Spektakl niczym dobra książka

"Pan Tobiasz i książki" - reż. Ewa Piotrowska - Teatr Animacji w Poznaniu

Premiera otwierająca nowy sezon w Teatrze Animacji wzbudziła ogromną ciekawość. Wszakże "Pan Tobiasz i książki" w reżyserii Ewy Piotrowskiej to spektakl niespotykany, bo powstał z inspiracji niemą, oscarową animacją "The Fantastic Flying Books of Mr. Morris Lessmore". Za twórcze odniesienie do pierwowzoru, dbałość o szczegóły oraz doskonały przekład języka filmu na język sceny przedstawienie zasługuje na nominację do Oscarów teatralnych.

Na scenie, zamiast niezliczonej ilości wypowiadanych zdań, wystarczyło kilka słów, żeby wprowadzić widzów w magiczny świat Pana Tobiasza. Opowieść snuje się, ale i wartko przyspiesza za sprawą żywiołowej - czasami wbrew prawu grawitacji - animacji niewielkiej lalki - tytułowego bohatera i niezliczonej ilości książek. Narrację świetnie dopełnia zmienna muzyka Macieja Kuśnierza. W uzyskaniu pełni animacji teatralnej niebagatelne znaczenie ma minimalistyczne wykorzystanie multimediów. Projekcje Jakuba Olega Wojciechowskiego stanowią zaledwie subtelne tło sceniczne. Wszystkie elementy starannie złożone w spójną całość umożliwiły odtworzenie filmowej historii.

Pan Tobiasz jest księgowym. Pochłania go praca w biurze rachunkowym. Z zapałem liczy, przelicza i kalkuluje. Aż pewnego razu podmuch wiatru porywa go do krainy pełnej ksiąg ze słowami, nie liczbami. Usypia nad książkami. Zadrukowanymi kartami okrywa się jak kołdrą. Budzik zastępuje mu poranny szelest stron. Poznaje tajemnice skrywane między okładkami. Sam zaczyna pisać.

Niemal całkowity brak słów w spektaklu sprawia, że pobudza wyobraźnię niczym dobra książka. Podobnie jak ona prowokuje, aby po wielokroć wracać i odnajdować kolejne sensy. Czyta się go w myślach, choć dzieciom zdarza się i na głos.

Mali widzowie nie mają żadnego problemu, żeby zanurzyć się w świecie odbiegającym od logiki rzeczywistości, ale też logiki spektakli, z którą najczęściej obcują w teatrze. Rozbawione odgadują sceniczne tropy. Wielka, dysząca księga, poruszająca się na wózku inwalidzkim, natychmiast zostaje bezbłędnie zdemaskowana jako stara księga. Spontanicznie, bez zwrotów czy gestów zachęty ze strony artystów, włączają się w interakcje. Głośno odczytują wyrazy układane z liter na scenie. Reagują śmiechem na dogłosy bzyczenia i pohukiwania, które muzycznie ilustrują widniejące słowa "osa" i "sowa".

Interesujące retro formy Juliji Skuratovej uzmysławiają młodym i dorosłym, że świat pożółkłych, szeleszczących stron, twardych okładek ze złotymi napisami i finezyjnie zdobionego liternictwa, za sprawą elektronicznych czytników powoli znika. Publiczność, ulegając wielkiemu urokowi płaskich niczym kartki książkowych bohaterów, regałom księgozbioru kryjącym niespodzianki czy książce zalotnie nęcącej nóżką, może jeszcze ocalić papierową literaturę.

Dorośli (spektakl zadawala nie tylko rodziców obserwujących reakcje dzieci) ze wzruszeniem odczytują metaforę życia. Pan Tobiasz z nieco szalonego młodzieńca, który entuzjastycznie reaguje tańcem na nowe odkrycia i doświadczenia, staje się poważnym mężczyzną świadomie piszącym własne losy. Czas sprawia, że ma coraz mniej wigoru i zmienia się w kontemplującego starca. Zamiana miejsc i funkcji między pozornie niewidocznymi animatorami, energicznym Igorem Fijałkowskim i dostojnym Piotrem Grabowskim, okazała się bardzo znacząca. Metafora życia splata się z zaskakującą metaforą śmierci, ale tą trzeba osobiście zobaczyć.

Premiera otwarcia sezonu wzbudziła ogromną ciekawość z jeszcze jednego powodu - to pierwszy spektakl zespołu pod dyrekcją Piotra Klimka. Przedstawienie z pewnością nie jest początkiem nowej księgi Teatru Animacji, lecz kolejnym rozdziałem. To kontynuacja ciekawych tematów ujętych w odmienne, autorskie stylistyki tworzone przez wspaniałych artystów.

Maria Maczuga
kultura.poznan.pl
21 września 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski