Szekspira "Mięso odrąbane od kości"

o dramatach Williama Szekspira

Dramaty Williama Szekspira niemal od zawsze spełniały bardzo ważną funkcję w teatrze światowym. Ostatnio zdarza się tak, że mają po prostu zapełnić lukę w repertuarze.

Szekspir to średniowieczno-renesansowe antidotum na nijakość naszych czasów. Nikt już jednak nie wystawia sztuk Szekspirowskich „po bożemu”, bo to wstyd. Wszystko już było: żywe kury na scenie, motory, samochody, symulowane gwałty na sianie czy Las Ardeński w postaci boiska. Dzisiaj trzeba się wyróżniać. Nawet dramaty Szekspira muszą mieć odpowiedni PR. Kto by chciał oglądać kolejną Julię na balkonie, skoro pełno ich pod blokiem…

Żyjemy w świecie, w którym Makbet mówi: „będę walczył dopóki nie odrąbią mi mięsa od kości”. Ot, taka subtelna aluzja do Heinera Müllera. Zabić metaforę – oto jeden z postulatów nowoczesności. Liczy się tylko rozkoszna dosłowność słów. My, ludzie XXI wieku, cierpimy na niedobór genialnych twórców. I pewnie dlatego z taką łatwością obwołujemy przypadkowych ludzi geniuszami epoki. Oczywiście, że zawsze można nadać obrazom przemocy w dramaturgii szersze znaczenie i tłumaczyć wszystko aspektem pedagogicznym (patrz: Edward Bond). W końcu to właśnie w przemocy ludzkość specjalizowała się i przed i po Chrystusie (i nawet w trakcie). Bić albo nie bić, oto jest pytanie. A swoją drogą, to jest niezła Hamlet-maszynka do nakręcania pieniędzy. Wystarczy tylko posłużyć się odpowiednią ideologią. Polecam postmodernizm, bo wszystko pomieści, każdą, nawet największą pseudo-artystyczną brednię. „Niech sczezną artyści!” – jak powiedział pewien mądry człowiek.

Jakże smutnych doczekaliśmy czasów, w których trzeba przepisywać teksty, zamiast je tworzyć. A przecież powinniśmy się cieszyć. „Nasi” bohaterowie przemawiają „naszym” językiem. Tym sposobem już wkrótce Edyp zacznie mieć wszystko w d..., a Fedra wymieni męża na „lepszy model”. W myśl tej metody – uwspółcześniania dawnych mistrzów – trzeba przepisać całe dramaty. I na przykład: zamienić „Wesele” na „Kocią łapę”, a „Dziady” na „Nocne igraszki po godzinach”. Bo zdaniem niektórych „romantyzm się nie sprawdza”. To stwarza duże możliwości dla młodego pokolenia. Ile tekstów do przepisania! Skoro słonie malują obrazy abstrakcyjne, każdy z nas może przepisywać słynnych dramaturgów. A co z reżyserami? Czy są „na sali” jacyś artyści tworzący swój autorski i totalny teatr? Dobre sobie. Tylko echo i „śmiech na sali”. A aktorom „w to graj”. 

Ktoś może powiedzieć, że nie wszystko jest kwestią geniuszu. No bo, czy znalibyśmy bazgroły jakiegoś tam Vincenta, gdyby nie odpowiednia reklama? Potrzebujemy powodów, żeby kochać swoich mistrzów. Za co kochamy Vincenta? Bo taki biedny, nic nie sprzedał za życia, a do tego był chory psychicznie, o jak szalony – to świetnie. A że lubił przy tym słoneczniki, to tym lepiej o nim świadczy. A Szekspir? Geniusz, homoseksualista, a może kobieta? To wszystko ma swój urok. Poetyckie frazy są na drugim planie. Ważne, żeby na afiszu teatralnym pojawił się „Szekspir”. Bo to znaczy, że teatr kocha klasyków. Poza tym, to lepiej brzmi w towarzystwie. „Na co idziesz? Na Szekspira. A, jak na Szekspira, no to szacunek, stary”. Czy współczesne pokolenie docenia utwory Szekspira? Oczywiście, że tak. Spytajcie pierwszego napotkanego gimnazjalistę: „kto to jest Szekspir?”, a odpowie Wam: „Szekspir. Pewnie, że wiem. To ten, co napisał „Pannę Julię”…

Aleksandra Skiba
artPapier 1 kwietnia 7 (127) / 2009
6 kwietnia 2009
Portrety
William Szekspir
Prasa
artPAPIER

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia