Szpitalne odwiedziny

"Pacjent" - reż: Adam Sajnuk - Teatr Konsekwentny

Problem polskiej służby zdrowia to sztandarowy przykład tematu rzeki. Ale co by nie powiedzieć, zawsze skonkludujemy, że sprawy naszej służby zdrowia kiepsko stoją. Nietrudno z przypadkowych scenek w poczekalni u lekarza czy w izbie przyjęć złożyć kabaretowy skecz, tyle przecież bezduszności i mechanizmu w zachowaniach personelu medycznego, że nie sposób o nim mówić inaczej, jak tylko poprzez grube szkło karykaturalnych wyolbrzymień - aż do granic absurdu.

Nie inaczej postąpiono w przypadku scenariusza do spektaklu "Pacjent". Opisywane w nim zdarzenie losowe, w którym bohater musi odnaleźć się w – zupełnie odmiennej od tej codziennej – rzeczywistości szpitalnej, przepełnione jest groteską i czarnym humorem. Bazą dla scenariusza monodramu Teatru Konsekwentnego z Warszawy są prawdziwe wydarzenia, być może dlatego przypomina on raczej swoisty pamiętnik, a nie tekst stricte teatralny. Tekst jest bardzo nierówny, momentami zbyt literacki, a literackość owa funkcjonuje w nim na równi z wulgaryzmami. W efekcie całość jawi się jako mało realistyczna, jak gdyby wydarzenia przefiltrowane zostały przez zbyt lotny umysł chcący popisać się swoją zdolnością do ironicznej obróbki zdarzeń – oglądanie monodramu przypomina czytanie pamiętnika, czasem zbyt szybkie, chaotyczne, jakby jednym tchem. Największym mankamentem pozostaje więc jawnie narzucająca się sztuczność tekstu mówionego – żywa mowa brzmi bowiem zdecydowanie swobodniej. 

Na szczęście wartka akcja wymusza zaprezentowanie umiejętności aktorskich Arkadiusza Września, który wciela się w postać głównego bohatera historii. Dzięki naśladowaniu przeróżnych barwnych postaci uczestniczących w opowieści, wyłuskaniu i scharakteryzowaniu detali ich bogatych osobowości (np. niezwykle interesującego "retro-bródki" czy Zbyszka) monodram nie jest aż tak bardzo nużący. Jednak fakt, że widz nie odnajdzie ani jednego pozytywnego akcentu w tej historii, czyni ją jednostronną i przygnębiającą. Jesteśmy więc świadkami otwartego ataku na szpitalne obyczaje, które główny bohater całkowicie neguje. Tekst – wylew gniewu i goryczy – emanuje pretensjami tak, że robi się żal poszkodowanego, ale i męczy liczba perypetii, w których uczestniczy. Widzowie, zgromadzeni jako delegacja odwiedzająca pacjenta, mogą poczuć się winni niefortunnego zajścia z antyramą, choć sami nie przyłożyli przecież ręki do tego bolesnego zdarzenia. Ale to właśnie na nich sypie się lawina roszczeń, gorzkich żali i zawodzeń. 

O tym, że publiczność wsłuchuje się w historię opartą na faktach, przypominają wciąż powracające słowa muzycznego przerywnika monodramu: "To nie jest kabaret" (choć na dobrą sprawę – mógłby nim być). Bohater zostaje zupełnie sam, w obcym świecie, gdzie każdy okazuje się wrogiem. Największym problemem pozostaje niemożność wydostania się z sytuacji, a monotonia szpitalnego życia oraz bezradność przygnębiają i rozdrażniają zarazem (także odbiorców monodramu). Statyczność obrazu mogłaby dostatecznie znudzić widzów (publiczność wciąż obserwuje głównego bohatera siedzącego na wózku inwalidzkim bądź na łóżku, jak to przy okazji odwiedzin pacjenta bywa najczęściej), dlatego ciekawym chwytem spektaklu jest zawiązywanie interakcji z widownią – a to prośba o pomoc w nalaniu wody do kubeczka, a to przy wjeżdżaniu wózkiem na scenę. Ale ten artystyczny środek niestety nie robi oczekiwanego wrażenia, bo wypada mało profesjonalnie na tle zbyt głośnej muzyki. Trudno zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi bohaterowi, kiedy zwraca się on do osób siedzących w pierwszym rzędzie. A chyba można było ten element monodramu doszlifować, by urozmaicić ciągłość tekstu oraz minimalistycznie zorganizowaną przestrzeń sceniczną. 

Pomimo wszystko każdy z nas jest chyba w stanie choć po części utożsamić się z opowiadaną przez Września historią. Bo kto kiedykolwiek trafił do szpitala z poważną przypadłością, zapewne dokładnie zapamiętał te wszystkie chwile, kiedy pozostawał zupełnie sam wśród "ludzi z powołaniem lekarskim". A takich migawek jest w monodramie sporo. Może więc ktoś powinien wykupić karnet na spektakl dla studentów branży medycznej? By poznali genezę śmiechu przez łzy swoich przyszłych pacjentów.

Marta Felis
Dla Dziennika Teatralnego (Katowice)
4 września 2009

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...