Stare dobre Nigdzie

"Między nami dobrze jest" - reż: Andrzej Majczak - Teatr Bagatela w Krakowie

Gdzieś w Warszawie, w jednym z niezliczonych powojennych boków mieszkają trzy kobiety: babka, matka i córka. Obijając się o siebie i wchodząc sobie na głowę w maleńkim, jednopokojowym mieszkanku, tworzą przestrzeń dla dyskusji na temat współczesnej Polski. Konkluzja, jak to u Masłowskiej bywa, jest druzgocąca

Spektakl „Między nami dobrze jest” w reżyserii Andrzeja Majczaka to przede wszystkim jedno wielkie wołanie bohaterów o więcej, lepiej, wytworniej. Trzypokoleniowa rodzina zamknięta w ciasnym, zapleśniałym mieszkaniu usilnie walczy o zachowanie resztek stabilnego i godnego życia. Bez skutku. Powodem, dla którego egzystencja jest tak przeraźliwie nieznośna, jest, oprócz kolosalnej różnicy pokoleń, trwanie na marginesie społeczeństwa – w brudzie, w biedzie, szarpiąc się w pracy na trzy zmiany, a za rozrywkę mając jedynie stare brukowce. Ale za to magazyny, w tym wypadku „Nie dla Ciebie” z kwietnia zeszłego roku, kreują marzenia i potrzeby bohaterek. W krzywym zwierciadle pokazują, na co kobiet nie stać, w co się nie ubiorą, czego nie ugotują albo dokąd nie pojadą. Na trzydziestu stronach, i to w dodatku ze zdjęciami, zamykają się wszystkie kompleksy i bolączki Polaków.

A do „dostatniego” życia wcale nie jest przecież aż tak daleko, wystarczy spojrzeć w ekran telewizora. Jednak życie gwiazdy wielkiego kinowego sukcesu, „Koń, który jeździł konno”, wcale nie wygląda zbyt kolorowo. Zblazowany celebryta (Adam Szarek), między wciąganiem kokain, a przygodnym seksem, płacze za utraconą rodziną i występuje w programach, w których ze zbolałą miną opowiada o trudnym żywocie aktora. Taka demonstracja głupoty i jałowości w ogóle nie przeszkadza równie sztucznej prezenterce i całej rzeszy widzów. Jedyną osobą szczerze bolejącą nad losami ludzkości, a nad losami bohaterów „Konia, który jeździł konno” w szczególności , jest wyemancypowana Edyta - tak strasznie przejęta, że z nerwów potrafi jedynie zajadać swoje smutki słodyczami. Czyli nic się nie zmienia.

„Między nami dobrze jest”, ze względu na swoją kompozycję i brak fabuły oraz chronologii, nie należy do dramatów najłatwiejszych do pokazania na scenie. Andrzej Majczak, starając się nadać swojemu spektaklowi więcej spójności, stracił nieco z charakteru utworu Masłowskiej, ale w zamian skupił się na warstwie tekstowej, której nie można nic zarzucić. Sytuacje w mieszkaniu Metalowej dziewczynki, Haliny (świetna Ewa Mitoń) i Staruszki są dynamiczne, a dialogi coraz bardziej abstrakcyjne. Płynnie i z dużą dozą humoru wprowadzone są postaci z wyższych warstw społecznych, które zaplątane w groteskowe dyskusje, utwierdzają widzów w przekonaniu, że z Polską źle się dzieje. Co najgorsze, źle się dzieje niezależnie od wieku, w każdym miejscu i na każdym stanowisku. Głupota goni stereotyp, a ten z kolei goni nudę, marazm i kompleksy narodowe. Być może kiedyś uratuje nas pukająca do naszych drzwi II Wojna Światowa, która tak głęboko zakorzeniła się w naszej polskiej mentalności.

Sonia Kaczmarczyk
Dziennik Teatralny Kraków
5 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...