Stonowana zuchwałość

"Produkt" - reż. Michał Rzepka - Teatr Gdynia Główna

Nie jest dzisiaj łatwo mierzyć się z estetyczną granicą wytrzymałości widza. Dlaczego? Niemal wszystko w teatrze już było, a epatowanie wulgarnością, brzydotą czy obsceną nie wybrzmiewa tak mocno, chyba że strzępki informacji o danej realizacji dotrą do funcjonariuszy publicznego porządku.

Poprawność polityczna w Polsce stała się tzw. syndromem mohera - burzy Polaków to, czego sami nie przepracowali w ciemnych zakamarkach swoich mózgów i domów. Strach mohera może równać się sile energii, jaka towarzyszy ludziom sprzedającym produkt opakowany ideologią. Dotarliśmy zatem do sedna dramatu Marka Ravenhilla, który za cel obrał sobie wszystkie strony układanki - prześladowców i prześladowanych, fundamentalistów i ateistów, aktywnych i biernych opowiadaczy lokowanych historii.

"Produkt" napisany w 2005 roku, po zamachu na WTC, w czasie wojny z Irakiem, w okresie zawiązywania się Państwa Islamskiego, mógł być aktem swoistej odwagi wpisanej w nurt dzialań twórców określanych mianem nowych brutalistów. Charakterystyczna stylistyka szokująca służyć miała celom wyższym, czasem prewencyjnie, innym razem przybierała charakter uniwersalny. Obalanie mitów i tendencji socjologiczno-patologicznych na temach Bliskiego Wschodu, "defetyszyzacja" hollywoodzkich konstrukcji marketingowych to główne założenia Ravenhilla. Autor bohaterami uczynił aktorkę oraz producenta, którzy spotykają się, aby zwizualizować scenariusz filmu. Najogólniej można przedstawić go jako awanturę polityczną z terrorystą i Amerykanką w tle, decydujących poświęcić się sprawom fundamentalnym i wybuchowym. Nie ocaleją dzieci ani wartości, ważni okażą się Allah, dywanik i fun. Poziom rozmyslań nad produkcją filmową sprowadzi się wyłącznie do banalnych kalek, osiągania zysków doraźnych i stosowania komercyjnych technik przyciągania uwagi widzów pozbawionych osobistej refleksji nad światem.

Reżyser Michał Rzepka osiągnął poziom poprawności w "zarządzaniu" przestrzenią sceniczną, jednak nie wykazał się kreatywnym podejściem do tekstu. Bohaterowie osiągają pewną skalę autentyzmu, ale tylko nieznacznie przekonują o swoich prawdach. Wojciech Jaworski jako James wykazuje się nadaktywnością, nie zwalnia artykulacyjnie, nie robi potrzebnych pauz, tekst podawany jest w wysokich rejestrach, przytłaczająco dla percepcji widza. Bardzo dobrze należy jednak ocenić kierunek rozwoju, w jakim zmierza aktor. Widać, jak swobodnie czuje się na scenie, także dzięki sprawności fizycznej. Jaworski dobrze nawiązuje i utrzymuje kontakt z widzem, wyraziście wykorzystuje mimikę. Zofia Nather ma niestety bardzo ograniczone zadanie w spektaklu Rzepki. Jej rola niemal wyłącznie ogranicza się do słuchania, co mnie mocno raziło i w mojej ocenie nie znajduje uzasadnienia jej fizyczna obecność w przedstawieniu. Reżyser nie domyślał tej postaci, ogołacając ją całkowicie z możliwości kreacji. Szkoda, tym bardziej, że nieliczne momenty dialogów między postaciami stymulowały dramaturgię i dawały "odbicie" aktorom.

"Produkt" Teatru Gdynia Główna w obecnym kształcie nie oddaje potencjału ani tekstu, ani aktorów. Szkoda, że reżyser nie zajmuje własnego zdania w kwestii terroryzmu, a stara się być naśladowcą Ravenhilla. Szkoda, że przestrzeń dla aktorki została zawężona tak mocno, że doszło do zachwiania poprawności politycznej, bo zlekceważono po prostu jej postać. Widz "zmasakrowany" telewizyjnymi obrazami, mnogością informacji na temat dramatów spowodowanych atakami terrorystycznymi na cywilach, nie zostaje porażony energią ze sceny. Nie można w spektaklu Rzepki dopatrzeć się absurdu konfliktu geopolitycznego, jaki karykaturalnie wybrzmiał w serialu "Świat w opałach" Roberto Benabiba i Kima Benabiba.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
16 lutego 2016

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia