Śpiewanie to wolność

Rozmowa z Barbarą Lubos

Piosenka w życiu teatralnym na scenie zawsze mi towarzyszyła, często w dramatycznych, teatralnych spektaklach śpiewałam. Poza tym zawsze w moim domu była obecna muzyka. Jako dziecko miałam przyjemność osobiście poznać panią Ewę Demarczyk, bo mój tata jako student ASP w Krakowie śpiewał z nią w Piwnicy pod Baranami.

Z Barbarą Lubos, aktorką Teatru Śląskiego, rozmawia Izabela Mikrut ze Sztajgerowego Cajtunga.

Izabela Mikrut: Co musi być w tekście, żeby zwrócił on twoją uwagę?

Barbara Lubos: Musi być przede wszystkim mądry. Musi mówić o człowieku, o świecie. To, co jest w tekście, powinno mnie osobiście dotyczyć. Zwracam też uwagę na to, jaki jest kontekst, jaki funkcjonuje ten tekst wobec świata. Recital Świat w obłokach jest nie tylko moją osobistą podróżą. To też podróż człowieka w świecie, wobec tego, co teraz się dzieje. Dobry tekst zawsze jest aktualny, a te teksty, które ja śpiewam, różnych autorów, jeszcze bardziej się zaktualizowały. I dlatego warto te teksty śpiewać.

Jakie jest kryterium doboru tekstów do recitalu?

- Przepuszczam wszystko przez swoją wrażliwość. Do recitalu trafiły teksty, których słuchałam od dziecka. To dziwnie może zabrzmi, bo znajdują się tu między innymi utwory, które śpiewała Ewa Demarczyk. Dosyć trudny repertuar, ale ja, już będąc dzieckiem, byłam nią zafascynowana. Są teksty Grechuty, Tuwima. Teksty, które spowodowały, że coś przeżyłam i zapragnęłam tym podzielić się z innymi.

To banalne pytanie, ale jak powstawał recital Świat w obłokach?

- Trochę trudno mi na to odpowiedzieć, bo już tyle lat ten recital śpiewam... Sam moment zapalny... wiem! Z ponownego zachwycenia się twórczością Grechuty. Wyszła kiedyś taka kolekcja jego wszystkich utworów, sześć-siedem płyt. Przesłuchałam ją i okazało się, że po latach zupełnie inaczej te teksty zrozumiałam. Jego wrażliwość na nowo wywarła na mnie duże wrażenie i postanowiłam znów zmierzyć się z tymi melodiami. W recitalu pojawia się też Osiecka, którą również odkryłam inaczej jako dojrzała kobieta. Kaczmarski: tu wybrałam mniej znane piosenki, nie te sztandarowe. W tym przypadku ważny był spektakl poświęcony Kaczmarskiemu, który zrobił Robert Talarczyk. Piosenki mnie zachwyciły i postanowiłam się z nimi zmierzyć. I tak to wszystko się zbierało, zbierało, aż złożyłam to w jedną całość.

Czyli po latach te piosenki zaczynają wybrzmiewać u ciebie inaczej?

- Kiedy byłam dzieckiem, większości znaczeń pewnie nie rozumiałam. Teraz, przez swoją dojrzałość i przez swoje przeżycia mogę te teksty odczuwać. Śpiewam o uczuciach, które mnie towarzyszyły, które są mi bliskie.

No właśnie. Jesteś śpiewającą aktorką. Co ci daje śpiewanie na scenie?

- Oj, bardzo dużo. Daje mi wolność. Zawsze lubiłam śpiewać i zawsze w kierunku śpiewania podążałam. Zresztą najpierw pracowałam w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. To była przygoda z piosenką musicalową, która mi nie do końca odpowiadała, albo, powiedziałabym, ja nie pasowałam do musicalu, to nie moja wrażliwość muzyczna. Potem miałam przyjemność grania w teatralnych spektaklach muzycznych, choćby Operetce Gombrowicza, Kramie z piosenkami, Tangu Oberiu też przecież muzycznie bardzo rozwiniętym... Piosenka w życiu teatralnym na scenie zawsze mi towarzyszyła, często w dramatycznych, teatralnych spektaklach śpiewałam. Poza tym zawsze w moim domu była obecna muzyka. Jako dziecko miałam przyjemność osobiście poznać panią Ewę Demarczyk, bo mój tata jako student ASP w Krakowie śpiewał z nią w Piwnicy pod Baranami. Ta muzyka Grechuty, Demarczyk, Niemena od małego mi towarzyszyła. W tym recitalu akurat Niemena nie ma, ale też kiedyś śpiewałam jedną z jego piosenek...

Czym twój recital się wyróżnia? Albo czym według ciebie się wyróżnia?

- Świat w obłokach jest dramaturgiczną całością, mimo że składa się z piosenek różnych autorów. Opowiada pewną historię o człowieku. Myślę, że każdy słuchacz czy widz odnajdzie siebie w tym świecie, targanym emocjami i wojnami, wojnami międzyludzkimi, wojnami osobistymi i wojnami nawet w tym najstraszniejszym tego słowa znaczeniu, bo i takie teksty tu są.

Masz w Świecie w obłokach tematy i teksty bardzo trudne...

- Są trudne, ale śpiewałam to też poza granicami Polski i odbiór jest zawsze dobry. Dużym walorem jest warstwa muzyczna, z którą świetnie radzi sobie Adam Snopek. On wypełnia całość tylko jednym instrumentem. Więc jeśli mój recital się wyróżnia, to na pewno wartością muzyczną. Są tu między innymi piosenki z płyty Anawa, tam utwory były rozpisane na wiele instrumentów, a Adasiowi Snopkowi udało się to wszystko zamknąć w jednym, jego akompaniament jest fascynujący, jedyny i niepowtarzalny...

Czekaj, czekaj, śpiewałaś ten recital poza granicami kraju?

- Tak, na przykład w Niemczech...

Ale on przecież jest trudny do przeniesienia przez tę warstwę tekstową...

- Na koncercie było dużo Polaków, ale nie tylko. Robiliśmy między innymi wstęp z wyjaśnieniem, o czym są piosenki, żeby słuchacze wiedzieli, jaka jest ogólna tematyka. Warstwa dramaturgiczno-muzyczna, a za dramaturgiczną ja odpowiadam, zrobiła swoje. Ktoś mi potem ładnie powiedział, że mógł nie rozumieć słów, ale wszystko wyczytał z mojej twarzy, to piękna recenzja tego recitalu.

Czyli stawiasz na emocje, na treści przekazywane jeszcze dodatkowo poza słowem?

- Wszystko się zawiązuje w jedną całość. Recital jest bardzo emocjonalny, ale przez bardzo bogatą i ważną treść, którą przepuszczam przez siebie.

Naczelny Ogrodnik pyta, na ile Głupi Jasio jest twoją osobistą interpretacją...

- Muszę powiedzieć, że Głupim Jasiem zachwyciłam się, gdy oglądałam go w interpretacji Beaty Chren w spektaklu robionym przez Talarczyka. Znam wiele piosenek Kaczmarskiego, tej akurat nie znałam, ona jest rzadko wykonywana przez innych artystów. Nie słyszałam jej w innych wykonaniach, przesłuchałam oczywiście pierwotną wersję, ale inspiracją było wykonanie Beaty. Moje jest inne, inna jest aranżacja. Umieszczenie tej piosenki w całości, a nawet w kolejności, wśród innych utworów, nadaje jej nową wartość.

Powtarzasz czyjeś interpretacje czy szukasz swoich?

- Wszystkie są absolutnie moje. Nawet wykonuję piosenkę Niech żyje bal, której nie da się przecież zaśpiewać lepiej od pani Maryli Rodowicz, w wersji genialnie rozpisanej tam na całą orkiestrę. Mój Niech żyje bal może być wywrócony na drugą stronę, w innej interpretacji.
Wiem, że się podoba...

Recital jest też na płycie, którą będzie można kupić po koncercie, żeby zabrać sobie tę wrażliwość i to piękno do domu...

- Płytę nagrałam parę lat temu, rodziła się w bólach, w różnych miejscach...

Nie słychać, ona jest bardzo spójna i brzmi rewelacyjnie...

- Nagraliśmy ją w cztery dni, bardzo szybko, ale jest naszym wspólnym dzieckiem. I Adasia, i moim... Trochę też pomagał mi przy niej brat, bo on zaprojektował okładkę. Rodzice dużo dołożyli, bo wspierali mnie i finansowo, i duchowo... Więc to takie wspólne dziecko paru osób, którym zależało na tym, żeby polską piosenkę wspierać, żeby ona poszła w świat, bo wiadomo, jak piękne są to utwory i piękne kompozycje.

A gdybyś miała zareklamować swój recital? Trudne i niewdzięczne to dla artysty...

- Zapraszam na podróż emocjonalno-muzyczną, gdzie jest miejsce na wzruszenie, refleksję, ale i na radość, bo przecież całość kończy się tym, że jest nadzieja: i dla tego świata, na ocalenie go i dla nas w świecie. To podróż emocjonalnie bardzo mocna, ale z jasnym zakończeniem.

___

Barbara Lubos - aktorka. Absolwentka Wydziału Aktorskiego i Pantomimicznego PWST we Wrocławiu. Po ukończeniu studiów podjęła pracę w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. W latach 1998-2005 związana z Teatrem Zagłębia w Sosnowcu. Od roku 2005 aktorka Teatru Śląskiego w Katowicach. Współpracuje z Teatrem Korez w Katowicach.

Izabela Mikrut
Sztajgerowy Cajtung
24 sierpnia 2017
Portrety
Barbara Lubos

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski