Szaleństwo w Ruinach

"Marat-Sade" - Teatr Wierszalin w Supraślu - 20. GST

czyli "Marat-Sade" Teatru Wierszalin z Supraśla na 20. GST.

W tym szaleństwie jest metoda! Taki wniosek można by wysnuć po obejrzeniu wczorajszego spektaklu „Marat-Sade” Petera Weiss’a w reżyserii Piotra Tomaszuka. To drugie przedstawienie zaprezentowane w ramach Nurtu INSPIRACJE/POKAZY MISTRZOWSKIE podczas 20. Gliwickich Spotkań Teatralnych. Mylą się ci wszyscy, którzy uważają, że twórca Teatru Wierszalin z Supraśla osiadł na laurach i nie powstanie nic już lepszego od „Klątwy”, „Wierszalina. Reportażu o końcu świata”, „Ofiary Wilgefortis” czy oglądanego w Gliwicach w zeszłym roku „Boga Niżyńskiego”. I choć najnowszy spektakl Wierszalina odbiega tematyką od misteryjności czy moralizatorstwa, to środkami wyrazu, wpisany jest w estetykę supraskiego teatru. Widowisko zaskakuje być może autoironią i wielowarstwowością kontekstów. Głównym sensem nie jest bowiem ani historia chorego Marata, ani upajającego się cierpieniem Pana de Sade, a tym bardziej pokazanie mechanizmów puczu. Zastosowana konwencja teatru w teatrze jest pretekstem do ukazania istoty dramatu. Jest nią pytanie o sam sens rewolucji.  

Na polecenie perwersyjnego Markiza de Sade (w tej roli niesamowity Rafał Gąsowski) pacjenci domu dla obłąkanych wystawiają sztukę o życiu jednego z wielkich idealistów, przywódców Rewolucji Francuskiej. Jest rok 1808 i jeden ruch topora może zmienić ustrój. Głowy sypią się jak deseczki z drewnianych kukiełek, którymi pomyleńcy bawią się w rewolucję. Nad powodzeniem wystawianego w domu wariatów widowiska czuwa Wywoływacz grany przez Dariusza Matusa, który niczym reżyser przywołuje aktorów i kolejne sceny.  

Twórcy z Supraśla nieustannie puszczają oko do publiczności, co widać zwłaszcza w scenie finałowej. Na przemian rozbawiają, wzruszają i skłaniają do refleksji. Sceny i warstwy nakładają się na siebie i przenikają w ogromnym tempie. Towarzyszy im muzyka autorstwa młodego i uzdolnionego kompozytora Piotra Nazaruka doskonale wpisująca się w nastrój schyłku epoki. 

Spektakl Piotra Tomaszuka zachwycił gliwicką publiczność nie tylko znakomitą grą całego zespołu, ale także wielością zastosowanych środków artystycznych. Scenografię autorstwa Evy Farkasovej stanowił zbity z desek, surowy podest, który z biegiem czasu i akcji odsłaniał nam przeróżne zapadnie i schowki oraz rozmaite sprzęty takie jak, skrzynie, sekretarzyk czy wózeczek. Ważną rolę w spektaklu odgrywało zróżnicowane światło oraz kostiumy i peruki nawiązujące do epoki. Charakteryzacja, rekwizyt, ruch sceniczny, śpiew, dopracowane w najmniejszym szczególe – to wszystko sprawiło, iż wczorajszy wieczór wśród pacjentów domu wariatów zapadnie na długo w teatralnej pamięci widzów Gliwickich Spotkań Teatralnych.

Katarzyna Warachim
Dla Dziennika Teatralnego (Katowice)
15 maja 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia