Szarlotka Danuty W.

"Danuta W." - reż: J. Zaorski - Teatr Wybrzeże w Gdańsku, Teatr Polonia w Warszawie

Najpierw była głośna książka "Marzenia i tajemnice". Teraz Danuta Wałęsowa przemawia ze sceny warszawskiej Polonii głosem Krystyny Jandy. Chwilami słychać więcej, niż można było przeczytać.

Spontaniczne reakcje uczestników warszawskiej premiery "Danuty W." świadczyłyby raczej o tym, że książkę przeczytali bardzo pobieżnie. Nietrudno było bowiem zauważyć, że o niektórych zdarzeniach z życia Wałęsów dowiadywali się dopiero w teatrze. Zarazem wyczuwało się - jakby to powiedzieć, żeby nikogo nie obrazić - pewnego rodzaju sympatyczną pobłażliwość wobec narratorki. Danuta W. zwierza się, że jej marzeniem było, aby choć jedno z dzieci zostało duchownym. Śmiech na widowni. Bohaterka wspomina jeden ze swoich pobytów w strajkującej stoczni, kiedy to już wychodząc, słyszy przemawiającego męża: "Co on mówi? I wracam do dzieci!". Śmiech. Niektóre szczere rozmowy z papieżem Janem Pawłem II też rozweselały publiczność, a już chyba najbardziej Lech Wałęsa słuchający Radia Maryja - "żeby znać wroga".

W dwuipółgodzinnym spektaklu (z 20-minutową przerwą) trudno było zmieścić zawartość całej książki. Adaptacja wydaje się jednak trafna, eksponuje przy tym kilka wątków, które na scenie wybrzmiewają może nawet mocniej.

O dojrzewaniu i samotności

"Danuta W." w wykonaniu Krystyny Jandy jest w dużej mierze opowieścią o dojrzewaniu. Takiej bohaterki nie zauważyła polska literatura, mimo że mieliśmy nurty wiejskie, podmiejskie czy nawet robotniczo-chłopskie. Wałęsowa w żadnej z takich książek by się nie zmieściła. W swej narracji nie mitologi-zuje wsi, nie jest sentymentalna, ale też nie ma najmniejszego zamiaru użalać się nad sobą. Co też ciekawe, jej awans społeczny - mimo wszystko awans - nie odbywał się według powszechnego w tamtych czasach wzorca, czyli poprzez edukację. Kształcenie zakończyła mając 14 lat. A jednak, jak pisze w książce i jak mówi ze sceny, "chciała się wyrwać". Odprowadzającej ją do autobusu matce powiedziała: "Ja już tu nie wrócę". Ale wżadnym wypadku nie była to jakaś dramatyczna ucieczka, rytualne zerwanie z rodzinnym domem, po prostu powiedziała, że nie wróci, bo chciała żyć inaczej.

W Gdańsku pracuje w kwiaciarni, gdzie poznaje nie księcia z bajki, ale prostego robotnika, Lecha Wałęsę. Zatrzymajmy na chwilę ten kadr. Ona z biednego Podlasia, on z tego swojego Popowa, po jakiejś nędznej zawodówce. Po latach on będzie Prezydentem RP, ona Pierwszą Damą. Mówiąc po gombrowi-czowsku, zostaną wyniesieni, uwzniośleni, a potem znowu porzuceni. Nawet wyśmiani. A teraz znowu są bohaterami naszych czasów.

Wybitny polski reżyser kręci film o Lechu Wałęsie, wybitna aktorka Krystyna Janda mówi ze sceny tekstem Danuty Wałęsowej. A we własnym domu, jak pisze pani Danuta, rozmawiają ze sobą za pomocą Skype\'a, siedząc na różnych piętrach. To nie znaczy, że tylko tak, ale ta scena staje się od razu symboliczna.

Sugestywnie przedstawiony przez Jandę życiorys Danuty W. jest również opowieścią o samotności. Trudno zliczyć, ile razy w tym monologu pojawia się "mój mąż", "dla mojego męża", natomiast rzadziej "z moim mężem". On poszedł swoją drogą, zajął się obalaniem komunizmu, pozostawiając ją samą w domu. Kiedy wracał po kolejnej odsiadce, bolała go głowa.

Ciała mniej obce

Danuta W. nie jest jedyną wyzwalającą się kobietą, która pojawiła się ostatnio na polskich scenach. Wcześniej była Aleksandra Piłsudska, Maria Komornicka, a także niezwykła bohaterka (bohater?) sztuki Julii Holewińskiej "Ciała obce"; działacz Solidarności, który w czasach wolności może ujawnić swą prawdziwą kobiecą płeć (rzecz oparta na autentycznej historii). To już nie te narracje, w których kobiety mają być jedynie "odpoczynkiem wojownika" walczącego w słusznej sprawie. Nawet w serialach zmienia się funkcja kobiet, co np. pokazał przypadek bohaterki popularnego "Rancza", niejakiej Solejukowej, granej przez Katarzynę Żak. Dzisiaj aktorka, jak opowiadała ostatnio w jednym z wywiadów, zapraszana jest przez lokalne kongresy kobiet. Nie jako Katarzyna Żak, lecz jako wyemancypowana Solejukowa.

Tysiące polskich kobiet postrzegają Krystynę Jandę jako Shirley Valentine z popularnego monodramu. Aktorka miała liczne dowody na to, że pod wpływem tego spektaklu, opowiadającego o wyzwalającej się bohaterce, kobiety postanawiały odmienić swoje życie. Takim wzorcem staje się od chwili ukazania się książki Danuta Wałęsowa, choć nigdy nie powiewała sztandarem bojowniczek o wolność i niezawisłość kobiet.

Słowa, które padają ze sceny teatru Polonia, też raczej nie mogły przypaść do gustu obecnym na sali feministkom. Jak się ludzie kochają, powinni brać ślub. Dzieci się rodzą, bo widocznie Bóg tak chce, więc powinnością kobiety jest jak najlepiej je wychować. Rodziła osiem razy, obok toczyła się wielka historia, a ona musiała w każdej sytuacji troszczyć się o swoje dzieci. Także wówczas, kiedy wybucha stan wojenny, o którego istocie i dalszym ciągu nikt nie miał wówczas wyobrażenia, Lech Wałęsa zostaje internowany, zbliżają się święta, w sklepach wszystko na kartki. Pani Danuta zamawia na wsi świniaka, którego przywozi jej samochód użyczony przez Tadeusza Fiszbacha, I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Scena nieomal surrealistyczna, ale ilustrująca też jeden z paradoksów tamtych czasów.


Jest Danuta W. emancypantką, która nie miała świadomości, że to, co robi, jest niespotykaną wręcz w polskiej tradycji manifestacją emancypacji. Kiedy nadszedł właściwy czas, przemówiła własnym głosem. Wydarzeniem przełomowym - i w spektaklu jest to mocno podkreślone - był wyjazd do Oslo, gdzie w imieniu męża odbierała pokojową Nagrodę Nobla. Dała radę, uwierzyła w siebie, choć mąż jej wystąpienie ocenił jedynie na trójkę z plusem. Może był zazdrosny. Tak jak wtedy, gdy żona relacjonowała mu czyjś sąd, że mianowicie nie byłoby takiego Wałęsy, gdyby nie było przy nim takiej Wałęsowej. Kto to powiedział? - spytał, jakby chciał przeprowadzić prywatne śledztwo. 

Książka musiała być dla niego ogromnym zaskoczeniem. Ale trudno się dziwić, nagle okazało się, że kobieta, z którą przeżył tyle lat, która urodziła ośmioro dzieci, jest kimś innym, niż myślał. A może - mówiąc dokładniej - także kimś innym. Potrafiącym skupić na sobie uwagę publiczną, co do niedawna było zarezerwowane dla niego.

Historia od kuchni

Jest wreszcie Wałęsowa świadkiem historii, którą postrzega w charakterystyczny dla siebie sposób. Z boku, z perspektywy pokoju dziecięcego i kuchni. Czy siedzący na warszawskiej premierze w pierwszym rzędzie Andrzej Wajda nie pomyślał, choćby przez moment - jaka szkoda, że nie zrobiłem filmu o Wałęsie i jego czasach widzianych oczami żony? To niezwykle ciekawy punkt widzenia. Pani Danuta zanotowała z dziejącej się na jej oczach wielkiej historii przede wszystkim to, co było w danym momencie ważne dla niej. Zapamiętała to, co zapamiętała, niekoniecznie zdarzenia opisywane dzisiaj w podręcznikach historii. Po swojemu opowiada o spotkaniach z wielkimi tego świata (królowa brytyjska to w jej narracji "fajna babka") lub podróżach z mężem prezydentem (z wyjazdu do Stanów zapamiętała jedynie, że w samolocie spuchły jej nogi). Gdzieś było przyjemnie, gdzie indziej nie całkiem, ktoś był sympatyczny, ktoś nie.

Nie ma nawet w tych wspomnieniach wielkiego zadziwienia światem. Danuta W. pozostała bowiem sobą, wszystko, co się wżyciu zdarza, należy przyjmować ze spokojem, bo prostu tak miało być. A w sumie i tak najważniejsze jest nasze życie, rodzina, dzieci, świat, który stwarzamy wokół siebie, w którym czujemy się najpewniej i do którego wracamy z najbardziej ekscytujących podróży.

Krystyna Janda, tak jak zapowiadała, nie ma zamiaru grać Danuty Wałęsowej, po prostu mówi jej tekstem, obierając jabłka na szarlotkę. Choć są momenty, np. gdy opowiada o spotkaniach z Ojcem Świętym albo grozie stanu wojennego, kiedy śmielej używa środków aktorskich, zawsze z bardzo dobrym skutkiem. W drugiej części spektaklu szarlotka, przygotowywana według przepisu Danuty Wałęsowej, już się piecze, co możemy podglądać, ponieważ piekarnik jest przeźroczysty ("Fantastyczny piekarnik! - zauważyła jedna z pań, wychodząc z przedstawienia. - Muszę taki mieć!"). Z tyłu sceny niemal przez cały czas lecą zdjęcia filmowe, głównie historyczne, ale potem też prywatne. W ostatnim ujęciu widzimy Wałęsową w ogrodzie; idzie wśród szpaleru jabłoni.

To raczej dalekie skojarzenie, ale w którymś momencie spektaklu w Polonii przypomniała mi się scena z wujkiem w "Kartotece" Różewicza. Bohater żyjący w świecie wartości chaotycznych zachwyca się odwiedzającym go krewnym z prowincji: "Wujek jest prawdziwy! I kapelusz prawdziwy. I wąsy prawdziwe, i nogi prawdziwe, i spodnie prawdziwe, i serce prawdziwe, i uczucia, i myśli prawdziwe. Cały prawdziwy wujek. Nawet kamaszki u wujka są prawdziwe, i guziki, i słowa. Prawdziwe słowa".

Kończy się warszawska premiera. Krystyna Janda wypowiada ostatnie zdania monodramu i zaprasza na szarlotkę. Na scenę wychodzi bohaterka spektaklu. I to widać z najdalszych rzędów: prawdziwa Danuta W!

Zdzisław Pietrasik

***

Odmieniona

Podczas gdańskiej premiery "Danuty W." - dzień wcześniejszej niż warszawska - widownia dużej sceny Teatru Wybrzeże pękała w szwach. Nawet schody były zajęte. Ale nie była to publiczność typowa - zero osób z biletem, wchodziło się wyłącznie na zaproszenia. Trafiły one do miejscowych elit politycznych, kulturalnych, do osób mniej lub bardziej bliskich teatrowi oraz rodzinie Wałęsów. Na spektakl przyszła też dwójka dzieci Danuty i Lecha - Bogdan, najstarszy syn, oraz Magdalena, najstarsza z córek. Krótko mówiąc - mieliśmy do czynienia przede wszystkim z wydarzeniem towarzyskim.

Bohaterka wieczoru była zadowolona. - Ja nie chciałam, żeby ona mnie grała. Ja chciałam, żeby ona odegrała, ale żeby nie grała mnie. Udało się - tak Danuta Wałęsa na gorąco komentowała rolę Jandy. Jednak osoby zaprzyjaźnione z Wałęsami od lat dostrzegły między obiema Danutami - tą realną i tą sceniczną - głębsze różnice. Krzysztof Pusz, były szef gabinetu prezydenta RP Lecha Wałęsy, zna Danutę od 1984 r. Żona Pusza należy do grona jej najbliższych przyjaciółek. -Żonie się podobało - relacjonuje Pusz - mnie zresztą też, chociaż uważam, że postaci stworzonej przez Jandę brak energii, jaką ma Danka. Jestimpulsywniejsza, szybka, energiczna. Danusia na Lecha potrafiła huknąć, zrugać, i to ostro, o różne rzeczy. Zresztą nie tylko jego.

Przywołuje różne sytuacje. Rok 1989 - spotkali się w domu Wałęsów na Polankach. Lech pyta: co my będziemy teraz robić, jak tych esbeków, którzy nas pilnowali, nie będzie? Pusz na to: pójdziemy na dziewczyny. Do dziś pamięta, jak Danuta naskoczyła na niego za ten żart. - Lechu jest emocjonalny, łzy mu się czasem pokażą - opowiada. - Danka jest bardzo twarda. Pewnie czasem łzę uroni, ale nikt tego nie widzi.

Ktoś wspomina Polanki i Danutę bezceremonialnie traktującą ówczesnych ministrów: dajcie spokój z gadaniem, koniec zabawy, Lechu poszedł spać. Bo w domu rządziła ona. On podporządkowywał się jej decyzjom.

Dlatego Janowi Zarębskiemu, biznesmenowi, byłemu marszałkowi województwa pomorskiego, znającemu Wałęsów od 1989 r., bliższa jest Danuta z audiobooka czytanego przez gdańską aktorkę Dorotę Kolak. - Wałęsową mogła się złościć, ale bezradna nigdy nie była - stwierdza Zarębski. - Zdecydowana, nieraz szorstka, bardzo wymagająca w stosunku do otoczenia, bezpośrednia. Janda chyba za bardzo chciała ją przybliżyć do przeciętnej gospodyni domowej. Ona była gospodynią domową, ale z bardzo silną osobowością. Między nią a mężem był rodzaj symbiozy. W książce i monodramie Danuta jest osobą izolowaną od polityki, kimś, komu burzy ona spokojne życie. Jerzemu Trzcińskiemu, który Danutę poznał na początku lat 80., jeszcze w mieszkaniu na Stogach, "Marzenia i tajemnice" bardzo się podobały, bo wywołały falę wspomnień. - Ale zupełnie się nie zgadzam - powiada Trzciński - że Danusia stała z boku polityki, że nie włączała się do rozmów. I często gęsto korzystano z jej rad, tylko ubierano je w inne słowa. Przychodzili Michnik, Kuroń, czasem, żeby Lecha przekonać, mówili: Danka przyznała nam rację.

Wielu stałych gości Polanek zastanawia się, czy pani Danuta faktycznie wszystko odbierała tak, jak wynika z jej autobiografii. Czy cały czas czuła się niedowartościowana, czy dopiero w ostatnich latach, kiedy dzieci wyfrunęły z gniazda, a mąż stał się komputerowym maniakiem? Teresa Zarębska, żona Jana, bizneswoman, wolałaby w finale monodramu zobaczyć nie Danutę trzepiącą poduszki, tylko tę, do której tłumy walą po autografy - Danutę odmienioną, dowartościowaną przez sukces. Rzeczywiście, wszystko to, co się dzieje od roku wokół Danuty Wałęsy, wydaje się bogatszą materią na książkę, sztukę czy film niż opowieści z "Marzeń i tajemnic". Gdańska widownia na niektóre kwestie scenicznej Danuty dotyczące męża reagowała śmiechem. A gdyby tak Lech Wałęsa złamał swą żelazną zasadę, że o sprawach domowych nie opowiada publicznie? Ryszarda Socha

 

Zdzisław Pietrasik, Ryszarda Socha
Polityka nr 42/17-23.10
18 października 2012

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...