Spotkanie z Jerzy Stuhrem na kieleckiej scenie

Aktorstwo to służba ludziom, dla której poświęciłem życie prywatne. Mam przy tym poczucie spełnienia, wiem, że się nie pomyliłem. To i tradycyjny alkohol po spektaklu, którego siła trzyma do następnego dnia sprawia, że czuję się silny i mocny - żartował we wtorek w Kielcach Jerzy Stuhr.
Wybitny aktor i reżyser pokazał w Kielcach "Sędziów" Stanisława Wyspiańskiego, spektakl dyplomowy studentów krakowskiej PWST. Wcześniej w Teatrze im. Żeromskiego spotkał się z mieszkańcami miasta, którzy po brzegi wypełnili Pokój Becketta. Opowiadacz historii - jak sam o sobie mówi - zdradził nie jedno. Stuhr i reklama Zagram w reklamie banku, którą na ekranach będzie można zobaczyć we wrześniu. Taki był mój warunek, spot mógł być wystawiony dopiero po upływie mojej kadencji rektora w szkole, czyli właśnie jesienią. W końcu to placówka państwowa. Co by ludzie powiedzieli? (śmiech) Dlaczego to zrobiłem? Bo mogę sobie za te pieniądze wyprodukować film. Wreszcie nie będę zależny od żadnego producenta. Będzie to komedia, bo wiem, że tego oczekują ode mnie widzowie. Czy jednak zrozumieją mój humor? Kiedy siedzę w kinie na "Lejdis", a sala ryczy, gdy mnie nawet nie jest do śmiechu, to zaczynam się nad tym zastanawiać. Rzecz o "Sędziach" Kiedy pół roku temu szedłem z tekstem na pierwsze próby to drżałem. Wiedziałem, że proponuję najtrudniejszy tekst z możliwych, z którym jako reżyser stykam się po raz pierwszy, choć fascynacja nim trwa od lat. Wiedziałem, że młodzi mogą nie zrozumieć o co chodzi Wyspiańskiemu. Mimo tych wszystkich obaw zgodzili się na moją propozycję i w miarę pracy coraz bardziej sztuka zaczęła ich wciągać. Obawiałem się też, że dla publiczności będzie to archaiczna tematyka i wtedy pojawiła się dyskusja na temat stosunków polsko-żydowskich. Pojawiła się prowokacyjna książka Jana Tomasza Grossa, jakiś Pan zaczął jeździć po kościołach. Każdy się o to otarł... Teatr Stuhra a teatr dzisiejszy Mój teatr to teatr wielkich emocji, napięć. To często klasyka, po którą szkoły aktorskie sięgają dziś bardzo rzadko, bo albo nie potrafią do niej przekonać młodych aktorów, albo sami jej nie czują. Sięgają więc po sztuki współczesne, najlepiej nieznane. Może boją się porównań do tych, którzy z powodzeniem przed nimi zmierzyli się z utworem? Bardzo szybko zmienia się też estetyka teatru i obawiam się, że ze swoją stylistyką oddalam się od niego. Epoka słowa kończy się, a najważniejsze staje się wyrażenie ekspresji, ciało, seksualizm. Do głowy by mi nie przyszło by na scenie swój seksualizm eksponować. A w polskim kinie... Ostatnio czytam dużo sztuk teatralnych i widzę, że ich autorzy o wiele żywiej reagują na przemiany rzeczywistości. Oni podejmują mocne, bulwersujące tematy. A film ciągle ślizga się po marginesie tego wszystkiego. Obecnie mamy do czynienia z dobrze zrobionymi miłymi opowiastkami, a ja chciałbym widzieć takie filmy po fali obrazów rozliczających się z rzeczywistością. Czekam więc i takie właśnie jest polskie kino - wiecznie na coś czekające. Energia 60-latka Graliśmy kiedyś "Zbrodnię i karę" w Bogocie i po skończonym spektaklu dziennikarz zapytał mnie jakie narkotyki bierzemy, że mamy tyle energii. Odpowiedziałem mu wówczas, że po spektaklu używamy jedynie tradycyjnych środków alkoholowych, które trzymają do następnego dnia. A tak poważnie - w poniedziałek byłem w Sankt Petersburgu, teraz jestem w Kielcach, a za kilka godzin mam spotkanie w Krakowie. To jest moje życie. Kiedy mam chwilę przestoju to źle się czuję. Strach przed stagnacją każe mi ciągle gdzieś biec, żeby go zagłuszyć ciągle muszę coś robić. A kiedy mam dość uciekam na dwa, trzy dni tam, gdzie nikt mnie znaleźć nie może.
Monika Rosmanowska
Gazeta Wyborcza Kielce
25 kwietnia 2008
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia