Szekspir w buszu

"Burza" - reż. Krzysztof Garbaczewski - Teatr Polski we Wrocławiu

Jest takie miejsce przy gmachu ABW, z którego roztacza się niezwykły widok: oto bryła Teatru Szekspirowskiego nakłada się na przypory kościoła Mariackiego, tworząc z nim harmonijną całość. Widok ten przypomina o tym, że miasto nie jest (a przynajmniej być nie powinno) zbiorem przypadkowych budynków, chaotycznie rozrzuconych w przestrzeni.

Jest taki czas w roku, gdy duch Yoricka nawiedza zmysły i umysły jurorów przyznających złoto najlepszemu z szekspirowskich przedstawień.

Mozaika spektakli prezentowanych w trakcie kolejnych odsłon Festiwalu, ich wielość i rozmaitość oparta na różnych, często zaskakujących interpretacjach, skłania do wniosku, że Szekspir, znawca ludzkich dusz, był twórcą uniwersalnym, zrozumiałym chyba dla wszystkich, tak jak dla (prawie) wszystkich czytelne są wyrazy mimiczne odpowiadające emocjom podstawowym.

Uzasadnione zatem wydają się wątki antropologiczne obecne w niektórych realizacjach, jak choćby w „Burzy" w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, którą można było zobaczyć na 19. Festiwalu Szekspirowskim.

Mam słabość do „Burzy", z uwagą śledzę różne jej odczytania – w teatrze, w filmie, w literaturze. Jej lektura antropologiczna wedle Garbaczewskiego i Cecki (a ściśle – oparte na niej przedstawienie) była silnym przeżyciem, nie tylko estetycznym.

„Mamy przed sobą odwrócony krajobraz – kiedyś Bronisława Malinowskiego, dziś Prospera, w którego antropolog w tajemniczy sposób się przeistacza. Król jest zarazem i magiem, i kobietą".

Co się jednak zdarzy, gdy Szekspir naprawdę powędruje do świata budzącego ciekawość antropologów?

Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku Laura Bohannan wybrała się do Afryki z Hamletem w bagażu podręcznym. I z silnym przekonaniem w głowie, że ludzka natura jest uniwersalna. Wcześniej któryś z angielskich kolegów trochę z niej pokpiwał, że Amerykanie nic a nic nie rozumieją z Szekspira, ona zaś postanowiła dowieść, że jest wręcz przeciwnie i że dzieła mistrza ze Stratfordu są czytelne nie tylko dla jankesów, lecz dla wszystkich ludzi.

Swoje badania terenowe Laura prowadziła w południowej Nigerii, wśród ludu Tiw. Gospodarze byli nadzwyczaj uprzejmi, ale dość trudno było ich skłonić do uczestnictwa w obserwacji uczestniczącej – woleli popijać piwo i gawędzić o swoich sprawach. Badaczka przysiadła więc na progu chaty i pogrążyła się w lekturze Hamleta. W końcu ktoś się ulitował i zapytał, cóż ją tak pochłonęło, że pogrążyła się w milczeniu. Bingo! Nadarzyła się okazja do kulturowej wymiany.

Kiedy jednak Laura zaczęła opowiadać, pojawiły się kłopoty z porozumieniem ponadkulturowym.

Duch zmarłego wodza? Chyba źle zrozumiała tę historię albo coś jej się pokręciło. Może to był znak przysłany przez czarownika?

Laura próbowała jakoś z tego wybrnąć, przedstawiając osoby dramatu.

Kiedy w jej opowieści Horacjo zwrócił się do Hamleta, żeby ten porozmawiał z duchem króla, Tiw się zadziwili – przecież tego typu sprawy zwykle należą do starszych. A gdy młodzi próbują się wtrącać, to z pewnością nic dobrego z tego nie wyniknie.

Tiw zaczęli słuchać Laury z coraz większym zainteresowaniem. Zadawali przy tym szczegółowe pytania.

Czy ojciec Hamleta i król Klaudiusz mieli tę samą matkę? To bardzo ważne i chyba dla każdego oczywiste, że jest różnica między braćmi rodzonymi i tymi, którzy są tylko przyrodni. A skoro Laura tego nie wie, to powinna zasięgnąć wiedzy u swoich starszych.

Dlaczego królowa Gertruda tak długo zwlekała z ponownym zamęściem? Kto się zajmie twoim polem, jeśli nie masz męża? Dwa lata to okres stanowczo zbyt długi.

Pytania brzmiały roztropnie, ale Laura była coraz bardziej skonsternowana. W dodatku nie wiedziała, co począć z nieszczęsnym duchem króla, bo Tiw w duchy nie wierzą.

Wcześniej uznali, że wspomniany przez Laurę duch jest znakiem od czarownika. Ale znaki przecież nie mogą mówić.

Laura znów im próbowała wytłumaczyć, że to był duch.

Tyle że Tiw nie wierzą w żadną formę istnienia po śmierci.

No tak, ale w kulturze zachodniej istnieją duchy. Można je zobaczyć i usłyszeć, tylko nie można ich dotknąć.

Może Laura ma na myśli zombie? To pewnie znowu coś pokręciła, bo zombie można dotknąć.

No, niezupełnie, bo zombie jest ożywiony przez czarownika, ojciec Hamleta zaś przybył jako duch z własnej woli.

Oj, kobieto, zmarli nie mogą chodzić.
Ale duch jest cieniem zmarłego.
Jak to cieniem? Umarli nie mają cienia...

W tym wypadku – na szczęście – brak porozumienia nie doprowadził do konfliktu. Po prostu tak już jest, że jedni mają tak, a drudzy – inaczej.

Och, gdyby tak jeszcze pod „jedni" i „drudzy", „my" i „oni" – różne, lecz mimo to przyjaźnie nastawione do siebie grupy – można było podstawić zwolenników rozmaitych poglądów, które rozwinęły się na gruncie naszej, zdawałoby się, wspólnej kultury...

Pisząc o różnicach międzykulturowych, nie chciałabym jednak dostarczać oręża ludziom wrogo usposobionym do innych kultur – niekoniecznie tak bardzo odległych – i w ogóle do wszelkich odmienności. Czy muszę dodawać, że inne nie znaczy gorsze?

Owszem, szukamy ludzi podobnych i zwykle bardziej ich lubimy, a w tym, co znane, czujemy się bezpiecznie. Ale podobieństwa mają również swoją ciemną stronę. Kiedy z kimś rywalizujemy – zakładając, że ta osoba bardzo się od nas różni – z upływem czasu coraz bardziej się do tego kogoś upodabniamy. Podobnie działa nienawiść: skoro ty mnie nienawidzisz, to ja powinnam nienawidzić ciebie, a gdy będziemy się tak ścigać we wzajemnej nienawiści, na naszych twarzach pojawi się w końcu ten sam szpetny grymas. Paradoksy zaś bywają symetryczne – ludzie, którzy ze sobą współpracują, coraz bardziej różnią się od siebie, ponieważ z różnorodności można czerpać wspólne pożytki – co dostrzeże każdy, kto mieszka w mieście o długiej i wielokulturowej tradycji.

Przypisy:
- Tytuł zapożyczyłam od Laury Bohannan, której artykuł Shakespeare in the Bush został opublikowany w 1966 roku, a potem wielokrotnie przedrukowywany w różnych antologiach.
- Związki antropologii z teatrem i nie tylko można śledzić na stronie Living Anthropologically:
     https://www.livinganthropologically.com/shakespeare-in-the-bush/

- O Szekspirze w buszu pisze też Pierre Bayard w swojej książce Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało (pomysł przedni, a lektura nader przyjemna i pożyteczna).

- Cytat, w którym pojawia się Malinowski-Prospero, zaczerpnęłam z rozmowy z Krzysztofem Garbaczewskim i Marcinem Cecką:
     http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/196763,druk.html

- O tym zaś, że „Pięknie się różnić, mądrze być podobnym", pisze Wiesław Łukaszewski w książce pod takim właśnie tytułem.

Małgorzata Jaworska
Gazeta Świętojańska
13 stycznia 2020

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...