Szekspir Warlikowskiego

O braku metody w pracy teatralnej, czytaniu Szekspira przez osobiste doświadczenia, różnicach w pracy w Polsce i za granicą mówił podczas spotkania w Klubie pod Jaszczurami Krzysztof Warlikowski.
Warlikowski studiował - kilka kierunków - w Krakowie, zrobił tutaj tuż po dyplomie przedstawienie uznane za fatalne, po czterech latach następne - też niezbyt docenione, po czym wyjechał. Do Krakowa i Starego Teatru powrócił trzy lata temu, "Krumem", który zebrał już same zachwyty. Powrócił co prawda jedną nogą, bo "Krum" to produkcja krakowsko-warszawska, ale zawsze. Między fatalną "Markizą O" a "Krumem" Warlikowski zdążył zostać reżyserem wybitnym, uwielbianym przez jednych i nienawidzonym przez innych. Nic więc dziwnego, że na czwartkowe spotkanie w Jaszczurach przyszło tyle osób. Spotkanie poświęcone było wydanej przed miesiącem w wydawnictwie W.A.B. książce "Szekspir i uzurpator", na którą złożyło się 11 rozmów Piotra Gruszczyńskiego z Krzysztofem Warlikowskim. O co pytano? O metodę pracy z aktorem, o czytanie Szekspira, o różnice między pracą w Polsce i za granicą, o tabu. - Jak wiemy wszyscy, metod nie ma. Najczęściej o metodę pytają aktorzy, którzy myślą, że gdy ją poznają, zaczną dobrze grać, A proces jest dłuższy. Trzeba coś lubić, trzeba być ciekawym. Każdy z nas, czytając Szekspira, wydobywa z niego coś osobistego - mówił Warlikowski. Sam, czytając te dramaty, starał się stworzyć własny obraz Szekspira - człowieka, który cierpi na to samo co on, odpowiada na wiele jego pytań. Do takiego czytania Szekspira - na przecięciu sztuki i życia - Warlikowski namawia swoich aktorów: - To nie jest tak, że aktorzy świetnie odczytują moje intencje; ważne jest, by mieli swoje intencje. Rozmawiamy. Chcę, aby każdy z nich opowiedział cząstkę swego życia. Im bardziej jesteśmy obolali, tym bardziej jesteśmy w stanie mówić przekonująco na scenie. Za granicą często nie wiem, jak dotrzeć do tego, co tych ludzi boli - mówił reżyser. I opowiedział, jak robiąc w Niemczech "Makbeta", gdzie wiedźmami były dzieci sponiewierane przez wojnę, stanął przed trudnym zadaniem powiedzenia małym aktorom, co to jest wojna, dla nich abstrakcyjna.
jota
Gazeta Wyborcza Kraków
5 stycznia 2008

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...