Sztuka czy event?

"Spartakus. Miłość w czasach zarazy" - reż. Jakub Skrzywanek - Teatr Współczesny w Szczecinie

- Anna Augustynowicz przez 30 lat była dyrektorem artystycznym Teatru Współczesnego w Szczecinie i nigdy na jej premierze nie był TVN, a Jakub Skrzywanek jest od pół roku i już miał TVN na premierze - skomentowała moja znajoma ostanią premierę Teatru Współczesnego w Szczecinie "Spartakus. Miłość w czasach zarazy" w reżyserii Jakuba Skrzywanka.

Komentarz oczywiście był z przymrużeniem oka, ale moje oko raczej drga nerwowo niż się przymruża, kiedy ważność sztuki mierzy się zainteresowaniem masowych i popularnych mediów. Kiedy do Teatru Współczesnego na premierę "La Pasionarii" przyjechał Jacek Kopciński, redaktor naczelny pisma "Teatr", nikt tego nie zauważył, ale wszyscy zauważyli kamery TVN-u na ostatniej premierze.

Jakiś czas temu do Szczecina przyjechał reżyser o uznanym nazwisku zrealizować sztukę w TW. Zabrał się za kontrowersyjny temat. Przy czym kontrowersyjny raczej we współczesnej Polsce, a nie w innych krajach europejskich. A jednak niezbyt bezpieczny, bo uderzający w obecną władzę.

- A co będzie, jak ktoś zaprotestuje? - zapytała jedna z dziennikarek.
- Będzie skandal... - odpowiedział z rozmarzonym uśmiechem reżyser.

Reżyser musiał się jednak rozczarować, bo żadnego skandalu nie było. Nie zorientował się chyba, że w Szczecinie, jak dotąd, władze lokalne nie ingerują w działalność artystyczną teatrów, więc po skandal trzeba się wybrać gdzie indziej.

Nie każdy reżyser teatralny ma takie szczęście jak Maja Kleczewska, Ewelina Marciniak, Jan Klata czy Oliver Frljić, którzy mieli po swoich realizacjach skandale. Przy czym skandale nie oni wymyślili, ale widzowie, głównie ci, którzy ich spektakli nie widzieli. Tacy nie-widzowie. Element coraz częściej spotykany.

Oczywiście wszyscy ci reżyserzy wykonują dobrą robotę w teatrze, ale czy o ich spektaklach byłoby tak głośno w całej Polsce i nie tylko, gdyby nie towarzyszył im skandal?

- Liczy się event - mówił niejaki Fistach w "Testosteronie" Saramonowicza.

Czy o "Dziadach" Dejmka w Teatrze Narodowym w 1968 roku byłoby aż tak głośno, gdyby nie event? Polityczny na dodatek? Manifestacje podczas i po spektaklach doprowadziły do zdjęcia spektaklu i usunięcia dyrektora. Wtedy nie używano tego słowa, ale event był ewidentny. Do dziś to najsłynniejszy spektakl, któremu towarzyszył event.

Nie mam nic przeciwko eventom, ale nie chcę, żeby były stawiane wyżej niż sama sztuka. Dlatego tak nie do końca mi do śmiechu, kiedy koleżanka porównywała dyrekcję artystyczną Anny Augustynowicz i Jakuba Skrzywanka. Chociaż ona naprawdę mówiła to żartem. Ale inna koleżanka już wcale nie żartowała w swoich porównaniach.

- No wiesz, ale on zaprasza młodych ludzi do współpracy i może dlatego tak do niego ciągną.

Anna Augustynowicz też zapraszała młodych ludzi do współpracy. Zarówno reżyserów, jak i aktorów.
- No wiesz, ale on wprowadza takie nowoczesne sztuki i tematy.

Anna Augustynowicz jako jedna z pierwszych wprowadziła na polskie sceny brutalistów i współczesną polską dramaturgię.
- No wiesz, ale on otworzył Scenę Nowe Sytuacje, gdzie będą się odbywały różne dyskusje.

Anna Austynowicz otworzyła tę scenę zaraz na początku swojej dyrekcji. Czytano na niej nowe dramaty i dyskutowano o nich. Wtedy nazywała się Malarnia.

Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać różne dokonania wybitnej reżyserki. Ale skąd moja koleżanka i jej podobni mają to wiedzieć, skoro Anna Augustynowicz nigdy nie miała eventu?

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
15 czerwca 2022
Portrety
Jakub Skrzywanek

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia