Strzeż się proszę, bo to Deprawator, acz artysta... Polaków na obczyźnie rozmowy

"Deprawator" - reż. Maciej Wojtyszko - Teatr Polski w Warszawie

Reżyser Maciej Wojtyszko na prośbę Rity Gombrowicz oraz Janusza Majcherka podejmuje się rozwinięcia swojego zainteresowania życiem Witolda Gombrowicza. Ponownie tworzy i wystawia sztukę opartą na wydarzeniach z życia pisarza.

Wcześniejszy spektakl pochylił się nad relacją Gombrowicza z Mrożkiem, tym razem akcja rozgrywa się w 1967 roku w Vence, na południu Francji, a skupia się w okół częstych spotkań z Czesławem Miłoszem i jego żoną. Ciekawe jest także pojawienie się Zbigniewa Herberta, który nie darzy Gombrowicza szczególną sympatią. Trudno się mu dziwić, spotkanie tych dwojga, jakie mamy okazję zaobserwować, jest dla widza zabawne, ale z pewnością nie było w owym czasie dla samego Herberta. Wyniosłość, pycha, a także pogarda Witolda do poezji uraziła młodego artystę na tyle, że nie był on w stanie dać starszemu koledze jeszcze jednej szansy na poprawienie wzajemnych stosunków. Inaczej było z Miłoszem. Zbigniew nazywany przez Janinę Miłosz "Kicią", czuł się u nich niemalże jak we własnym domu. Mimo niezgodności poglądów łączyła ich szczególna więź, a także zamiłowanie do poezji. Dlatego Zbigniew Herbert nie rozumiał i otwarcie odradzał Czesławowi Miłoszowi utrzymywanie kontaktów z Gombrowiczem.

Trudne relacje przyjaźni i miłości stanowią ważny punkt wyjściowy sztuki. Mam na myśli relacje wszystkich bohaterów. Nietypowy i ognisty związek Witolda i Rity, która jest od niego dużo młodsza, jednakże z oddaniem opiekuje się partnerem, a później mężem. Burzliwy związek Czesława oraz Janiny, która podobnie jak Rita wspiera swego niesfornego małżonka. Przyjaźni Zbigniewa Herberta z Miłoszami, a także aktorki Izy de Neyman z Gombrowiczami. Wymiar tych związków przedstawia mistrzów literatury polskiej w zupełnie innym, ludzkim wymiarze. Mimo znajomości ich dzieł, jakże trudno określić jakimi byli naprawdę, na codzień. Dzięki rzetelnej i fachowej pracy reżysera i aktorów ożywają oni na deskach teatralnych i stają nam się o niebo bliżsi.

Osobiście niezwykle się cieszę, że podjęty przez zespół teatru wysiłek, przybliżył mi żywych ludzi stojących za swoimi dziełami i wielkimi nazwiskami.

Kolejną warstwą, niezwykle istotną, jest pochylenie się nad polskością, wiarą i tradycją.

Po pierwsze dyskusje prowadzone są pomiędzy emigrantami, artystami, którzy ze względów politycznych opuścili Polskę. W opozycji staje Herbert broniący zaciekle dobrego imienia rodaków. Sam na emigrację się nie zdecydował. Miał ku temu liczne okazje, jednak były one jedynie podróżami dłuższymi, bądź krótszymi, rozwijającymi doświadczenia, wiedzę i zaspakajały głód poznawczy pisarza. Starzy mistrzowie bardzo krytycznie odnoszą się do Polaków i Polskości. Miłosz utrzymuje, że jest Litwinem i faktycznie takie przyjął obywatelstwo, jednak mimo gorzkich słów Polska cały czas przewijała się w ich rozmowach. Ciekawe jest to, że dyskusje te są nadal aktualne i myślę, że trafiają na podatny grunt w odbiorze publiczności. Niektóre wypowiadane kwestie budziły nerwowy śmiech, zadumę, napięcie. Nadal budzi to w nas emocje i pytania: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak o sobie mówimy, co o sobie myślimy, czy zmieniliśmy się, czy nadal powtarzamy te same błędy? Jako osoba, która również doświadczyła życia poza granicami ojczyzny, myślę że mogę zrozumieć rozgoryczenie drzemiące w ich słowach, a jednocześnie także postawę Herberta. Czymże jest patriotyzm? Czy ma być bezkrytycznym oddaniem? Czy surowa ocena i oddalenie jest także jego przejawem? Myślę, że te wszystkie znaki zapytania będące tematem rozpraw mistrzów stale będą nam towarzyszyć, jednakże warto abyśmy potrafili ze spokojem i ze wzajemnym szacunkiem o nich dyskutować. Mam nadzieję, że to cenna uwaga jaką mogliby przekazać nam mistrzowie polskiego słowa.

Doskonale zbadana historia i relacje bohaterów zostały zbudowane kunsztownie dzięki Andrzejowi Sewerynowi (Gombrowicz), Wojciechowi Malajkatowi (Miłosz), Pawłowi Kruczowi (Herbert), Grażynie Barszczewskiej (Janina Miłosz), Annie Cieślak (Rita Labrosse) oraz Magdalenie Zawadzkiej (Iza de Neyman). Scenografia autorstwa Pawła Dobrzyckiego sprawnie przeradzała się z domu Miłoszów w mieszkanie Gombrowiczów, mimo ograniczeń niedużej sceny kameralnej Teatru Polskiego. Warto również zwrócić uwagę na plakat spektaklu, gdyż jest on odtworzeniem fotografii wykonanej w Prowansji podczas jednej z licznych wizyt Miłosza u Gombrowicza. Spektakl zrealizowany został w ramach obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, co tym bardziej kieruje naszą uwagę na rozważania nad stanem naszej ojczyzny lub "synczyzny"...

Sara Gołębiowska
Dziennik Teatralny Warszawa
24 grudnia 2018
Portrety
Maciej Wojtyszko

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...