Świat pod ludzkimi stopami

"Mikrokosmos. Kompozycje" - reż. Robert Drobniuch - Białostocki Teatr Lalek

Pośpiech to bez wątpienia definicja egzystencji współczesnego człowieka. Funkcjonowanie w nieustannym biegu sprawia, że ludzie nie obserwują dokładnie otaczającego świata i nie skupiają uwagi na znajdujących się wokół detalach a przez to nie zdają sobie sprawy z faktu, że nie tylko na wsi, ale też w wielkich miastach pośród drzew, krzewów i traw, w szczelinach chodnika, tuż pod stopami przechodniów tętni życie. Poprzez "Mikrokosmos- kompozycje" Robert Drobniuch próbuje tę małą, często niezauważaną rzeczywistość opisać, przybliżyć

W spektakl wprowadzają widza muchy. Te wszędobylskie, wścibskie, małe owady  jakoby oprowadzają nas po mikroświecie, stanowią jeden z elementów spajających poszczególne epizody- pojawiają się niemal w każdym z nich. Pełnią zatem bardzo ważną funkcję, ponieważ na przedstawienie składa się szereg obrazów-scen, które twórcy starali się połączyć w spójną całość, niestety nie wszystkie ich starania odniosły oczekiwany skutek, bowiem niektóre spośród znaków scenicznych nie są dla odbiorcy całkowicie czytelne.

 Muchę stworzono ze  srebrnego kasku, okularów w kształcie sprężyn oraz szeregu gestów  charakterystycznych dla tego gatunku: pocieranie nóżką o nóżkę czy szybkie ruchy skrzydełek, naśladowanych przy wykorzystaniu techniki tańca współczesnego przez odgrywających owady tancerzy.

Podczas kolejnych scen obserwujemy, larwy przeistaczające się w dorosłe komary, taniec motyli, pasikoniki, żarłocznego pająka.

By oddać bezbronne, nieukształtowane w pełni  larwy  aktorzy  niezdarnie poruszają się w  ciasnych, metalowych, krępujących ruchy obręczach zmuszających do tkwienia w pól zgiętej pozycji. Bezradne insekty maszerują z jednego krańca sceny na drugi by za chwilę przeobrazić się w zwarty szereg komarów gotowy wysysać krew z innych zwierząt. Należy przy tym zaznaczyć że proces transformacji niełatwo prawidłowo odczytać, ponieważ  oznaczające go sygnały nie są jednoznaczne: przemarsz larw kończy się, aktorzy zrzucają za kulisami obręcze i zaczynają wykonywać czynności charakteryzujące  pływanie, w tle słychać plusk wody. Ma to wskazywać na związek komarów ze środowiskiem wodnym, fakt iż rozmnażają się one w tym ekosystemie. Jednak ze względu na to, że odtwórcy ról nie przechodzą metamorfozy na oczach widza trudno skojarzyć pływanie  konkretnie z moskitem. Nietrudno tu o pomyłkę, scenę można odczytać jako kolejny obraz przedstawiający fragment z życia zupełnie innego owada niekoniecznie będącego komarem- wszak woda stanowi dom wielu przeróżnych stworzeń.

Każdego z odtwórców roli komara wyposażono w rurkę-śmigło, którą porusza w taki sposób, by naśladowała jego szybko trzepoczące skrzydełka. Agresywne owady formują szereg  i pewnym żołnierskim krokiem wyruszają w bój o przetrwanie. Ich transformacja nie sprowadza się zatem wyłącznie do aspektów fizycznych, ale polega też na zmianie pozycji w środowisku, przeobrażeniu się z pozbawionego możliwości obrony zwierzęcia w pewne siebie, próbujące dać sobie radę w różnych sytuacjach.

Motyle to dwóch tancerzy manipulujących dużymi, metalowymi konstrukcjami w kształcie półkola. Subtelność owadów wydobywana jest za pomocą lekkich, łagodnych ruchów i figur tanecznych z wykorzystaniem tegoż rekwizytu.
Osoby kreujące pasikoniki poruszają się niczym na szczudłach na długich tyczkach, w dłoniach trzymają zaś krótsze tyczki imitujące kończyny górne owada.
Postać pająka tworzy kilku ustawionych w rzędzie aktorów. Trzymają oni długie, cienkie  wygięte w łuk rurki i wolno je ożywiają. Ruchy aktora-głowy pająka są o wiele szybsze, ponieważ przednimi odnóżami próbuje on zwabić i pożreć muchę. Podczas tej sceny obserwujemy  rozpaczliwą walkę ofiary z oprawcą, której wynik zdaje się być z góry przez prawa natury przesądzony. Mucha jednak podczas kolejnej odsłony niespodziewanie usiłuje zemścić się na swym dręczycielu i w tym celu chwyta oręż- kamień. To przeciwna naturze forma obrony, ponieważ polega na sięgnięciu po narzędzie wzmacniające szanse wygranej, wzmagające siły zwierzęcia, jakimi obdarzyła je przyroda.

Wszystkim scenom towarzyszy muzyka, będąca dodatkowym opisem kreowanych sytuacji, naśladująca odgłosy wydawane przez przedstawiane w danym momencie zwierzę lub ilustrująca środowisko w jakim żyje.

Spektakl łączy w sobie różne formy artystycznego wyrazu a przez to silnie oddziałuje na wyobraźnię, zmusza do intensywnego skupienia myśli konkretnych obrazach. Poprzez „Mikrokosmos” twórcy  pokazują również, że mikroświat owadów, na który często nie zwracamy uwagi rządzi się podobnymi prawami co świat ludzki. Można bowiem  zaobserwować w nim zachowania agresywne, ale też  przyjaźń czy miłość. Jest zatem w pewnym sensie pomniejszonym odbiciem rzeczywistości, w której dane nam żyć na co dzień.

Monika Roman
Dziennik Teatralny Białystok
27 września 2011

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...