Spektakl interpretacyjnie otwarty

13. Międzynarodowe Spotkania Teatralne Okno

Zamknięta przestrzeń teatralna ograniczona zasłonami i widownią. Scenografia i kostiumy zalatujące retro i scenariusz będący \'wielką didaskalią\'. Tyle można napisać streszczając spektakl "Czerwona trawa" Gdańskiego Teatr Dada von Bzdülöw. Bo, jak miałbym przedstawić spektakl opierający się na tańcu i dwóch krótkich filmach? Dla mnie był zawiły, pełen niedomówień i- jak by to określić - interpretacyjnie otwarty.

Osobiście nie znam twórczości Borisa Viana, którego literacka spuścizna była natchnieniem do zrealizowania spektaklu. Nie jestem chyba w tym osamotniony, ponieważ większość osób wychodzących z Teatru Współczesnego w Szczecinie miała podobne do moich odczucia - kompletne niezrozumienie spektaklu. Próba zinterpretowania przedstawienia na siłę skończyła się ostrą wymianą zdań między mną a moimi znajomymi. Słyszeli nas chyba nawet na Prawobrzeżu… Niemniej, będę trzymał się swojej wersji zwłaszcza, że po krótkim rozeznaniu się w opisach spektaklu, nie znalazłem nikogo, kto podjął by się próby rozszyfrowania jego przekazu. Nie mam też zamiaru uzewnętrzniać tu własnej wersji, ponieważ jest ona wynikiem spojrzenia na sztukę przez pryzmat własnych doświadczeń i aktualnych rozterek. Niemniej, taki efekt udziału w spektaklu jest jak najbardziej zasługujący na uznanie.

Jeśli miałbym radzić komuś pójście na „Czerwoną trawę” to na pewno osobie, która szuka w życiu czegoś więcej niż utartych schematów. Osobie, będącej po emocjonalnych przejściach spektakl ten wyda się na pewno odbiciem jego własnych przeżyć. Nie można oczywiście doszukiwać się tu jakiejś rady czy choćby egzystencjonalnego przesłania. Jest to raczej pewna wizja społeczeństwa. Jego zasad i ram, w jakich się porusza. Wizja, w której ujęty zostaje też element INNY. Obiekt będący poza ogółem panujących norm i wybijający się ze schematu zarówno zachowaniem jak i strojem. Próbuje wejść w struktury społeczeństwa, jednak stosunek do niego oraz sama jego psychika sprawiają, że staje się on elementem wykorzystywanym nawet w sytuacji, gdy społeczeństwo godzi się na jego obecność, to i tak element ten pozostaje pasożytniczy.  

Nie potrafię znaleźć metody na prawidłowy odbiór tego spektaklu. Myślę jednak, że sytuacja w której przedstawienie ma kilka różnych interpretacji jest niebywałym sukcesem twórców. Uderza bowiem w osobowość odbiorcy i staje się uniwersalnym medium oddziaływującym na głęboko ukryte emocje widza.

Domicjan Maraszkiewicz
Dziennik Teatralny Szczecin
12 listopada 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia