo, ukazujące Aung San Suu Kyi w momentach jej życia, z jednej strony, przez swój naturalizm i dokumentalną ostrość, przybliża nam nieobecny na co dzień w mediach problem Birmy. Z drugiej jednak oskarża nas, widzów, o obojętność. To wyraźne i wiele mówiące zderzenie czyni nas bezbronnymi, nakazuje w powadze patrzeć i słuchać dalej. Bez wątpienie "Pani z Birmy" to spektakl oparty na kontrastach. Najsubtelniej wydobywa je Grażyna Barszczewska. Aktorka nie jest ucharakteryzowana na Aung San Suu Kyi - właściwie to każda kobieta postawiona w sytuacji niewoli za ideę. Ma na sobie domowe ubranie. Wykonuje codzienne czynności: gotuje obiad, próbuje zabić czas. Stara się wykrzyczeć swój protest do znajdującego się obok mikrofonu, ale daremnie - donośny głos przerywa jej, każąc zakneblować usta, spętać ręce. Kobieta wykonuje rozkazy. Prawie cały spektakl Barszczewska gra bez słowa, za pomocą precyzyjnego gestu i mimiki opisuje psychikę kobiety. Przejmujący jest moment, gdy w rytm groźnej muzyki wykonuje coraz szybciej rutynowe czynności, skracając ich sens do minimum. W końcu poddaje się. Oglądanie aktorki na tle zdjęć Aung San Suu Kyi prezentujących ją jako heroiczną postać wprowadza zamęt. Otrzymujemy dwa wizerunki: jeden znany z mediów, drugi prywatny, stawiający nam wiele pytań. Czy można poświęcać uczucia innych nawet dla ratowania ojczyzny? Aung San Suu Kyi nie pojechała na pogrzeb męża, utraciła kontakt z synami. Motywy opozycjonistki są momentami trudne do przyjęcia. Barszczewska pod koniec spektaklu precyzyjnie uwidacznia tragiczny rys postaci, przełamuje powierzchowne diagnozy. Jej twarz pojawia się w projekcji wideo - oglądamy wywiad, w którym padają trudne pytania o rodzinę. Aktorka w skupieniu odpowiada. Nie usprawiedliwia się, ale raczej podpowiada nam, że chyba taka musi być cena poświęcenia. Na jej twarzy widać nieprzejednaną pewność, ale i głęboki strach. To przejmująca rola. Pokazuje, iż trudno mówić o takich postaciach. Nie możemy przedrzeć się do ich psychiki, przed której tajemnicą zostajemy bezradni.

Przemyslaw Skrzydelski
Dziennik
17 lipca 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...