Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki

„Miłość" reż. Błażej Peszek - Małopolski Ogród Sztuk w Krakowie

„Miłość" Beniamina Bukowskiego, wyreżyserowana przez Błażeja Peszka, to sztuka dla dwojga aktorów, a Anna Polony i Jan Peszek, którzy wcielili się w postacie dramatyczne, sprawili, że widowisko, które miałam okazję obejrzeć, jest po prostu majstersztykiem.

Piękny, przekonująco, a przy tym bardzo naturalnie zagrany spektakl, jest wspaniałą, choć wcale nie oczywistą, opowieścią nie tylko o tytułowym uczuciu towarzyszącym ludziom od wieków, ale też o życiu, decyzjach, emocjach i drodze człowieka do otwarcia się na rzeczywistość i przyjęcia jej.

Fabuła sztuki Bukowskiego jest prosta, by nie rzec banalna. Rozpoczyna się od zupełnie przypadkowego i nie całkiem bezkolizyjnego spotkania dwojga ludzi odmiennej płci w parku. Od tego momentu, przez nieco ponad godzinę, mamy okazję obserwować, jak owo spotkanie zmienia losy i życie tych dwojga, a z biegiem czasu opowieść tocząca się na naszych oczach i przetykana analitycznymi refleksami bohaterów, wciąga nas coraz bardziej, uzmysławiając, że ani opowieść nie jest tak zwyczajna, jak się początkowo wydawało, ani tak jednoznaczna, jak sugeruje jej tytuł.

„Miłość" jest sztuką dla dwojga aktorów, która nieco przewrotnie pokazuje tytułowe uczucie, uwikłane w relację tworzącą się między adwersarzami na scenie, a także wpisuje we wcześniejsze życiowe losy każdego z nich. Przyznać też trzeba, że reżyser zadbał o to, by żaden element na scenie nie rozpraszał widza. Dzięki temu może on skupić się wyłącznie na przekazie płynącym z gry i wypowiedzi aktorów. Wyposażenie sceny (Marek Braun) w zasadzie nie ulega zmianie w trakcie trwania spektaklu, choć widz przemieszcza się wraz z Fryderykiem i Heleną między parkowym skwerkiem a mieszkaniem kobiety. Proste, utrzymane w szaro-czarnej tonacji bryły, krzesła, stół i parawany w zależności od potrzeby stają się ustronnym miejscem spotkania w parku, z dala od innych ludzi i toczących się zdarzeń lub zaciszem ciemnego, niemal pozbawionego światła mieszkania Heleny.W ten szary świat świetnie wpisują się też stroje aktorów (Jolanta Łagowska-Braun). Klasyczny, ciemnoszary garnitur Fryderyka i jasnopopielata sukienka Heleny. Ta konsekwentna kolorystyka, utrzymana w toku całego widowiska, świetnie współgra też z kondycją obojga postaci.

Bohaterowie mają już za sobą wiek średni, oboje też pozostawili za sobą czas burzliwych emocji i wydarzeń w ich życiu. I na tym to, co wspólne się wyczerpuje. Fryderyk i Helena to ludzie całkowicie różni, mający nie tylko skrajnie odmienne osobowości, ale też inne podejście do życia, oczekiwania wobec niego, a za sobą odmienny bagaż doświadczeń. Paradoksalnie, w momencie spotkania, zamknięta w swoim świecie, ociemniała na skutek przeżytej w dzieciństwie traumy kobieta, szuka drogi, która pozwoli jej się otworzyć na otaczającą rzeczywistość, przyjąć ją i stać się jej częścią – drogi, która pozwoli jej wrócić na tory społecznej egzystencji, przestać bać się życia i pokochać siebie. Jej byt, choć spokojny, pozbawiony jest kolorów, a ona ma wrażenie, że stoi z boku i przygląda się tylko obrazom zapisanym w pamięci, a nie rzeczywistej egzystencji. Fryderyk to mężczyzna, który porzucił dawne życie, zamieszkał na ulicy i oddał się pasji, na którą nie miał dotąd czasu. O przyczynie tej decyzji nie mówi, analizuje jednak łatwość i szybkość, z jaką może zmienić się egzystencja człowieka pod wpływem banalnego przypadku. Komentuje też sposób życia, wymuszany przez okoliczności, które przyniósł los, a przy tym przekonuje sam siebie, że możliwość poświęcenia swojego czasu pasji daje mu szczęście, choć to nie do końca prawda. Jego postawa wyraźnie sugeruje, że coś go w życiu zawiodło, przyniosło głębokie rozczarowanie, a on wybrał bezdomność, bo ta kondycja daje mu poczucie wolności, którego dotąd był pozbawiony.

Ich spotkanie i wzajemne dopełnienie jest możliwe dlatego, że następuje, gdy oboje otwierają się na drugiego człowieka, zaczynają dostrzegać i odczuwać brak w swoim życiu i nie potrafią sami tego braku wypełnić. Dla Heleny dominującą potrzebą jest chęć doświadczenia miłości mężczyzny, bycia dla kogoś całym światem, a także ujrzenia siebie zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym w bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Podobnie jest z Fryderykiem. Spotkanie kobiety tak ufnej jak Helena, a przy tym dostrzegającej wartość jego pasji i ceniącej umiejętność celnego opisu fotografowanych obiektów, staje się dla niego furtką do normalności, zbudowania relacji opartej na zaufaniu, obdarzenia kobiety poczuciem bezpieczeństwa i bliskości, których tak potrzebowała.

Dramat, mimo pozornie banalnej treści, jest złożony i trudny, bo wymaga nie tylko fenomenalnego warsztatu aktorskiego, ale też sporego doświadczenia życiowego i zdolności sugestii wieloznaczności tam, gdzie pozornie wszystko jest proste i jednoznaczne. Trudno też o zachowanie bardzo delikatnej równowagi, zwłaszcza jeśli aktorzy chcą zachować właściwe proporcje między dramatyzmem przekazu a jego słownym, stonowanym wprawdzie, ale jednak obecnym w sztuce humorem. A wskazanie na oba te składniki jest bardzo istotne dla całości przekazu, bo ani „Miłość" nie jest komediowym romansem, ani realne życie, do którego sztuka nawiązuje, nie jest tragedią. Scenicznej parze udaje się to doskonale. Anna Polony naturalnie i przekonująco zagrała rolę ociemniałej kobiety chcącej odzyskać własne życie, a w konwersacje ze scenicznym partnerem wplotła humor sugerowany bardziej intonacją i sposobem wypowiedzi poszczególnych kwestii niż znaczeniem słów. Jan Peszek wykreował postać spokojną, wycofaną w głąb siebie i skrytą, ale jednocześnie pełną pasji, oddania bliskiemu człowiekowi, dającą poczucie spokoju i bezpieczeństwa partnerce.

A ja siedziałam na widowni zauroczona tym, co działo się na scenie i przekonana, że mam okazję oglądać jedną z najlepszych obecnie realizacji teatralnych w Krakowie, co potwierdziły po jej zakończeniu długo rozbrzmiewające owacje na stojąco. Z Małopolskiego Ogrodu Sztuk wyszłam w pełni przekonana, że miłość, o czym często piszą poeci, jest w swej istocie niejednoznaczna, a to, co w życiu posiada realną wartość, to jest właśnie... prawdziwe życie.

Do teatru zaś, należy chodzić właśnie po to, by zobaczyć tak zrealizowane widowisko i tak mistrzowskie aktorstwo.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
16 listopada 2019
Portrety
Błażej Peszek

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...