Stara miłość nie rdzewieje

"Old Love" - reż. Andrzej Chichłowski - Teatr Kamienica, Warszawa

Czy dwoje dojrzałych już ludzi może stworzyć trwały, szczęśliwy związek? Czy kobieta i mężczyzna między czterdziestką a dziewięćdziesiątką mają prawo do szczęścia w świecie, gdzie pierwszeństwo mają młodzi, piękni, bezzmarszczkowi? Czy w pewnym wieku można pragnąć drugiej osoby fizycznie i jak się zachować, kiedy już dochodzi do intymności?

Te ważne, bardzo życiowe pytania, stawia w sztuce "Old love" jeden z najbardziej znanych na świecie kanadyjskich dramatopisarzy Norm Foster. W Teatrze Kamienica sztukę wyreżyserował Andrzej Chichłowski.

Bud i Molly po raz pierwszy spotykają się przypadkiem na bożonarodzeniowym firmowym przyjęciu. Ona jest żoną właściciela firmy, on szarym pracownikiem. Później wpadają na siebie jeszcze kilka razy. Ona uparcie zaprzecza, jakoby zapamiętała Buda z poprzednich spotkań; jego oczarowanie nią rośnie z każdym, kolejnym zetknięciem. I tak jest przez dwadzieścia pięć lat. W międzyczasie on się rozwodzi i próbuje na nowo posklejać swoje życie. Niestety żadna z potencjalnych kandydatek na przyszłą partnerkę bohatera sztuki nie zdaje egzaminu już na pierwszej randce. W jego głowie i sercu wciąż siedzi Molly; zadurzenie nią nie maleje mimo rzadkich kontaktów.

Pewnego dnia Bud dowiaduje się, że jego ukochana została wdową. Sytuacja zmienia się więc radykalnie, pojawia się zielone światełko, które Bud chce natychmiast wykorzystać. Determinacja, jaką wykazuje bohater, złamałyby nawet najbardziej oporną wybrankę. Jednak nie Molly. Ona jak lwica broni się przed uczuciem, spycha pragnienie bliskości w najdalszy kąt. Do pewnego momentu. Pomysłowość Buda wygrywa, uczucie rozkwita, happy end zapewniony.

"Old love" jest jedną z tych komedii, których finał możemy przewidzieć już po 10 minutach. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze sztuki, która, choć łatwa, lekka i przyjemna, porusza sprawy istotne dla współczesnego człowieka, a często spychane na margines. Foster stworzył w niej cztery krwiste postaci, znakomity materiał dla aktorów. Zresztą w Kamienicy obsada nie zawiodła. Artur Barciś jako Bud czaruje wdziękiem i lekkością. Aktor właściwie nie musi nic robić, żeby zjednać serca publiczności. Jest po prostu wymarzony do roli faceta, który zrobi wszystko, aby zdobyć swoją wybrankę. Włącznie z rzucaniem kamieniami w jej okno jak sztubak. Małgorzata Ostrowska-Królikowska, jako Molly, buduje rolę na różnych emocjach, od złości i strachu po wyzwolenie z okowów norm społecznych. Z nieszczęśliwej, uwikłanej w nieudane małżeństwo kobiety staje się nagle inną Molly - pożądającą, zakochaną, świadomą swoich pragnień.

Pozytywnym zaskoczeniem jest w przedstawieniu para młodych aktorów: Barbara Kurdej-Szatan i Mateusz Banasiuk. Oboje grają kilka ról, świetnie radząc sobie z różnicowaniem charakterów postaci. Wielkie brawa dla Barbary Kurdej-Szatan za rolę Kitty, żony Buda, typowej kobietki, dla której przede wszystkim liczy się kariera i pieniądze.

Jak mówi przysłowie: "stara miłość nie rdzewieje". I któż, po obejrzeniu "Old love" w Teatrze Kamienica, temu zaprzeczy?

Kama Pawlicka
Teatr dla Was
21 października 2013

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...