Styczeń, 2020, cd

W Trzech Zdaniach

Przedstawienie dyplomowe studentów Wydziału Aktorskiego krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych pt. „Studium o Hamlecie" powstało nie tylko na motywach tekstów Szekspira i Wyspiańskiego, ale też z dialogów dopisanych współcześnie i w taki oto sposób spektakl dał okazję młodym ludziom, wkraczającym w zawodowe życie aktora, do wyartykułowania tego co ich niepokoi, co wzbudza ich sprzeciw.

Usłyszałem więc, że jest ich za dużo, że nie mają pracy, że muszą przemierzać setki kilometrów w jej poszukiwaniu, że tracą talent, który dał im Bóg, że nie mogą pokazywać tego co im w duszy gra, bo podlegają najprzeróżniejszym ograniczeniom, że są traktowani przedmiotowo przez reżyserów, że sposób uczenia zawodu zabija w nich indywidualność, więc po co uprawiać ten zawód? Ich gorycz, bunt, lub raczej zagubienie były wzruszające, ale – wybaczcie mi – również trochę naiwne, bo taki jest los aktorów na całym świecie (przede wszystkim zachodnim, bo na wschodzie rzecz się ma nieco inaczej): dotyka ich konkurencja na rynku pracy, muszą walczyć o role, brać udział w castingach, a o wolność twórczą zabiegać (najczęściej bezskutecznie) przez całe życie, bo zawsze są od kogoś lub od czegoś uzależnieni – taki to pieski zawód, niestety! (15.01)
***
Ten „Gościu", który przegląda się w kocich oczach jest dosyć abominacyjny, niechlujnie ubrany, jedzie od niego alkoholem, coś bełkocze, a obok czają się piękne, czujne, delikatne zwierzęta i doprawdy trudno jest dociec czy on je uczłowiecza, czy one „ukotowiają" jego. Problem zaczyna się, gdy aktorzy w Domu Machin (kiedyś – w Miniaturze) dotykają spraw ostatecznych – miłości i śmierci, wówczas wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, ale widać wyraźnie, że Charles Bukowski (amerykański poeta, autor zbioru wierszy „O kotach", które stały się podstawą scenariusza spektaklu) chce zostać kotem, bo ludzie są „zanadto żałośni, wściekli i monotematyczni". Nietypowe przedstawienie, bo powstało z poezji i nie jest oszałamiająco atrakcyjne fabularnie, ale zmusza do refleksji i przynosi chwilę zadumy, może też zachwycić aktorską (kocią!) sprawnością. (18.01)
***
Iza Olszewska – spotkanie w krakowskiej „Loży" z okazji Dnia Babci, jak sama chciała nazwać tą uroczystość, ale mówiąc serio z okazji okrągłej (90.!!!) rocznicy urodzin, a że wymowa cyfr jest niepodważalna, więc niezwykłe wrażenie zrobiło na mnie poczucie humoru, pamięć i umysłowa sprawność Jubilatki, a przede wszystkim Jej umiejętność zachowania dystansu do siebie, ludzi i zdarzeń. Rozmowę prowadził (na wspaniałym luzie) niezawodny Żuk Opalski, on też przygotował zdjęcia ze spektakli oraz sfilmowane fragmenty ról Artystki, w tym własny, arcyzabawny benefis w Teatrze STU, podczas którego dzisiejsza Jubilatka pięknie zaśpiewała przedwojenny szlagier „Kiedy znów zakwitną białe bzy". Ale prawdziwym zaskoczeniem okazało się odtworzenie archiwalnego programu telewizyjnego „Twarze teatru – Izabela Olszewska" Krzysztofa Miklaszewskiego (1975), bo koniecznie trzeba odnotować słowa, które wypowiedział na temat aktorki Konrad Swinarski (zarejestrowane na tydzień przed śmiercią reżysera!), ale też zwrócić uwagę, że pokazywane w programie wyimki z Jej ówczesnych i wcześniejszych ról dramatycznych świadczyły o niebywałej dojrzałości artystycznej, a to co Iza Olszewska mówiła Miklaszewskiemu, chcąc ideowo nawiązać do głębi swoich osiągnięć artystycznych, było prawdziwie wzruszające. (22.01)
***
„1917" w reżyserii Sama Mendesa dla mnie, bezdyskusyjnie, film antywojenny, o głęboko humanitarnym przesłaniu – to w treści (zresztą wątłej), natomiast w formie – dzieło wzbudza moje wątpliwości, bo jest niewiarygodne. Wystylizowany kompozycyjnie i montażowo (złudzenie jednego ujęcia) obraz razi sztucznością, zbyt daleko odbiega od realizmu, jest przeestetyzowany (w kierunku turpizmu). Coś tu nie pasuje: prawdziwi, realni bohaterowie, przerażeni sytuacją, ale dążący do celu za wszelką cenę, również cenę śmierci (to jedna bajka) poruszają się wewnątrz plastycznie konwencjonalnego, nieco kiczowatego obrazu (to bajka druga), a w ten sposób (powtarzam – dla mnie!) efektowna prawda przesłania kłóci się z efekciarskim sposobem opowiadania. (24.01)
***
Dzięki Łukaszowi Maciejewskiemu i cyklowi „Przywrócone arcydzieła", który prezentuje w Małopolskim Ogrodzie Sztuki, miałem okazję obejrzeć przedstawienie Teatru TVP z 1999 roku pt. „Bigda idzie" (z fenomenalną rolą Janusza Gajosa), na podstawie powieści Juliusza Kaden-Bandrowskiego, w reżyserii Andrzeja Wajdy. Przedstawienie skrajnie polityczne robi wielkie wrażenie, głównie poprzez dojmujące skojarzenia z naszą sceną polityczną oraz bolesną konstatację, że Polska to jest ostatnia rzecz, o którą chodzi naszym politykom w ich przepychankach i walkach o apanaże i stanowiska. Pomyślałem sobie, że nasz współczesny teatr tak chełpi się swoją politycznością, że młodzi reżyserzy, przepełnieni buntem i protestem, każą aktorom rozbijać dekoracje, biegać na golasa, sikać na meble, kąpać się w ekskrementach, ale na widzach na ogół nie robi to wrażenia, a tu spektakl sprzed dwudziestu laty, zrealizowany przez Wajdę środkami właściwie tradycyjnymi, świetnie zagrany przez aktorów (plejada gwiazd), ma wymowę nieprzemijającą i daleko wyprzedza doraźną rzeczywistość, owe „lepperowskie" czasy, w których powstał. (29.01)
***
Czyżby urodziło się nowe Boney M? Spektakl (raczej koncert) „Born by Boney M" w reżyserii i według scenariusza Krzysztofa Głuchowskiego pojawił się już jako część artystyczna Sylwestra organizowanego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, a dzisiaj doczekał się oficjalnej premiery. Jak oni śpiewają i jak się ruszają! Cieszę się, że mój następca daje wspaniale rozwijać się kiedyś zaangażowanej przeze mnie trzódce wybitnie uzdolnionych wokalnie aktorek i aktorów (większość występujących w tym widowisku!), a Halina Jarczyk nadal opiekuje się ich głosami. (31.01)
***

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
1 lutego 2020

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia