Szklanka soku pełnoprocentowego

"Piąta strona świata" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski w Katowicach

Robert Talarczyk rozłożył powieść Kazimierza Kutza „Piąta strona świata", a może coś w rodzaju „spowiedzi życia", na czynniki pierwsze, by z jej fragmentów stworzyć własną opowieść. W efekcie w pięknym wizualnie i pełnym muzyki przedstawieniu króluje to, co poetyckie i umowne. Uruchomiona zostaje maszyneria teatralna, a śmiech sąsiaduje ze łzami.

W spektaklu pojawiają się Albin Lompa i Wincenty Lebel, ale brak fragmentów, dotyczących zgłębiania tajników anatomii Mici od Hankusów, chwil spędzanych w wychodku wspólnie z Emilką Kosmalówną czy opowieści o tym, jak zabawiano się w budce z kuzynkami Lucjana – Fridą i Ritą. Nie oznacza to jednak, że w przedstawieniu nie ma dosadności, ale nie jest ona najważniejsza. Roberta Talarczyka interesuje przede wszystkim Historia. To ona sprawiła, że zginął Wilhelm Bula, ojciec bohatera spotkał na swojej drodze niemieckiego chłopca, a brat Basisty został wysłany na front wschodni. To ona również raz na zawsze zdominowała losy Alojza Byli oraz Lucjana Czornynogi, z ostatniego z nich czyniąc postać z tragiczną.

Ważny jest fakt, iż to, co dzieje się na scenie, jest czytelne również dla tych widzów (bo pewnie są i tacy), którzy nie czytali powieści Kutza. Dzięki dialogom publiczność dowiaduje się, kto jest kim i jakie są relacje między postaciami. Reżyser dokładnie zanalizował powieść. Z jednego zdania potrafił stworzyć całą sekwencję (gimnastyka z Ojcem, rozmowa z Matką Alicji), powołując do życia postaci, które w książce właściwie nie istnieją (Truda, afrykańska żona Karlika). Rozkłada powieść na czynniki pierwsze, składając po chwili tekst na nowo – według własnej wizji. Dopisuje sceny i dialogi (np. kwestia bauera Grundmana, adresowana do Bohatera), słowa Bohatera wkłada w usta Ojca, a monolog, kończący trzeci rozdział, słyszymy dopiero w drugim akcie. Jednak opowieść nie traci nic ze swojej spójności. Powieść Kazimierza Kutza w swojej warstwie językowej zawiera fragmenty poetyckie, ale w ich sąsiedztwie pojawiają się nierzadko obrazy bardzo drastyczne. Robert Talarczyk nie zdecydował się na pokazanie w sposób naturalistyczny pobicia Albina Lompy, zabójstwa Wallotka czy bójki Wawrzka z Tildemanem – zamiast tego wybiera umowność. Reżyser w  interesujący sposób wykorzystuje ruch sceniczny, uwypukla humor, w obrębie jednej sceny, zderza komizm z tragizmem, wprowadza piosenkę i muzykę, wykonywaną na żywo przez akordeonistę Marka Andryska.

W książce Elżbiety Baniewicz „Kazimierz Kutz. Z dołu widać inaczej" znajduje się zdjęcie, pochodzące z początku lat 70. Wykonano je w nowym mieszkaniu reżysera, który stoi na pierwszym planie i patrzy w okno. Ma na sobie skórzaną kurtkę, być może nawet tę samą, w której pojawia się na okładce biografii Aleksandry Klich „Cały ten Kutz". W skórzaną kurtkę ubrany jest również Bohater, grany przez Dariusza Chojnackiego. To on ożywia świat na scenie. W tej roli nie ma fałszu. Od pierwszych sekund widz zapomina, że aktor mówi słowami Kazimierza Kutza i daje się porwać nurtowi opowieści.

„Piąta strona świata" to, podobnie jak „Cholonek", spektakl, w którym pojawiają się postaci silnych kobiet. Taka jest Matka (Barbara Lubos-Święs), a także Chrobokowa (Grażyna Bułka) i Marianna (Ewa Leśniak). Adela w wykonaniu Agnieszki Radzikowskiej jest zupełnie inna niż w powieści (zaskoczyło mnie takie odczytanie postaci), ale właśnie dzięki temu chyba bardziej interesująca. Artur Święs - Lucjan - tworzy portret zdominowanego przez matkę mężczyzny, który wychowany wśród książek, kompletnie nie radzi sobie w sytuacji damsko-męskiej. Kolejna niełatwa, ale ważna i jakże inna od poprzednich rola, z której zapamiętuje się przede wszystkim przejmującą rozmowę Alojza z Bohaterem. Monolog Anny Kadulskiej w roli Sąsiadki na weselu, to jeden z najmocniejszych fragmentów w całym przedstawieniu. Bardzo wyraźnie swoją obecność zaznacza również Alina Chechelska w niewielkiej roli Babki Halźbiety.

Spektakl jest skonstruowany – jak się zdaje - zgodnie ze sceniczną wizją autora powieści. Przesłanie, polegające na teatralnym zwizualizownaniu przeżyć głównego bohatera, z konieczności, w sposób skrótowy wobec jego losów, myślę, że jest czytelne. Podobnie jak wprowadzenie widza w klimat tych specyficznych, trudnych ale jednocześnie pogodnych czasów tamtego okresu bardzo dobrze się udało. Być może nieco kłopotliwie, dla widza spoza Śląska, zabrzmią niektóre fragmenty przedstawienia, ale to przecież próba oddania atmosfery tamtych lat, która dobrze znana jest jedynie autochtonom, lub tym, którzy specjalnie interesują się historyczno-socjologiczno-obyczajowym aspektem regionu Górnego Śląska.

Przed premierą Robert Talarczyk w rozmowie z Katarzyną Pachelską mówił, że chciałby swoim spektaklem dać widzom szklankę pełnoprocentowego soku o nazwie „Piąta strona świata". Myślę, że się udało. Polecam.

 

Tomasz Klauza
Dziennik Teatralny Katowice
19 lutego 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia