Świat jest dworem

7. Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich

Spektaklem zamykającym Festiwal było przedstawienie grupy PAPAHEMA, składającej się ze studentów IV roku białostockiej Akademii Teatralnej. W widowisku pojawia się niewiele lalek, chociaż stosunkowo rzadkie ich użycie podkreśla zarazem znaczenie wymowy spektaklu.

Podstawą dla pracy młodych aktorów był dramat Michaiła Bułhakowa. Molier, czyli zmowa świętoszków został napisany jako reakcja rosyjskiego pisarza na radziecką rzeczywistość i zachowania samych artystów. Białostocki spektakl podejmuje wątki z dramatu na nieco inną modłę. Głównym jego tematem jest sprawa funkcjonowania człowieka w relacji z innymi ludźmi. Postać francuskiego artysty pojawia się jako przykład uteatralniania zachowań w określonym celu. Molier ma stale zabawiać króla. Dla Ludwika XIV istnieje właściwie tylko po to. Autor Mizantropa umacnia swój związek z Armandą poprzez próby do Tartuffe'a. Również w czasie przygotowań do przedstawienia zbiera od Moliera cięgi Buarrin, przyprawiający pisarzowi rogi. Wymowna jest sekwencja, w której protagonista podchodzi do pustego, królewskiego tronu na czworakach jak pies. Demonstracyjne zachowania, wyreżyserowane w każdym calu, kreują jednostkę.
Czym jest zatem tytułowe ,,urojenie"? Teatrem, ale nie w instytucjonalnym znaczeniu tego słowa. Przecież wszystkie dworskie ceremonie, peruki, stroje, są niejako „na pokaz". Są odgrywaniem całych ról, budowaniem jakiejś opowieści. Gra Buarrin – do głowy aktora jest doczepiona mała laleczka. Czy świadczy to o naznaczeniu go piętnem małostkowości, upadłością moralną? Zniewieściały król Ludwik XIV biega po scenie w spódniczce baletnicy. Kwituje śmiechem każdą sprawę, z ostentacją zrzuca z obrusu kawałki mięsa. Patrzcie, wolno mi wszystko – pokazuje światu monarcha. Nieprzypadkowo Magdalenę i Arcybiskupa gra ta sama aktorka. Ta pierwsza ma bowiem poczucie bycia oszukaną przez Moliera, a jakikolwiek argument w walce z literatem-aktorem jest ważny dla kościelnego dostojnika. Między postaciami rozgrywa się konflikt masek, igranie z własną tożsamością, niczym w dramatach Pirandella.
Tragizm komedii Moliera (to świadomy oksymoron) blednie wobec dworskich gierek i łajdactw. Przypominają się wtedy słowa Sartre'a: ,,Piekło to inni...". Na koniec na scenie zostaje ustawiony manekin, którego głowę stanowi buda w kształcie sceny pudełkowej. Na niej kładzie się jeszcze czapkę błazna. Teatr potrafi odsłonić brutalną prawdę...? Wszystko, co rozgrywa się między ludźmi, ma miejsce przede wszystkim w naszej głowie, w naszym postrzeganiu świata...? Kto wie, czy lalkami w ,,Moliere. Z urojenia" nie są po prostu bezduszni ludzie.

Szymon Spichalski
AT WoT / TdW
27 czerwca 2014

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia