Stulecie urodzin Gustawa Holoubka

Przywrócone arcydzieła spotkanie 74 - Stulecie urodzin Gustawa Holoubka

21 kwietnia przypada okrągła, setna rocznica urodzin Gustawa Holoubka.
Holoubek to również Kraków, a jeżeli to, co naprawdę ważne, to dzieciństwo i młodość, Kraków był dla Gustawa Holoubka najważniejszy. I dlatego w poniedziałek, 15 maja, zapraszam na wyjątkowe, dedykowane Gustawowi Holoubkowi , „Przywrócone arcydzieła” do Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Pokażemy wstrząsający „Szpital przemienienia” Edwarda Żebrowskiego na podstawie prozy Stanisława Lema (kolejny krakowski akcent), ze wspaniałą kreacją Gustawa Holoubka, a moimi gośćmi będą Magdalena Zawadzka i Jan Holoubek.


Holoubek i Kraków – od planowanej kariery piłkarza, jako dzieciak był juniorem w „Cracovii", poprzez gimnazjum przy Placu na Groblach, maturę zdaną w 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, dalej – to już czas wojny - 20 Pułk Piechoty w Krakowie, słynne liceum Nowodworskiego w Krakowie, a od 1945 roku Studio Aktorskie przy Teatrze im. Juliusza Słowackiego, pierwsze role, epizody, studia w krakowskim Państwowym Studiu Dramatycznym (przekształconym później w Państwową Wyższą Szkołę Teatralną), wreszcie sceniczny debiut - 1 marca 1947 rolą Charysa w „Odysie u Feaków" Stefana Flukowskiego w Starym Teatrze w Krakowie.

A potem całymi latami wracał do Krakowa – jako aktor, reżyser, autorytet, polityk, postać. I Kraków, mam wrażenie, powinien o tym pamiętać.

A ponieważ o Gustawie Holoubku nikt nie opowiada mądrzej i piękniej od Magdaleny Zawadzkiej, sukcesy syna, Jana, z pewnością napawałyby dzisiaj ojca dumą, jestem szczęśliwy, że w takim właśnie składzie spotkamy się 15 maja.

15 maja 2023, godz. 19.00

Gości:
Magdalena Zawadzka
Jan Holoubek

 

SZPITAL PRZEMIENIENIA
Reżyseria: Edward Żebrowski
Polska 1978
Czas trwania 91 min.
Obsada:Piotr Dejmek , Jerzy Bińczycki , Henryk Bista , Ewa Dałkowska , Gustaw Holoubek
Gatunek: Film fabularny
Premiera: 28.03.1979

Młody lekarz zaczyna praktykę w szpitalu psychiatrycznym u progu drugiej wojny światowej. Naziści dążą do eliminacji osób chorych psychicznie, ale metody polskich lekarzy też odbiegają od standardów moralnych.

Stefan (P. Dejmek), młody lekarz zaczyna praktykę w szpitalu psychiatrycznym u progu drugiej wojny światowej. Naziści dążą do eliminacji osób chorych psychicznie, ale metody polskich lekarzy też odbiegają od standardów moralnych. Doktor Rygier jest zafascynowany silną władzą, doktor Kauters ceni tylko metody chirurgiczne, doktor Marglewski postrzega chorobę jako nawiedzenie. Dyrektor szpitala (Z. Hübner) i doktor Nowosielska (E.Dałkowska), Żydówka z Austrii, mimo całej przyzwoitości nie są w stanie zapobiec katastrofie. Pisarz (G.Holoubek), wzorowany na Witkacym, popełnia samobójstwo, a do szpitala wchodzą Niemcy. Film w reżyserii Edwarda Żebrowskiego powstał jako adaptacja realistycznej powieści Stanisława Lema pod tym samym tytułem (1955). Trudno o bliższy Żebrowskiemu pierwowzór literacki, zważywszy, że choroba i historia były przewodnimi motywami jego twórczości: choroba w Ocaleniu, historia w filmach W biały dzień i Pasja. Film był realizowany w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach przy współpracy pacjentów, a okupacyjna historia nawiązuje do Akcji T4 prowadzonej przez nazistów w latach 1939-1944 w celu eliminacji osób chorych psychicznie. Laureat Srebrnych Lwów na 6. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdańsku (1978).

Łukasz Maciejewski

MAŁGORZATA BEZ MISTRZA
(artykuł opublikowany w miesięczniku „Film" po śmierci Gustawa Holoubka)

Trochę się tego spodziewaliśmy. Od miesięcy dochodziły przecież niepokojące sygnały o stanie zdrowia Gustawa Holoubka, ale wszyscy czekaliśmy na cud. Trudno było uwierzyć że toczący zaciekły bój z Bogiem - Gustaw Konrad z legendarnych „Dziadów" Dejmka, ale także z „Lawy" (1989) Konwickiego, odejdzie jak zwykły śmiertelnik. No nie, jednak nie. Gustaw Holoubek odszedł prawie w aureoli. Jak Mistrz.
Żegnał się z nami na raty. Od miesięcy. Coraz rzadziej pojawiał się w kinie i w teatrze. Ostatnią rolą Holoubka pozostanie Stary Aktor z wybitnej inscenizacji „Wyzwolenia" Wyspiańskiego, którą w Teatrze Telewizji zrealizował w tym roku Maciej Prus. Patrzy się na tę pożegnalną kreację wielkiego aktora ze ściśniętym gardłem. To właśnie z ust Holoubka pada kluczowe w dramacie Wyspiańskiego pytanie: „Gdzie żem zaszedł, co chciałem uczynić, czym będę?". Chyba znamy odpowiedź.

Holoubek był człowiekiem teatru, ale również w kinie zagrał szereg wybitnych ról. Zaczynał co prawda pechowo – od postaci Feliksa Dzierżyńskiego w słusznie zapomnianym „Żołnierzu zwycięstwa" (1953) Wandy Jakubowskiej, ale odkąd Holoubek spotkał Hasa, a Has odkrył Holoubka, obaj artyści stworzyli niezapomniany tandem. Gustaw Holoubek był w kinie Wojciecha Jerzego Hasa figurą szczególną. Poczynając od kreacji Kuby Kowalskiego w „Pętli" (1957), Holoubek stał się niejako znakiem firmowym tego kina. Błysk rozpalonych oczu aktora iluminował rozsiane po salonach nicości bibeloty, zniszczone meble, smutne i zgaszone twarze. Bystry wzrok Holoubka studził rozbuchane wyrafinowanie wysmakowanych plastycznie kadrów filmów Hasa. Był racjonalnym, zdroworozsądkowym, jedynym w swoim rodzaju aktorskim grymasem w rozgorączkowanej literackiej malignie. Rzucający Lidkę (Maja Wachowiak) hrabia Mirek z „Pożegnań" (1958), szukający swojego miejsca na ziemi Dziadzia we „Wspólnym pokoju" (1959), nieciekawy lekarz w „Nieciekawej historii" (1982) według Czechowa, wreszcie oniryczny doktor Gotard ulepiony z ułudy, realu i wspomnień – jak całe „Sanatorium Pod Klepsydrą" (1973), tworzyły aurę kina Wojciecha Jerzego Hasa. Oraz aurę aktorstwa Gustawa Holoubka.

A przecież Holoubek zagrał w kinie w sumie ponad sześćdziesiąt ról. Bardzo różnorodnych. Z jednej strony były to na przykład wybitne filmy Tadeusza Konwickiego (wspomniana „Lawa", ale i „Salto" z 1965 roku), z drugiej udane kreacje w filmach komercyjnych – szef szajki w „Gangsterach i filantropach" (1962) czy szeryf Andrzej w „Prawie i pięści" (1962) Hoffmana i Skórzewskiego. W „Marysi i Napoleonie" (1966) Buczkowskiego z komediowym zacięciem Holoubek zadurzał się w Beacie Tyszkiewicz, a w „Pokoju z widokiem na morze" (1977) Zaorskiego siłą perswazji odwodził pewnego desperata przed samobójstwem. Gdybym jednak z długiej listy filmowych osiągnięć Holoubka musiał wybrać pozycje ulubione byłby to na pewno diaboliczny Woland z rewelacyjnej telewizyjnej adaptacji „Mistrza i Małgorzaty" (1988) Bułhakowa w reżyserii Macieja Wojtyszki, oraz Stefan Drawicz z „Zygfryda" (1986) Iwaszkiewicza w reżyserii Andrzeja Domalika. Zwłaszcza ten drugi, znakomity film Domalika zrobił na mnie niegdyś wielkie wrażenie. „Zygfryd" to historia akrobaty (Tomasz Hudziec), oraz starego profesora, estety (Holoubek). Między tą dwójką rodzi się fascynacja erotyczna. Najpierw jest mistrz i uczeń, a następnie uczeń, który staje się mistrzem. Bo profesor zobaczył w osobie chłopca naturę, która go zachwyciła. Zygfryd jest piękny, a dekoracje stare. Profesor, kuzyn Gustawa von Aschenbacha ze „Śmierci w Wenecji" Manna, patrzy na tę młodość i denuncjuje własną starość. Wymawia jej posłuszeństwo... Gustaw Holoubek był chyba pierwszym polskim aktorem filmowym, który zagrał homoseksualistę bez operetkowej szarży i kokieteryjnych umizgów. Mistrzostwo.

Filmowa obecność Gustawa Holoubka ze świata teatru przejęła rygorystyczną odpowiedzialność za słowo, dialog. Holoubek należał do tej samej grupy wirtuozów, co Zapasiewicz czy Łomnicki, dla których tekst w kinie musi być zawsze zrozumiały. Przeczytany i przemyślany. Nie wolno marnotrawić czasu na słowa byle jakie, bezwartościowe, nikomu niepotrzebne. W filmowym dekalogu Holoubka w parze z szacunkiem dla litery (literatury) szło zrozumienie dla własnej, niepowtarzalnej fizyczności. Fizyczność Holoubka to było na przykład jego charakterystyczne spojrzenie: czasami ironiczne, niekiedy sentymentalne, ale zawsze inteligentne. Bo też aktorstwo Holoubka, oraz jego publiczny status był w całości był kwintesencją inteligenckości rozumianej nie jako wyuczone formułki, które dobrze sprawdzają się na politycznych i biznesowych salonach, tylko jako styl życia. Coraz mniej między nami postaci takiego formatu. Coraz mniej autorytetów. Truskawki w Milanówku z piosenki Wojciecha Młynarskiego zostały wyjedzone co do jednej. Została tylko pusta salaterka: trochę udaje światowość, ale to i tak tylko lichy plastik. Podróba.

Śmierć Holoubka wygląda trochę jak jeden z ostatnich już trenów na śmierć polskiego inteligenta. Intelektualisty, który swoją przygodę z życiem zaczynał w sąsiedztwie zdublowanej śmierci wojennej. A potem wiedział już, że śmierć (cywilna, publiczna, artystyczna) przychodzi zbyt łatwo, dlatego trzeba żyć tak, żeby zawsze można było ją pokonać. W biografii Gustawa Holoubka było miejsce zarówno na kompromisy, jak i uniki, ale także na budowanie wielkiej, artystycznej autonomii. Na setki lektur i godziny spędzane w „Czytelniku", mowy senatorskie i połajanki dyrektorskie; ale i na tysiące wypalonych papierosów, mistrzostwo w opowiadaniu sprośnych anegdot oraz fanatyczne uwielbienie dla piłki nożnej: zwłaszcza drużyny „Cracovii". „Życie jest głupkowate przecież" – powiedział w jednym z ostatnich wywiadów. Życie na serio Gustawa Holoubka było niekończącą się balangą ducha. A przy okazji tej zabawy aktor podarował nam niezliczoną ilość kreacji teatralnych, które przeszły do legendy; ról filmowych i telewizyjnych, które dały mądrą twarz plebejskiemu polskiemu kinu. Zabawa skończona. Małgorzata pozostała bez Mistrza. Gdzie jest Woland?

 

Łukasz Maciejewski
Materiał nadesłany
15 kwietnia 2023

Książka tygodnia

Wybór opowiadań
Świat Książki
Edgar Allan Poe

Trailer tygodnia

Zielona granica
Agnieszka Holland
Po przeprowadzce na Podlasie psycholo...