Sztafeta pokoleń

„Dwanaście godzin z życia kobiety" - aut. Katarzyna Błaszczyńska - reż. Marek Rachoń - Teatr Rozrywki w Chorzowie

Do teatru chodzę od niedawna, ale zdążyłem już zaznajomić się z pewnymi tendencjami panującymi na scenicznych deskach. Jedną z nich są spektakle skierowane do kobiet, a przynajmniej takie, których bohaterkami są właśnie przedstawicielki tej płci. I jest to jak najbardziej zrozumiałe. Tak samo, jak istnieje kino kobiece, tak samo powinien istnieć teatr kobiecy.

Jednym z najświeższych przykładów tego trendu jest wystawiany właśnie w chorzowskim Teatrze Rozrywki spektakl muzyczny „Dwanaście godzin z życia kobiety" w reżyserii Marka Rachonia. Za inspirację dla przedstawienia posłużyła wydana pierwotnie w 1978 roku płyta Haliny Kunickiej pod tym samym tytułem.

Bohaterką sztuki jest piosenkarka Anna. Poznajemy ją na trzech etapach życia, w młodości, wieku średnim oraz w okresie starości. Trzy wersje kobiety wymieniają się doświadczeniami oraz poglądami na życie. Dialogi te są swoistą formą terapii. Rozmowy są okazją do skonfrontowania się ze skrywanymi żalami oraz pretensjami. Wszystko prowadzi ostatecznie do oczyszczenia atmosfery i pogodzenia się z własnym sumieniem. Istotną częścią przedstawienia stanowią piosenki, będące muzyczną ilustracją wydarzeń. Zajmują one centralne miejsce widowiska, będąc idealnym uzupełnieniem fabuły. Na spektakl oprócz partii mówionych oraz śpiewu, składa się również taniec. To właśnie w tych fragmentach na scenie pojawia się jedyny męski członek obsady. Całości dopełnia zaś dyskretnie usytuowany na zespół, zapewniający akompaniament na żywo.

Mimo że treść przedstawienia opowiedziana jest z perspektywy kobiety, to jednak można ją również zastosować do mężczyzn. Mówi bowiem o sprawach uniwersalnych, które dotyczą każdego człowieka. Chodzi tu przede wszystkim o przemijanie i nieuchronnie zbliżającą się starość. Każdy, czy tego chce, czy nie, umiera z każdym oddechem. Jak mówi powiedzenie, młodsi już nie będziemy, warto więc przystanąć na chwilę i zastanowić się nad tym, czy sposób, w jaki żyjemy, jest aby na pewno dla nas korzystny. Czy nie będziemy żałować pewnych decyzji oraz wydarzeń, których już nie da się cofnąć? Bohaterka sprawia wrażenie targanej wewnętrznymi konfliktami. Z jednej strony zrobiłaby niektóre rzeczy inaczej, a z drugiej ma też świadomość, że to, co było, już się nie odstanie i nie warto tracić czasu na rozpamiętywanie tego, na co nie ma już się wpływu. Przesłanie sztuki zdaje się mówić, że wraz z mijającymi latami, ważne jest zachowanie pogody ducha.

Przedstawienie utrzymane jest w lekkim nastroju, chociaż momentami uderza w refleksyjne tony. Ogólnie jest to jednak rozrywka z rodzaju tych przyjemnych, odpowiednia dla widzów w każdym wieku. Posiada kameralny, osobisty można powiedzieć charakter, a bliskość artystów i publiki sprawia, że czujemy, jakby aktorki zwracały się bezpośrednio do nas, zapraszając niejako do aktywnego udziału. Poziom techniczny, jak i muzyczny widowiska prezentuje wysoki poziom, który powinien zadowolić wszystkich teatralnych bywalców.

Co ważne, nie brakuje w nim także elementów komedii, dzięki czemu staje się ono bardziej przystępne, będąc słodko-gorzkim powitaniem wiosny.

Andrzej Kownacki
Dziennik Teatralny Górny Śląsk
26 marca 2024

Książka tygodnia

Twórcza zdrada w teatrze. Z problemów inscenizacji prozy literackiej
Wydawnictwo Naukowe UKSW
Katarzyna Gołos-Dąbrowska

Trailer tygodnia