Szekspir saute

"Hamlet" - reż. Maciej Englert - Teatr Współczesny w Warszawie

Przepis na smakowite danie teatralne z "Hamleta" wydaje się prosty i zwykły: podawać jak najbardziej "saute", bez przetwarzania i termicznej obróbki, w temperaturze pokojowej, bez przegrzewania, na świeżo, bez wypełniaczy, dodatków i przystawek. Dzięki temu porcje mogą być większe; z pominięciem "garni", które mogłoby odciągać uwagę od smaku dania głównego. Na tej właśnie zasadzie, w Teatrze Współczesnym w Warszawie, najnowsza inscenizacja dramatu Szekspira, w reżyserii Macieja Englerta, staje się "spécialité de la maison".

Dawno już w polskim teatrze współczesnym nie pojawił się spektakl na podstawie klasycznych dzieł szekspirowskich, który byłby przekazem oryginału w skali niemalże jeden do jednego. Reżyserzy, bardziej lub mnie utalentowani, przyjęli model pracy nad tymi tekstami na zasadzie "wariacji na temat", ze sporą skłonnością do udziwnień i trudno niekiedy wytłumaczalnych kreatywnych ambicji, które z tym co "autor miał na myśli" bardzo niewiele w efekcie miały wspólnego. Tymczasem Maciej Englert pokusił się o mistrzowską, jak się okazuje, odwagę podania "Hamleta" w wersji , którą można by łatwo poddać krytyce, z podejrzeniem braku reżyserskiej inwencji i z posądzeniem realizatorów o twórczą łatwiznę i rozleniwienie. Rezultat? Spektakl nie tylko zyskuje na wyłuskaniu rangi każdego niemal padającego ze sceny słowa; nie tylko daje pole do popisu prawdziwym talentom i potencjałowi scenicznemu aktorów współtworzących to przedsięwzięcie (a obsada jest tu iście gwiazdorska i niezwykle celnie dobrana), ale również, a może przede wszystkim, angażuje widza od początku do końca w tym samym niezmiennym stopniu i z imponującym wyczuciem, pokazując jak omijać mielizny, jak nie zwalniać tempa i jak bawiąc, prowokować jednocześnie do myślenia. Dzięki tym prostym, ale jakże nośnym znaczeniowo zabiegom cała historia zakorzeniona w braku pogodzenia się z odejściem kogoś bliskiego, w nadwrażliwości emocjonalnej mężczyzny, który z założenia ma być "uczuciowo prosty w obsłudze", w potrzebie zemsty wodzącej na manowce nawet najbardziej błyskotliwe umysły, ale i w samotności, poczuciu niezrozumienia outsidera, przywdziewającego na zasadzie barw ochronnych maskę niepojętego dla innych obłędu, choć znana wszystkim w zarysie i wydawałoby się ograna, tym razem wciąga jak najbardziej zawiły kryminał; emocjonuje jak thriller najwyższej próby i niepokoi jak najmroczniejszy dramat psychologiczny. Po raz kolejny odkrywamy tu geniusz Szekspira - znawcy zakamarków ludzkiej duszy i mechanizmów władzy w ponadczasowym wymiarze.

Gdybym miał określić co jest największym walorem tej inscenizacji, to bez namysłu powiedziałbym, że klimat przedstawienia, nastrój tych blisko czterech godzin spędzonych "w państwie duńskim", w którym tak "źle się dzieje". Doskonałe zrozumienie i odzwierciedlenie konstrukcji postaci, muzyka, sugestywna gra świateł lub też zapadającej ciemności, niezwykle funkcjonalna, wieloplanowa dekoracja, kostiumy mieszające styl właściwy dla epoki ze współczesnością codziennej prostoty, a także wszechobecny pogłos, znakomita reżyseria dźwięku, która momentami zapiera dech w piersiach pięknem wymowy, artykulacji i barwy głosu niektórych aktorów (największym odkryciem jest bez wątpienia Michał Mikołajczak) są godne podziwu. I wcale nie zgodziłbym się z marketingowym podejściem w głoszeniu haseł, iż jest to spektakl Borysa Szyca, choć raz jeszcze udowadnia on bezsprzecznie swój niepodważalny talent. Reżyser zadbał bowiem o to, by nie zachwiać zdrowych proporcji i nie faworyzować nikogo; a dojrzali aktorzy występujący na Mokotowskiej dalecy zdają się być od scenicznego wyścigu i starań o berło pierwszeństwa.

Wracając zatem do kulinarnych porównań; to co serwuje się gościom Teatru Współczesnego jest solidną porcją teatralnego mięsa najwyższej jakości - krwistego steka, czy pięknie i precyzyjnie wysmażonej polędwicy. Co ważne, ta strawa, przy całej swojej wręcz grzesznej rozkoszy, nie wybiega poza ramy zdrowej kuchni lekkostrawnej; zaspokaja gusta największych koneserów i podsyca apetyty na podobne uczty w przyszłości.

Marek Kubiak
Teatr dla Was
23 września 2013

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia