Szczęście aktora

"32 Omdlenia" - reż: Andrzej Domalik - Teatr Polonia w Warszawie

To śp. Andrzej Łapicki żartował, że aktor w pewnym wieku interesuje publiczność tylko w tym, że jest, a nie jak gra. Chcą zobaczyć, że chodzi, że krzyczy, a więc ma jeszcze głos! Że potrafił wszystko wypowiedzieć, a więc pamięta ...itd. - mówi JERZY SUHR, który po chorobie wrócił do grania "33 omdleń" w Teatrze Polonia w Warszawie.

Pański "powrót do życia" pewnie nie byłby pełny, gdyby nie "32 omdlenia", sztuka która w Teatrze Polonia w Warszawie była Pana ostatnią rolą przed chorobą. Teatr na Pana czekał, publiczność czekała... I oto w lipcu nastąpiła reaktywacja. 

- To było głęboko wzruszające. Ludzie, którzy przyszli na tę jakby ponowną premierę, tak ogromnie chcieli mnie zobaczyć, że pewnie mniej było ważne, jak będę grał! Chcieli tylko zobaczyć. To śp. Andrzej Łapicki żartował, że aktor w pewnym wieku interesuje publiczność tylko w tym, że jest, a nie jak gra. Chcą zobaczyć, że chodzi, że krzyczy, a więc ma jeszcze głos! Że potrafił wszystko wypowiedzieć, a więc pamięta ...itd. Tak mówił Łapicki.

A ja czułem ogromną radość publiczności, że mnie zobaczyła. I to jeszcze w takiej formie. Bo to rzeczywiście było tak, jak napisałem w książce: gdybym czuł, że nie dam rady, to bym nie wyszedł na scenę. Bo to byłoby przeciwko moim zasadom wewnętrznym, żeby coś udawać. Udawać energię. Tego się nie da zrobić. Przynajmniej ja tego nie potrafię.

A więc moja forma musiała być prawdziwa. I na miejscu okazało się, że mam więcej siły od Krystyny Jandy, która jest przemęczona całym sezonem. Czemu się nie dziwię, bo to, co ona wykonuje, to jest praca dla kilku ludzi!

Ja przez cały czas dochodziłem: do zdrowia, do siły, do formy, wspomagany witaminami. I gdy wyszedłem do ludzi, to był "płacz ogólny": publika płakała, dyrektorowa płakała, tylko ja nie płakałem.

Byłem szczęśliwy, że i to wyzwanie podjąłem i wykonałem. To jest psychologicznie nieprawdopodobne umocnienie się w swoich możliwościach.

Film, który kręciłem ostatnio jakoś przeszedł po mnie zupełnie gładko, nawet nie wiem, jak to się stało, bo przecież miałem wyczerpujące i długo trwające sceny, ale widać inne było napięcie.

A tu był sprawdzian bezpośredni. Bo trzeba było grać tak jak się grało dokładnie rok temu. I to się wszystko udało. A w całym teatrze było takie dziwne święto, trochę patetyczne, że się komuś udaje umykać przed wyrokiem choroby.

Toast, kwiaty, podziękowania i wreszcie ten moment, gdy mogłem zostać sam. Żeby się uspokoić. To jest ważna rzecz.

Młodym aktorom bym polecał, bo oni nie potrafią rozładować się. Ja przez tyle lat też nie potrafiłem się rozładować po zejściu ze sceny. Teraz bardzo o to dbam i zawsze czekam na taką chwilę, żeby zostać samemu. Nawet czuję ten moment, gdy wewnętrznie już marzę, aby wszyscy wyszli z garderoby, żebym mógł zostać sam. A wtedy, spokojniutko, uwalniam się z całego napięcia.

Trwa to godzinę, dwie, ale spać już idę spokojny.

Tak. Bardziej by mnie stresowało, gdybym tę robotę nie wykonał na poziomie takim jak sobie założyłem. Wtedy bym się męczył, uważałbym, że "nie dostaję" do poziomu, ale, jak "dostaję" - to jest spokój!

Teraz będę miał następne wyzwanie, związane z tą samą sztuką: stanąć przed paroma milionami ludzi.

Bo przecież ta sztuka będzie otwierać sezon teatru telewizji 24 września. I jest to pomyślane tak właśnie, że studio telewizyjne będzie wnętrzem teatru, z prawdziwą widownią, która będzie obecna. Oprócz tej widowni, będzie jeszcze wielka widownia telewizyjna.

Przed tym terminem będziemy jeszcze kilka razy grać w teatrze, więc dojdziemy do pełnej swobody. Bo nie jest jeszcze tak naprawdę swobodnie. Jeszcze nie weszło w krew, jeszcze gra nie sprawia pełnej radości. Mnie sprawia, ale z innego powodu: cieszę się, że mogę tam być.

Dopiero teraz widzę, jaki ja wtedy schodziłem ze sceny zmęczony, powłócząc nogami. Widać już wtedy choroba się rozwijała, choć ja o niej nic jeszcze nie wiedziałem.

Teraz to były tylko trzy wieczory. Trzy fantastyczne wieczory. Czułem płynące od publiczności fluidy dobrej energii, sympatii, zaufania.

Byłem szczęśliwy!

Notowała: Maria Malatyńska
Polska Gazeta Krakowska
4 sierpnia 2012
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia