Świątynia duchowości czy kupa kamieni?

"Wasza wysokość" - reż. Katarzyna Kalwat - Teatr WARSawy

"W żadnym wypadku nie chciałam brać udziału w debacie publicznej na temat himalaizmu i wartościować postawy wspinaczy.[...] Bardziej zależy mi na stworzeniu przestrzeni kontrowersji, w której znajdzie się widz i sam dokona oceny" - z reżyserką Katarzyną Kalwat o spektaklu "Wasza wysokość" w Teatrze WARSawy rozmawia Wiesław Kowalski z serwisu Teatr dla Was.

To Pani zasugerowała Annie Wakulik, by napisała tekst, który dotykałby problematyki czy może raczej sensu himalaizmu. Nośnikiem jakich treści było dla Pani to hasło w punkcie wyjścia?

Pierwotnie było to poczucie winy, a właściwie sam mechanizm jego wzbudzania. Himalaiści, którym udało się zdobyć szczyt i przeżyć, a którzy stracili w górach swoich partnerów wspinaczkowych bardzo często stają się celem publicznych oskarżeń. Można było to odczuć po tragedii na Broad Peak. Sam fakt bycia obok śmierci partnera wspinaczkowego otwiera ogromną przestrzeń na spekulacje, niedopowiedzenia.

Ponadto góry jako rytuał przejścia. Interesowało mnie czy wyprawa na szczyt może stać się drogą do wewnętrznej przemiany i czy podobnie jak w "Stalkerze" Tarkowskiego (jeśli potraktować obszar gór jak Strefę) człowiek otrzymuje przywilej obcowania ze sobą.

Himalaizm dokumentowany jest w różny sposób - powstają filmy dokumentalne i fabularne, reportaże, dzienniki, wspomnienia, powieści, prace naukowe. W jaki sposób z tego źródłowego bogactwa - temat ten zajmuje również socjologów i psychologów - dokonywały Panie wyboru materiałów, które mogły stać się przyczynkiem do teatralnej opowieści o górskich wspinaczkach?

Interesowały nas zarówno szczegółowe relacje z wypraw opisane we wspomnieniach, ale także dokumenty, czy krótkie filmy, które himalaiści nagrywają w euforii na szczycie. Natomiast trzecią grupę materiałów stanowiły teksty medyczne, m.in. prof. Zdzisława Ryna. Jeszcze w trakcie studiów psychologicznych fascynowały mnie zagadnienia związane ze zmiennymi stanami świadomości. Co się dzieje w ludzkiej głowie? W licznych relacjach himalaistów, m.in. Wojciecha Kurtyki, można przeczytać o halucynacjach wzorowych i dźwiękowych, zacierających jasność myślenia. Czym staje się człowiek ze sparaliżowanym umysłem na tej otwartej, pustej przestrzeni?

Najprościej byłoby powiedzieć, że poruszony w "Waszej wysokości" temat pozwala nam zastanowić się nad swoistym fenomenem śmierci, która w przypadku himalaistów, poruszających się w końcu w warunkach ekstremalnych, jawi się jako zjawisko dużo bardziej skomplikowane, wręcz symboliczne - nie jest to przecież zwykłe zejście z tego świata, ale efekt próby zmierzenia się z czymś, co jest dla nas nieosiągalne w naszym codziennym życiu. Poza tym filmowcy czy dziennikarze relacjonujący himalaistyczne wyczyny, wyprowadzają jakby wszystkich wspinających się po górach poza granice śmierci?

Gdzieś podświadomie przeczuwam, że ta nieustanna gra, czy nawet mówiąc lekko zabawa ze śmiercią, o którą Pan pyta jest jednym z głównych powodów wędrówki na szczyt. To jest nieustanne wymykanie się śmierci, patrzenie jej w oczy. To próba zyskania kontroli nad własnym, bardzo pierwotnym lękiem. Dlatego himalaiści w moim odczuciu niekoniecznie muszą być ludźmi wielkiej odwagi, bardziej postrzegam ich dążenie jako wewnętrzną dyspozycję do przeciwstawiania się własnym ograniczeniom.

W naszym spektaklu śmierć jest jednak postrzegana przede wszystkim z perspektywy poszukiwania ciała. Bardzo często jeśli w górach ginie himalaista, to członkowie jego rodziny także idą na wyprawę, żeby odnaleźć ciało, pochować je i bardzo często sami giną w górach. W ten sposób realizuje się to przedziwne fatum.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że spektakl w Teatrze WARSawy będzie rodzajem artystycznej fantazji na temat wspinaczki. Z drugiej strony jednak bardzo istotny w tym wszystkim jest żywy człowiek, jego relacje z innymi i rodzina, na poziomie której tak naprawdę cały dramat się rozgrywa. Jak do tej rzeczywistości bohaterów mają się fantazmaty, dyskursy i paradygmaty?

Charakter tematu sprawia, że możemy najwyżej zbliżyć się do pewnych obrazów, stanów i emocji, które towarzyszą wspinaczom, dlatego sceny w górach nazywamy roboczo próbami z Himalajów. Ważne było stworzenie przestrzeni umowności i języka, który pozwoli na taki właśnie himalajski eksces. Dlatego też spektakl w partiach górskich operuje cytatem, wieloznacznością, niedopowiedzeniem. Oddziałuje poprzez wyobraźnię, sensoryczność obrazu, a mniej poprzez konkret, na którym oparte są sceny na nizinach, w których rozgrywa się właśnie wątek rodzinny, o którym Pan wspomina.

Czy swoim przedstawieniem chce Pani wejść w dyskusję, która toczy się wokół polskiego himalaizmu? Na ile aspekt społeczny, etyczny czy medialny, tej całej mody na wspinanie choćby u zbuntowanych pracowników korporacji, jest w tej historii dla Pani istotny?

Nie, w żadnym wypadku nie chciałam brać udziału w debacie publicznej na temat himalaizmu i wartościować postawy wspinaczy. Ponieważ wszystko co interesuje mnie w teatrze jest jednak poza oceną. Bardziej zależy mi na stworzeniu przestrzeni kontrowersji, w której znajdzie się widz i sam dokona oceny. Natomiast wątek medialnego sukcesu, o który Pan pyta istnieje w naszym spektaklu poprzez postać operatora granego przez Tomka Tyndyka. I rzeczywiście jeśli na początku ta postać żeruje na całej tragedii, to finalnie jednak dąży do wewnętrznego uzdrowienia. Wątek medialny jest tutaj tylko startem w budowaniu tej postaci.

Pojawiające się w kontekście spektaklu nazwisko Wandy Rutkiewicz, jest ważne chyba nie tylko z punktu widzenia jej doświadczeń himalaistycznych. Równie istotne wydaje się też to, co działo się wokół tego wszystkiego, co robiła i przeżywała, wokół jej życia osobistego.

Gdzieś po drodze, w trakcie poszukiwań dokumentalnych uznałyśmy z Anią Wakulik, że to właśnie Wanda Rutkiewicz będzie dla nas inspiracją w budowaniu postaci himalaistki - weteranki. Trochę też dlatego, że chciałyśmy się zastanowić nad tym, co by było gdyby ktoś podobny do Wandy, z jej systemem wartości i światopoglądem, dzisiaj szedł z pokoleniem młodych wspinaczy na szczyt. W spektaklu gra ją Jadwiga Jankowska-Cieślak. Dlaczego ona była dla nas inspiracją? Wydała nam się postacią najbardziej pełną, taką, w której ogniskują się największe problemy współczesnego himalaizmu: oskarżenia, spekulacje, procesy sądowe, ostracyzm środowiska, a w końcu tajemnicze zaginięcie u szczytu wielkiej kariery. Natomiast to nie jest spektakl o Wandzie Rutkiewicz.

Oczywiście w kontekście budowania tej postaci wiele wątków osobistych z życia Rutkiewicz wydało nam się ważnych, m.in. jej samotność, życie w nieustannym stanie zawieszenia, brak domu na ziemi, dom w górach, dzieciństwo naznaczone tragiczną śmiercią brata i ojca, jej hardość, ale też wrażliwość, jej niezniszczalność, ale też kruchość. Można powiedzieć, że ona, jak każda wielka osobowość, jest zbiorem nawzajem wykluczających się elementów, które paradoksalnie tworzą spójną całość.

Ale najbardziej istotny wydaje się w tym wszystkim wymiar duchowy związany z tym, czym są góry i ich zdobywanie. Jakie odpowiedzi usłyszą Ci, którzy wciąż stawiają sobie kolejne w tej materii wyzwania, chcąc przekraczać następne granice, a jakie Ci, którzy nie są jeszcze gotowi na przeżycie takiej "przygody", choć wciąż o niej marzą?

Jeśli chodzi o wymiar duchowy, to trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Idąc dalej tropem "Stalkera" Tarkowskiego, można powiedzieć, że Strefa, daje człowiekowi to wszystko, co on sam chce w niej odnaleźć. Zatem dla jednych góry to będzie świątynia duchowości, dla innych kupa kamieni. Myślę, że góry tak jak Strefa w pełni opierają się na wierze.

Natomiast widzowie reagują na ten spektakl w bardzo zróżnicowany sposób i myślę, że trzeba im to zostawić. Po premierze podchodziły do nas młode osoby, które twierdziły, że teraz właśnie to poczuły i że chciałyby tam pójść. Pierwszy raz w życiu i to było bardzo zaskakujące. Natomiast młodzi himalaiści, którzy przyszli mocną grupą na "Waszą wysokość", powiedzieli, że pokazaliśmy góry dokładnie tak jak one dzisiaj wyglądają. A nie jest to przecież "najpiękniejszy kadr".

Jak struktura tekstu Anny Wakulik wpływa na język teatru?

Interesuje mnie w teatrze taki rodzaj formy, która jest częścią świata scenicznego i z tego świata się wyłania, a nie jest konwencją, samą w sobie. Innymi słowy, istotny jest dla mnie sposób dochodzenia do formy w trakcie spektaklu, a nie forma, która jest pierwotna i która wykrzywia rzeczywistość już na starcie. Mamy z Anią Wakulik podobne przekonania i czucie w tym obszarze, w jej tekstach to postaci pracują na to, żeby zainstalować i uruchomić formę.

Wiesław Kowalski
Teatr dla Was
8 grudnia 2014
Teatry
Teatr WARSawy
Portrety
Katarzyna Kalwat

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...