Sztuczne lęki

„Sankhara. Lęki nasze" - reż. Paweł Budziński - Teatr Bakałarz w Krakowie

Kiedy wchodzimy do ludzkiej duszy, nigdy nie wiadomo, co tam zastaniemy. Każdy człowiek jest tajemnicą. Ludzie są pokrzywieni, poranieni wewnętrznie – czasem nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Spektakl „Sankhara. Lęki nasze" Teatru Bakałarz w reż. Pawła Budzińskiego tym razem nie uniósł jednak tak ważkiego tematu, jak lęki ludzkich dusz. Do tej pory oczarowywali nas nowymi, świeżymi interpretacjami tekstów nie tylko śmiesznych, ale i trudnych. Tym razem czegoś zabrakło.

Kiedy wchodzimy na widownię, scenę wypełniają już dziwne postaci. Każda żyje w swoim świecie: jedna nerwowo zwija bandaż, druga bawi lalkę-dziecko. Na środku stoi chłopak, który próbuje opowiedzieć o swojej nieśmiałości i lęku przed drugim człowiekiem. Jego urywany monolog to początek spektaklu. Kiedy ten wycofuje się, po prawej stronie widzimy chłopaka, który próbuje się powiesić. W tym momencie na scenę wpada drugi chłopak – i próbuje mu w tym pomóc.

Spektakl zaczyna się ciekawie, z mocnym akcentem. Po chwili zaczyna się rozmowa między bohaterami, którzy są braćmi. Jeden odwiedza drugiego w zakładzie zamkniętym. Zaczyna się między nimi dialog, który będzie trwał bardzo długo. Ich przeszłość jest mroczna, przyszłość niepewna. Są zdani tylko na siebie. Jednak uwaga widza może wywędrować daleko poza obręb sceny. Młodzi aktorzy nie skupiają uwagi. W trudnym i ważnym dialogu brakuje czegoś, co trzymałoby w napięciu od początku do końca.

Kilka lat temu na deskach krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego miała miejsce realizacja tego tekstu – „W mrocznym mrocznym domu" w reż. Marcina Hycnara było widowiskiem ważnym i niezwykłym. Można odnieść wrażenie, że aktorów Bakałarza tekst przerósł. Budziński mocno ograniczył muzykę. W ciszy scenicznej słowo wybrzmiewa jeszcze mocniej, kiedy nie jest „łagodzone" muzyką. Ten tekst skazuje bohaterów głównie na słowo i jest to dialog wysokiej próby. Nie łapie nas jednak za gardło, a kolejne zdania rozmywają się w świadomości.

„Sankhara. Lęki nasze" to najsłabsza (jak dotąd) realizacja Teatru Bakałarz. Co ciekawe, nie jest to pierwsza historia, poruszająca trudne tematy. W „Pif! Paf! Jesteś trup!" przedstawiona była historia nastolatka, który dokonał masakry w szkole. Tutaj mamy dwóch mężczyzn, wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie i pytania o ich tożsamość oraz poszukiwanie miłości niemal za wszelką cenę. Mamy jednak wrażenie pewnej sztuczności na scenie i (mimo wszystko) odarcia z głębszych emocji. Może są teksty, do których trzeba po prostu dorosnąć?

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
18 maja 2018

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia