Szlakami emigrantów

rozmowa z Jerzym Stuhrem

Zbliża się czas prób i realizacji "Emigrantów" Mrożka, którą to inscenizację przygotowuje Pan we Włoszech. Czy coś się zmieniło od wiosennych przygotowań? Czy Włosi nadal zainteresowani są nowym spotkaniem ze starą sztuką naszego pisarza?

- Oczywiście, że tak. Projekt jest aktualny, bo emigracja jest wszędzie aktualna. Ostatnio, gdy byłem za granicą, dosięgła mnie nowa, miła informacja. Otóż organizatorzy dostali, dzięki znakomicie przygotowanemu przez nich programowi, wysokie dofinansowanie z Unii Europejskiej na to przedstawienie. A to znaczy, że zaraz po premierze w Pannie, czyli po 23 października, pojedziemy z "Emigrantami" na wielkie tournee po całej Europie. 

Psychicznie będę musiał się przygotować do tej wędrówki, bo chociaż lubię podróżować, to w pracy jestem przyzwyczajony do innego teatru, niż wiecznie wędrujący teatr włoski. Oczywiście, my bez tego europejskiego projektu mieliśmy "wędrować", ale ta wędrówka miała być ograniczona do Włoch. 

W myśl pierwotnego projektu miało to być 40 teatrów we Włoszech. Ale ta sztuka jest bardzo kameralna. Grają dwie osoby, więc nawet jeśli mapa 40 teatrów byłaby zgodna ze specyficznym sposobem funkcjonowania teatru we Włoszech, to kameralność sztuki nie zapewniałaby takiego rozmachu, jaki normalnie jest udziałem tamtejszego teatru. 

Ich tradycja zawsze mnie fascynowała, aczkolwiek nigdy nie potrafiłbym tak pracować. Choć każdy teatr pochodzi z określonego miasta, ma swój budynek, miejsce prób i przedstawień, to po premierze musi wyruszyć w objazd. 

Jadą więc wszyscy aktorzy, dekoracje. To nie publiczność przyjeżdża do teatru, tylko teatr jedzie do innej publiczności. 

Taka wędrówka trwa na ogół dziewięć miesięcy, a wszyscy wyruszają zawsze tym samym szlakiem, właściwym dla tego teatru. Wstępują do tych samych miejscowości, mieszkają w tych samych hotelach, przyjmują gości w tych samych, "swoich" garderobach, które przez pozostałe trzy miesiące, gdy zespół przygotowuje nowe przedstawienie już w murach własnego teatru, będą na nich znowu czekać. Zawsze wiedziałem, że nie mógłbym, na dłuższą metę tak żyć. 

Bo w takiej tradycji teatr jest wszystkim, rodziny nie istnieją, domy są w garderobach, a nic innego w życiu nie jest potrzebne. 

Teraz jednak, w myśl nowego projektu, sztuka Mrożka dotrze do różnych teatrów w Europie, a to zupełnie inna sytuacja. Bo najważniejszy będzie musiał być temat. I cieszę się, że tak się stanie. Bo wiem, jak bardzo sprawa emigrantów jest istotna dla bardzo różnych krajów Europy. Każdy z tych krajów ma "problemy" z kim innym. Wiem jak co noc dopływają do Włoch uciekinierzy - a to z Bałkanów, a to z pomocnej Afryki. Wiem, ile problemów od lat mają Niemcy z Turkami, Francuzi z przybyszami z Afryki, Brytyjczycy z bardzo różnymi krajami, a ostatnio i z mieszkańcami dawnych krajów socjalistycznych itd., itp. 

Wierzę więc, że nasze przedstawienie, a przede wszystkim sztuka Mrożka, trafi do tych wszystkich ludzi. Pokaże aktualność każdego z dramatów. Już nawet gdy zaczynam o tym mówić przypomina mi się słynne przedstawienie Arianne Mnouchkine, które widziałem kilka lat temu w Paryżu, w Theatre du Soleil, a które w całości poświęcone było emigrantom. 

Rzecz nazywała się "Odyssey" i w tę klasyczną strukturę wiecznej wędrówki wpisane były losy emigrantów. Pamiętam, a to mną wówczas wstrząsnęło - że grali u niej prawdziwi emigranci. Ludzie z Ukrainy i z Afganistanu. I każda ich reakcja była prawdziwa. To od czasu tamtego przedstawienia "widzę" w tym temacie wciąż bolesną aktualność. Rozumiem społeczne "odrzucenie" tych ludzi, wiem o ich wiecznym stresie, świadomości, że całe życie spędzają na marginesie. Pewnie dlatego chciałem zrobić tych Mrożkowych "Emigrantów". Właśnie ze względu na temat.

Wysłuchała: Maria Malatyńska
Polska Gazeta Krakowska
15 czerwca 2009
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Zapiski z niełatwych czasów
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

13. Międzynarodowy Fes...
Małgorzata Langier