Sztuka życia

"Tęskniąc" - reż. Krzysztof Popiołek - Teatr Polski w Bielsku-Białej

Od dłuższego czasu chciałem zobaczyć spektakl, który nie dzieli ludzi na kobiety i mężczyzn, młodych i starych, mądrych i głupich czy artystów i nie-artystów. Zależało mi, by zobaczyć sztukę, która mówi generalnie o człowieku i otaczającym go świecie. Moje oczekiwania spełniły się. Spektakl „Tęskniąc" na podstawie prozy Etgara Kereta i fragmentu tekstu autorstwa Damiana Dąbka, sprawił iż poczułem potrzebę tęsknoty do samego siebie.

Popiołek zdecydował się pokazać widzom wypaczenia naszego gatunku i różne jego słabości. Nasze wady – nie słuchamy się, wszystko obracamy w rywalizację, celowo zadajemy rany i sypiemy na nie sól, zatracamy się w błędnym kole, gubimy i koniec końców tęsknimy. Nie zawsze wiadomo za czym. Postacie Kereta są przede wszystkim istotami tęskniącymi. Reżyser w bardzo oryginalny sposób zachęca widzów do zatrzymania się na chwilę i spojrzenia na siebie. Czterech aktorów po kolei wychodzi na scenę i staje naprzeciw swojego zniekształconego odlewu zrobionego najprawdopodobniej z gipsu. Konfrontacje są drastyczne i bolesne. Każdej z nich przysłuchuje się w milczeniu Ktoś Jeszcze.

Postaci sztuki to 39-letni bohaterowie, którzy rozliczają się z przeszłością, z własnymi marzeniami i wyobrażeniami o szczęśliwym życiu. Oglądają spadające meteoryty, marzą, składają sobie życzenia. Ślepo wierzą, że coś się w końcu zmieni i będzie lepiej. Zresztą, nie pozostaje im nic innego jak wierzyć – w życiu są bezradni i zagubieni.

Aktorzy mieli za zadanie wcielić się w zwykłych ludzi. Zrobili to w sposób niezwykły. Szczególnie imponowały kreacje Tomasza Lorka i Sławomira Miski – piękne, chwytające za serce, ale jednocześnie gorzkie, bolesne i co najważniejsze – tęskniące. Najbardziej jednak intryguje Paweł Wolsztyński w roli Kogoś Jeszcze. Siedzi, słucha, medytuje, wygląda. Milczy. Za naszymi porażkami zawsze stoi Ktoś Jeszcze, nigdy nie my sami, przynajmniej w naszym mniemaniu. Dlatego też staje się on pewnego rodzaju gąbką, która absorbuje negatywne emocje pozostałych bohaterów. W końcu nie lubimy cierpieć w samotności.

Scenografia jest dość surowa, poniekąd kosmiczna, tak jakby nie z tej Ziemi. Po dwóch stronach są dwie tablice do koszykówki, z przodu fragment starego, zniszczonego parkietu, rozsypana sól i ściana, która się rozsuwa. Za nią na krzesłach siedzą rzeźby, a nad nimi widnieje tryptyk przedstawiający gwiazdy. Całość nie tworzy niczego konkretnego, choć stanowi intrygującą kompozycję.

Najbardziej jednak u Popiołka cieszy realizm. Oczywiście, na tyle, na ile pozwala teatr. W końcu rządzi się on swoimi zasadami i wyznacza pewne ramy. „Tęskniąc" dobrze się w te wytyczne wpisuje. Reżyser wytrąca widzów z subiektywnego poczucia komfortu, próbując nauczyć ich pokory. Jednakże zdecydował się na ryzykowne posunięcie, gdyż zostawia publikę bez nadziei. Jest to jego przekleństwo, będące jednocześnie błogosławieństwem. Pesymistyczna wizja kondycji współczesnego człowieka prowokuje do podjęcia poważnych refleksji na temat poczucia szczęścia. Polecam wszystkim.

Jan Gruca
Forum Młodych Krytyków DT
3 lutego 2018

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia