Szaleńcza miłość i absurd

"Wariat i zakonnica" - reż. Igor Gorzkowski - Teatr Powszechny w Warszawie

Groteskowy punkt widzenia, debata o psychoanalizie, próba uchwycenia granicy pomiędzy twórczością a obłędem –wszystko to zawarte zostało w spektaklu „Wariat i Zakonnica", który miłośnicy twórczości Stanisława Wiktacego mogą oglądać na deskach Teatru Powszechnego.

Wizja sztuki w adaptacji Igora Gorzkowskiego jest stosunkowo surowa, bez śladu blichtru i wymyślnej scenografi. Ta szorstkość w połączeniu ze znakomita obsadą, zaowocowała dynamicznym spektaklem na najwyższym poziomie.

Akcja dramatu rozpoczyna się w sali zakładu psychiatrycznego, gdzie od dwóch lat przebywa słynny kompozytor Mieczysław Walpurg (Jacek Beler). Bohater przytwierdzony do szpitalnego łóżka, przypominającego XVIII-wieczne miejsce, cierpi na „dementia praecox". Pewnego dnia w pokoju chorego, zjawia się siostra zakonna (Anna Moskal), która za aprobatą zagorzałego zwolennika psychoanalizy, doktora Gruena, stara się zdiagnozować kompleks chorobowy głównego bohatera. Wizytom siostry Anny towarzyszą emocjonalne dyskusje doktora Burdygiela z Gruenem, dotyczące niedorzecznych modyfikacji leczenia Walpurga. Poszczególne akty spektaklu zostały rozdzielone widowiskowym, mrocznym orszakiem muzyków, pantomimistów i lirycznym śpiewem solistki, który można rozumieć jako ziwastun zbliżającej się tragedii.

„Wariat i zakonnica" jest spektaklem wielowątkowym. Porusza tematykę miłości, która doprowadza głównych bohaterów do obłędu, a jednego z nich nawet do samobójstwa. Przełamany został stereotyp zakonnicy, poprzez ukazanie drugiego oblicza Anny, która ze strachu przed kolejnym zranieniem, skrywając się pod płaszczem habitu, w głębi serca pragnie wielkej miłości.

Ponadto groteskowo zobrazowano przedmiotowy stosunek do chorego, gdzie, pomimo przysięgi Hipokratesa, celem leczenia nie jest dobro pacjenta, tylko walka o sławę i uznanie. Umiejętnie podkreślono również starcie dwóch skrajnych stanowisk w dziedzinie psychiatrii.

Postacie jak doktor Gruena, czy siostra Anna trafnie ukazują, że przypisane role społeczne i ranga zawodu, nie zawsze są zgodne z prawdziwą motywacją jednostki. Drugie oblicze Anny, która po zerwaniu maski przechodzi swoistą metamorfozę i całkowite poświecenie się w imię miłości, doprowadza ją do obłędu. Spektakl ostrzega przed całkowitym zatraceniem się w uczuciu, które może doprowadzić do uzależnienia i samozniszczenia. Podobnie główny bohater popada w obłęd w wyniku śmierci ukochanej. Uwypuklono także wątek cierpienia – (nie zawsze o wydźwięku negatywnym) – jako źródła twórczej inspiracji. Również znamienne samobójstwo Woltera stanowi fuzję wyimaginowanego świata sztuki z brutalną rzeczywistością.

Reżyser do swej konwencji doskonale przemycił zarówno humor, jak i elementy absurdu, co zdecydowanie zasługuje na uznanie. Również trafnie ukazano aktualny w dzisiejszych czasach problem rozdarcia pomiędzy duchowością, a dobrami doczesnymi. Jednakże czuję niedostateczne wyeksponowanie talentu doborowej obsady aktorskiej, a w szczególności charyzmatycznego Franciszka Pieczki (wcielającego się w postać profesora Walldorffa), którego dialogi były niestety okrojone i dość jednostajne. Ponadto w końcowym akcie na scenie zapanował chaos, ciężko było skupić się na bohaterach. Być może było to zaplanowanym zabiegiem reżysera, ale utrudniało kontakt publiczności z bohaterami. Reasumując, spektakl zmusza do przemyśleń, wciąga widza i prowokuje do zmierzenia się ze stereotypami panującymi w społeczeństwie.

Magdalena Godlewska
Dziennik Teatralny Warszawa
8 listopada 2013

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia