Stop, teraz mnie nie ma

Rozmowa z Michałem Buszewiczem

- Nie wykluczam, że "Misja" ulegnie rozbudowie, ponieważ bardzo lubię współtworzyć świat z aktorami, szczególnie na poziomie materialnym. Zależy mi na tym, żeby tekst dawał aktorowi możliwości, jednocześnie stanowiąc wyzwanie - mówi w wywiadzie dla Dialogu Michał Buszewicz, dramatopisarz i dramaturg.

Justyna Jaworska, Dialog: Pytanie retoryczne: był pan w wojsku?

Michał Buszewicz: - Niestety, nie mam zupełnie takich doświadczeń. Ale też w moim tekście nie chodzi do końca o struktury wojskowe, raczej o pewne poczucie silnej zależności od rozmaitych czynników determinujących, sytuacja wojskowa jak najbardziej takiemu poczuciu odpowiada.

A marzył pan kiedyś, żeby uciec, zaszyć się gdzieś w górach jak pański bohater? Pytam zainspirowana pana zdjęciem.

- Cały czas o tym marzę. W dużym stopniu wynika to z jakiegoś nieznośnego natłoku informacji przetwarzanych w ciągu każdego dnia. I to informacji potrzebnych i zbędnych. W tym również informacji o wszelkich możliwych wojnach, które mogą wybuchnąć, z trzecią światową na czele. Jednocześnie cały czas jestem w ciągu jakiejś pracy - budzi się więc w naturalny sposób potrzeba powiedzenia: stop, teraz mnie nie ma, nieczynne, zamknięte, nie dotykać, nie przeszkadzać. Z drugiej strony, gdybym wreszcie miał wymarzoną chwilę na odludziu, to przeczuwam, że wtedy mógłbym dopiero spokojnie zabrać się do pisania i nic by mnie nie mogło rozproszyć.

"Misja" nawiązuje do prawdziwej historii faceta znalezionego w górach z amnezją. Trafił pan na to w mediach?

- Trafiłem na artykuł w gazecie. Potem okazało się, że artykułów pojawia się coraz więcej, toczy się medialna próba rozwiązania zagadki tożsamości tego człowieka. Na początku był tylko bezimiennym znalezionym, później stał się Włodzimierzem N., następnie pojawiły się fakty o jego wojennej przeszłości. Mój tekst nie powstał jednak z potrzeby rekonstrukcji wydarzeń, raczej jako próba znalezienia motywacji stojącej u podstaw tak radykalnego wyalienowania się z rzeczywistości. Przypadek Włodzimierza N. wydał mi się wtedy jakąś niesamowicie mocną odpowiedzią na poczucie zagrożenia. Organiczną i konsekwentną.

To chyba pański debiut dramatopisarski, dotychczas był pan dramaturgiem.

- Tak naprawdę za swój debiut uważam "Zbrodnię", która, chociaż inspirowana opowiadaniem Gombrowicza, jest jednak autorskim tekstem. Z opowiadania zdecydowałem się pozostawić praktycznie tylko imiona postaci i sytuację wyjściową - śmierć ojca.

Obie sztuki łączy klimat absurdu i odrealnienia, przebiegają w różnych tonacjach i wariantach, co daje aktorom pole do popisu. "Zbrodnia" wpadała wręcz w ton kabaretowy - czy "Misja" też będzie taką popisową partyturą?

- Specjalnie dla kieleckiego Teatru im. Żeromskiego, gdzie z początkiem przyszłego sezonu odbędzie się premiera "Misji", powstanie jej druga część roboczo zatytułowana "Powrót". Nie wykluczam również, że część pierwsza ulegnie rozbudowie, ponieważ bardzo lubię współtworzyć świat z aktorami, szczególnie na poziomie materialnym. Bardzo często proszę o zmianę ważnych dla postaci przedmiotów, czynności i tak dalej. Ale jak najbardziej zależy mi na tym, żeby tekst dawał aktorowi możliwości, jednocześnie stanowiąc wyzwanie.

Czy to jest tak, że dramaturg ośmiela się do samodzielnego pisania, adaptując cudze teksty? A może inaczej: najpierw się pisze samemu, a dopiero dramaturgia staje się szkołą warsztatu?

- Nie wiem, jaki jest kierunek rozwoju, to się dzieje jakoś równolegle. I każdy rodzaj pracy jest jakąś szkołą. Włącznie ze szkołami w ścisłym sensie, mam tu na myśli dramatologię na UJ i dramaturgię na PWST. Oba doświadczenia szkolne są dla mnie równie istotne. Ale rzeczywiście, pewnego rodzaju ośmielenie pojawia się we mnie na tyle silnie, że zależy mi na rozwijaniu się w bardziej autonomicznej roli autora.

Pracuje pan w tandemie z Eweliną Marciniak. Czy można już państwa nazwać kolejnym duetem teatralnym? I jak to się zaczęło?

- Mamy taką nadzieję, że zaczniemy być postrzegani jako duet. Bardzo ściśle ze sobą współpracujemy, staram się też być obecny na większości prób - uczestniczyć na bieżąco w budowaniu teatralnej narracji. Do tej pory wszystkie prace wykonywaliśmy razem. U początku naszej wspólnej twórczości znajdują się jeszcze egzaminy szkolne, jednak pierwszą pracą na deskach profesjonalnego teatru było "Nowe wyzwolenie" Witkacego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Rok później wróciliśmy tam, by wystawić "Zbrodnię", później zajmowaliśmy się w Koszalinie dramatem Schimmelpfenniga, pracowaliśmy w Starym Teatrze w Krakowie nad tekstem Nisa-Momme Stockmanna, a w gdańskim Wybrzeżu nad "Amatorkami" według Elfriede Jelinek. Jednakże na wszystkich tych tekstach udało mi się odcisnąć piętno własnej adaptacji.

Z którego przedstawienia jak do tej pory jest pan najbardziej zadowolony?

- Tutaj pojawia się problem, bo staramy się wspólnie z Eweliną dbać o to, żeby nasze spektakle były od siebie różne. Zależy nam na tym, żeby się nie powtarzać. Ale praca, która jest dla mnie bardzo ważna, to "Amatorki" w Wybrzeżu, przede wszystkim ze względu na niesamowitą więź z tamtejszym zespołem i gigantyczną robotę, jaką wykonał każdy z aktorów bez wyjątku. To było wielkie z ich strony. Pewną autorską satysfakcję sprawia mi też "Zbrodnia", przede wszystkim dlatego, że udało mi się napisać tekst będący rewersem kryminału, a jednocześnie wziąć czynny udział w budowaniu teatralnego świata. Obecnie pracujemy w Wałbrzychu nad moimi "Bohaterkami".

O czym to będzie?

- "Bohaterki" to pisany dla wałbrzyskich aktorów tekst, którego premierę planujemy na ósmego marca z okazji Dnia Kobiet. W skrócie opowiada on o mierzeniu się kobiet z samotnością, o niekoniecznie dobrych rozwiązaniach i o konieczności radzenia sobie z konsekwencjami.

***

Michał Buszewicz (ur. 1986) - dramatopisarz, dramaturg, student specjalizacji dramaturgicznej na Wydziale Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST i absolwent specjalizacji dramatologicznej Wiedzy o Teatrze UJ. Jest autorem tekstów: "Zbrodnia" zrealizowanego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej (nagroda zespołowa dla najlepszego spektaklu XVIII Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej), "Proces Berentyzacji", który został zaprezentowany w formie spektaklu w ramach XII Dni Dramaturgii w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu, "Bohaterki" oraz "Misja (wojny, od których uciekłem)", który znalazł się w półfinale tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Współrealizował program Instytutu Teatralnego "Lato w teatrze" w 2011 oraz 2012 roku w podkrakowskich Piekarach. Współpracuje jako dramaturg z Eweliną Marciniak, z którą zrealizował, oprócz powyższych, również "Nowe Wyzwolenie" Stanisława Ignacego Witkiewicza w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, "Kobietę z przeszłości" Rolanda Schimmelpfenniga w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, "Amatorki" wg Elfriede Jelinek w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku oraz czytanie performatywne "Mocarza" Stanisława Brzozowskiego w ramach projektu "Brzozowski - wstęp wolny" w Instytucie Teatralnym. Był także asystentem Pawła Miśkiewicza przy realizacji spektaklu "Mewa" wg Antona Czechowa w Starym Teatrze w Krakowie.

Justyna Jaworska
Dialog
5 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia