Stacja figle-migle

9. Przegląd Teatrów Jednego Aktora

Co robi w Przeglądzie Teatrów Jednego Aktora zestaw estradowych numerów? Że jeden aktor występuje?

Gdy w zeszłym roku Justyna Sieńczyłło gościła w tym przeglądzie monodramów ze sztuką "Mój dzikus", autorstwa swego męża Emiliana Kamińskiego, chwaląc aktorkę, miałem pretensje do autora o taniość niektórych żartów, o dowcipy, których szanujące się kabarety by nie użyły. Słowem - psuł mi urodę całej opowieści dający się zauważyć kiepski gust autora. Teraz Emilian Kamiński sam pojawił się w programie "Jeden człowiek rozrywkowy", by owego gustu ujawnić całe bogactwo, a raczej - nędzę. I pretensjonalność. Już to wejście w smokingu - szybko zresztą zdjętym wraz z muszką (ale smokingowy pas pozostał) - kazało się lękać.

A potem oglądaliśmy kolejne "stacje", niby kolejki wąskotorowej, ale o nazwach miłość, przyjaźń itp., w ramach których aktor prezentował zgoła nie misternie posplatane, kolejne numery i numerasy. Czemu miały służyć te stacje? A te pompatyczne zapowiedzi, w których przywoływani byli to ks. Jerzy Popiełuszko (z którym się było na ty), to Jan Paweł II; i jeszcze Jacek Kaczmarski (bo i martyrologia być musiała, stan wojenny, czołgi na ulicach...), i Andrzej Sikorowski wplątany w jakieś bajdurzenie o Krakowie, że mógłby jak Warszawa zostać zrównany z ziemią... Zbędny i niestosowny ten patos, zwłaszcza że i tak nadawały ton programowi żarty, anegdoty i parodie - nieraz zresztą wielce udane, jak te o Holoubku czy Hanuszkiewiczu - ale i, niestety, estradowe wygłupy, jak "O sole mio" w wersji przy goleniu czy "Aria do głupoty" Brela.

W ogóle dużo w tym programie śpiewania, bo Emilian Kamiński śpiewać umie i widać, że go to bawi, co nie oznacza, że osiąga dobry efekt. Stwierdził na przykład, że po Niemenie piosenki "Stoję w oknie" śpiewać się nie powinno, po czym poszedł na całego...

Szkoda że Emilian Kamiński uwierzył, że umie wszystko - także siebie wyreżyserować. W jego przypadku okazało się, że "Jeden człowiek rozrywkowy" to zbyt mało. W kabarecie, czego starzy mistrzowie dowodzą najlepiej, albo się ma osobowość, która pokryje niedostatki, albo trzeba mieć program precyzyjnie przygotowany - konferansjerkę, piosenki, monologi, blackouty itd. I trzeba mieć przede wszystkim kogoś, jeśli się samemu nie ma takich predyspozycji, kto wyruguje z programu tanie grepsy, np. z wkładaniem sobie mikrofonu do ust, kto usunie niestosowności w zapowiedziach, a i minoderię. Jak się ktoś podpiera w programie Karolem Wojtyłą, Gustawem Holoubkiem czy Czesławem Niemenem, to powinien pamiętać, jaki poziom oni reprezentowali. Bo inaczej to zderzenie z nimi jest zderzeniem czołowym. Acz, niestety, nie czołami.

W efekcie mamy misz masz - inteligentne i zgrabne scenki obok figli-migli niegodnych estrady, acz taki towar typu "dla każdego coś oczekiwanego" świetnie się sprzedaje. I można z nim jeździć od Bieszczad po Hel. Ale czemu i na Przegląd Teatrów Jednego Aktora do Krakowa?!

Emilian Kamiński - scenariusz, reżyseria i wykonanie, "Jeden człowiek rozrywkowy"; w ramach IX Przeglądu Teatrów Jednego Aktora

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
24 lipca 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia