Szukam tematów do rozmowy z widownią

rozmowa z Krzysztofem Babickim

Rozmowa z Krzysztofem Babickim, nowym dyrektorem artystycznym Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni, reżyserem spektaklu "Rock\'n\'roll", którego premiera już dziś na deskach Teatru Miejskiego. O premierę, plany i zmiany pyta Anna Jazgarska

Anna Jazgarska: Od 1 września jest Pan oficjalnie nowym dyrektorem artystycznym Teatru Miejskiego w Gdyni. To właściwie powrót do źródła, bo co prawda Pańscy rodzice pochodzą z Kresów, ale urodził się Pan przecież w Gdańsku, a od 1982 do 2000 roku związany był z Teatrem Wybrzeże. Tutaj wyreżyserował Pan pierwszy swój samodzielny spektakl „Sonatę widm” Augusta Strindberga i pierwsze widowisko plenerowe z okazji pierwszej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych. W tej sytuacji objęcie dyrekcji jednego z najważniejszych trójmiejskich teatrów jest zapewne czymś szczególnie motywującym i inspirującym. Sądzę, że jest również dodatkowym wyzwaniem. Z jakimi nadziejami przystępuje Pan do pracy w gdyńskim teatrze?

Krzysztof Babicki: Zacznę od tego, że rzeczywiście moje korzenie są gdańsko-gdyńskie. Mieszkałem w Gdyni, znam obydwa teatry bardzo dobrze. Swoją pracę rozpocząłem we wrześniu w sytuacji rzadko spotykanej w teatrach polskich, ponieważ osiemnastoprocentowa frekwencja w teatrze repertuarowym, w takim mieście jak Gdynia - to już nawet nie brzmi jak żart. Nie wierzę w opowieści, że Gdynia nie potrzebuje teatru dramatycznego, że wystarczy jej tylko Teatr Muzyczny. Ogromnie cenię Teatr Muzyczny i uważam, ze Teatr Miejski może absolutnie istnieć obok niego i być sceną repertuarową, miejską, tworzyć eklektyczny repertuar, który będzie miał bardzo wiele adresów. Myślę, że początkiem końca teatru repertuarowego jest to, kiedy zaczyna on udawać alternatywę. W ostatnich latach trochę się to w Polsce przemieszało. Oczywiście, można robić teatr, który gra tylko i wyłącznie sztuki, które są pisane jako eksperyment literacki, można oczywiście przygotowywać tylko spektakle z myślą o festiwalach teatralnych, których w Polsce mamy dostatek, właściwie w tej chwili każde miasto, miasteczko ma swój festiwal. Ja zawsze wierzyłem w teatr, który ma swój własny festiwal od wtorku do niedzieli, który gra u siebie i ma pełna widownię. Marzę o tym, abym - gdy spotkamy się następnym razem - mógł powiedzieć, że po trzech miesiącach frekwencja wynosi sześćdziesiąt procent, potem siedemdziesiąt, a takim punktem dojścia, moim marzeniem jest to, aby teatr miał widownię dziewięćdziesięcioprocentową, co udało mi się zrealizować w Lublinie.

Nie jest tajemnicą fakt, iż od pewnego czasu Teatr boryka się z rozmaitymi problemami: od wewnętrznych konfliktów począwszy, na fatalnej frekwencji skończywszy. Jaka jest Pana recepta na wydostanie gdyńskiego teatru z – nie ma chyba w tym słowie przesady – zapaści?

Ja nie oceniam tego, co było, ponieważ jest to zawsze nieprzyzwoite. Znam ten teatr bardzo dobrze. Oczywiście najłatwiej jest czerpać z własnych doświadczeń. Ja uczyłem się teatru od dwóch wybitnych dyrektorów, przez dziesięć lat byłem reżyserem w Starym Teatrze, za dyrekcji Stanisława Radwana, którego bardzo cenię. Przyglądałem się jego pracy w tamtych trudnych czasach. Drugim dyrektorem był Stanisław Michalski z Teatru Wybrzeże. Był on dyrektorem, który przeprowadził teatr przez ponure lata osiemdziesiąte i w tym czasie ów teatr gościł na festiwalach w Mannheim, w Paryżu, w Seulu, w Bremie. Okazało się, że można było trochę o widza powalczyć. Jasne, że bardzo chciałbym i będę tego bardzo pilnował, żeby nie obniżać poziomu repertuaru do poziomu fars czy też gościnnych spektakli z „twarzami” z telewizji, bo to żadna sztuka wtedy ściągnąć widzów, wtedy bilety się sprzedają. Bardzo bym chciał, aby był to teatr różnych pokoleń reżyserów, aby nie ulegać tutaj hasłom „bezpieczni, sprawdzeni”, ale aby w Teatrze Miejskim tworzyli reżyserzy poszukujący, tacy na przykład jak Leszek Mądzik. Bardzo bym chciał, aby ten teatr był miejscem przyjaznym dla młodych reżyserów. W tej chwili przyglądam się R@portowi, jest to festiwal, który ogromnie cenię. Uważam, że w takim mieście, jak Gdynia nie możemy grać tego wszystkiego, co się na R@aporcie pokazuje, lecz sądzę, że nie do przyjęcia jest sytuacja, która ma miejsce od kilku lat, mianowicie: finaliści nagrody dramaturgicznej nie są w Teatrze Miejskim grani. Chciałbym stworzyć pewna zasadę: wybrać jedną z czterech finałowych sztuk i powierzyć ją młodemu reżyserowi. Myślę, iż nada to jakiś sens temu właśnie festiwalowi w tym właśnie teatrze. Myślę, że teatr to przede wszystkim dobra literatura, aktorzy, reżyserzy i widownia.

Wiemy już, że poważnym zmianom uległ skład zespołu aktorskiego. Czym podyktowana była ta „rewolucja” i jak w nowym sezonie będzie się prezentował zespół aktorski Teatru Miejskiego? 


Dokonałem pewnych zmian, kilka osób zwolniłem, z różnych powodów, ale w to miejsce przyjąłem siódemkę aktorów, w moim odczuciu bardzo ciekawych, wybitnych aktorów. Między innymi Dariusza Szymaniaka, z którym pracowałem zresztą w Teatrze Wybrzeże. Bardzo się cieszę z jego obecności tutaj, w Teatrze Miejskim. Oczywiście moich aktorów z teatru w Lublinie, którzy tam się bardzo sprawdzili; mówię tutaj o Szymonie Sędrowskim, gwieździe tamtego teatru, bardzo młodym, trzydziestoletnim chłopaku, który teraz wspólnie z Szymaniakiem „pociągnie” pierwszą premierę w tym sezonie, „Rock’n’Roll” Toma Stopparda. Ponadto do zespołu dołączyli: Monika Babicka, Marta Kadłub, Maciej Wizner, Andrzej Redosz, młoda aktorka – moim zdaniem brylant najmłodszego pokolenia – Agata Moszumańska, tegoroczna laureatka Nagrody Kulturalnej Województwa Lubelskiego. Siedem bardzo różnych osób, w bardzo różnym wieku.

Pierwsza premiera zapowiedziana jest na 5 listopada i jest nią głośny „Rock\'n\'Roll” Toma Stopparda w Pana reżyserii. To jest druga Pańska realizacja tej sztuki i chyba jest Pan jedynym polskim reżyserem, który wprowadził ją na teatralne deski Dlaczego wybrał Pan właśnie dzieło Stopparda na inaugurację swojej dyrekcji?

Tom Stoppard – nie jest on lekki, łatwy i przyjemny. Zrobiłem już raz ten spektakl, jednak chciałbym uniknąć kalki i nudy. Muzyka pozostanie niezmienna – będzie Lennon, Jagger, Pink Floyd. Już w kwietniu poczyniłem starania, była nimi rozmowa z agentem Stopparda, aby w spektakl były wpisane wydarzenia polskie, gdańskie.

„Rock’n’Roll” to znakomita sztuka, sztuka, która opisuje trzydzieści lat historii Europy. Jest to znakomita sztuka także z tego względu, iż daje ogromne możliwość aktorom. Jest to dramaturgia konwersacyjna, gdzie dużo się ze sobą rozmawia i to stanowi dla aktora swoistą trudność, nie daje mu bowiem pola do rozbiegu. Gra on trzyminutową scenę, później wchodzi za dziesięć minut i jest już pięć lat starszy. Myślę, że ta sztuka daje zespołowi ogromną możliwość rozwoju. Pamiętam moje dwie pierwsze realizacje Stopparda w Teatrze Wybrzeże: „Arkadię” i „Wynalazek miłości”. Grało tam wtedy wielu młodych aktorów, między innymi Dariusz Szymaniak. Aktorzy bardzo się przy realizacji tamtego spektaklu rozwijali. Wierzę, ze Anglicy, Stoppard, Pinter piszą świetne sztuki, które są bardzo trudne dla aktorów i dyrekcji i które mogą dać aktorom ogromną satysfakcję. Poza tym dochodzi tu też kwestia sentymentalna. Z Teatru Wybrzeże odchodziłem „Arkadią” Toma Stopparda. Kiedyś kończyłem Stoppardem, teraz nim zaczynam.

Proszę zatem opowiedzieć o „kluczu”, którego użył Pan przy tworzeniu repertuaru nowego sezonu teatralnego i nowego sezonu Krzysztofa Babickiego? Co jeszcze będziemy mogli zobaczyć w Teatrze Miejskim?

Następna premierą będzie komedia, jednak taka komedia, w której będzie – jak mówią Rosjanie – śmieszno i straszno. Będzie to jedna z najlepszych sztuk, jakie pojawiły się w ostatnich latach – „Bóg mordu” Yasminy Rezy, w reżyserii Tomasza Mana. Jak wiemy, to z tej sztuki wyszedł scenariusz „Rzezi” Romana Polańskiego. Kolejną premierą będzie „Antygona” w reżyserii Leszka Mądzika. Jest to dla mnie bardzo ważne, że Leszek Mądzik pojawi się w Trójmieście. Będzie to autorski spektakl, z muzyką Marka Kuczyńskiego, trójmiejskiego kompozytora, kostiumami Zofii de Ines, choreografię i ruch sceniczny przygotuje Zbigniew Szymczyk. W spektaklu zagra cały nasz zespół, celowo to podkreślam, chciałbym bowiem, aby w spektaklach Teatru Miejskiego często grał cały zespół, aby nie było tak, iż na scenie grają trzy osoby.

Są to sztuki ważne, ciekawe dla aktorów, ale są to też sztuki, które ja osobiście po prostu bardzo lubię.

Później zagramy w bardzo specyficznej, klaustrofobicznej przestrzeni adaptację „Idąc rakiem” Güntera Grassa, z muzyką Marka Kuczyńskiego, w mojej reżyserii, autorem adaptacji jest Paweł Huelle. Będzie to polska prapremiera, odbędzie się ona w połowie maja. Później „Tango Piazzola” Anny Burzyńskiej. Przygotowała ona wersję dla Sceny Letniej, spektakl będzie w reżyserii Józefa Opalskiego. Prapremiera tego spektaklu odbędzie się w lipcu, jednakże potem będzie on pokazywany na deskach Teatru Miejskiego. Jako pewną zasadę chciałbym przyjąć to, aby spektakle ze Sceny Letniej były pokazywane od czasu do czasu na deskach Dużej Sceny. Jako mieszkaniec Gdyni pamiętam, że często trudno było mi zobaczyć spektakl pokazywany na Scenie Letniej, później natomiast już się o nim nie słyszało, nie można go było zobaczyć.

Czym zaś otworzymy kolejny sezon? Na pewno jedną ze sztuk będzie sztuka finalisty R@portu plus młody reżyser. Myślę też o przygotowaniu spektaklu, widowiska dla dzieci.

Na jakiego widza w szczególności chciałby Pan liczyć? 

Mając osiemnastoprocentową frekwencję liczę na widza w każdym przedziale wieku. W przypadku spektaklu „Rock’n’Roll’” liczę na widza, który pamięta tamte czasy, tamtą muzykę. Z drugiej jednak strony, kiedy obserwuję rzeczywistość, widzę, że to, co miało miejsce w latach sześćdziesiątych - marsze, protesty - wraca. Oglądałem niedawno zapis koncertu The Rolling Stones. Na widowni byli młodzi ludzie wymieszani z ludźmi w moim wieku. I ja na taką właśnie widownię liczę.

Jakie wydarzenia, inicjatywy – prócz samych spektakli – czekają na widzów w Teatrze Miejskim w nowym sezonie?

Mamy ogromny program edukacyjny, przez cały rok odbywają się u nas warsztaty teatralne. Chciałbym, aby miało to intensywny charakter, jest to bowiem wyraz myślenia o przyszłych widzach teatru. Stworzyliśmy Salon Poezji, projekt, który przeszedł wszelkie oczekiwania. Otworzyli go Anna Dymna i Szymon Sędrowski, prezentowali oni wiersze ks.Twardowskiego. Za kilka dni aktorzy Beata Buczek-Żarnecka, Dariusz Żarnecki i Rafał Kowal zaprezentują poezję Tadeusza Różewicza. W najbliższych planach mamy wieczór Miłosza, wieczór Jacka Kaczmarskiego. Kierownik literacki Paweł Huelle pracuje nad wieczorem z poezją Wisławy Szymborskiej.

Zmiany objęły też Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port. Jego nowym dyrektorem programowym został Bogdan Ciosek. Proszę opowiedzieć, jak w tym roku będzie się prezentował Festiwal i jaki wpływ będzie miała owa zmiana na kształt Festiwalu?

R@port jest bardzo długim festiwalem, mało który festiwal trwa od soboty do soboty. Uważam, że trwa za długo, nie chciałem jednak już tego zmieniać. Jury R@portu ogłosimy w dniu rozpoczęcia festiwalu, będą to krytycy teatralni, zaś pośród nich zasiadał będzie wybitny dramaturg. Na festiwalu będzie można zobaczyć spektakle Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, Jana Klaty, Mikołaja Grabowskiego. Będzie świetny spektakl z Olsztyna, według sztuki Mateusza Pakuły, finalisty R@portu z lat wcześniejszych. Jest poza tym pomysł Bogdana Cioska, który z początku wydał się bardzo ryzykowny – zaproszenie teatrów polonijnych z Wilna, Lwowa i Cieszyna. Pomysł ten okazał się być strzałem w dziesiątkę, bo już prawie nie ma biletów. Myślę, że na spektakle tych teatrów przyjdzie zupełnie inna widownia, niż na spektakle Klaty czy Strzępki i Demirskiego. Niezwykle mnie to cieszy. Ponadto ogromny program dyskusyjny i muzyczny, naprawdę będzie działo się bardzo dużo, czas pomiędzy spektaklami będzie szczelnie zapełniony. Będą oczywiście rozmowy z twórcami, które przeprowadzi Bogdan Ciosek wraz z zaproszonym krytykiem. Uważam, iż na miarę możliwości naszego teatru i miasta – R@port odbędzie się pomimo tego, iż nie otrzymaliśmy 300 tysięcy złotych z Ministerstwa, to miasto Gdynia dźwiga finansowo ten ogromny i bogaty festiwal – R@port będzie prezentował się naprawdę wyjątkowo. Wiadomo, iż łatwiej mówi się o repertuarze niż o ekonomii, jednak to ekonomia dźwiga repertuar. Festiwal otworzy orkiestra kaszubska, będą słuchowiska radiowe w Planetarium Akademii Morskiej, pokazy spektakli Teatru Telewizji. Myślę, iż nie sposób, aby jedna osoba była w stanie zobaczyć wszystko, co oferuje tegoroczny R@port.

Jak wiadomo problemem w przypadku R@portu jest ograniczona przestrzeń. W chwilach zwątpienia spoglądam na projekt nowego budynku teatru i to bez wątpienia dodaje mi otuchy. Wiem, że kiedy on powstanie, R@port będzie miał naprawdę znakomite przestrzenie.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Panu realizacji wszystkich zamierzeń. Dziennik Teatralny będzie z uwagą i życzliwością śledził proces odbudowy zespołu, repertuaru i znaczenia nie tylko w regionie, ale również na krajowej mapie teatralnej.

Krzysztof Babicki - reżyser teatralny, urodzony 19 lipca 1956 roku w Gdańsku. Ukończył Wydział Filologii Polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, a później, w 1982 roku, Wydział Reżyserii krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Był uczniem m.in. Krystyny Skuszanki, Jerzego Krasowskiego, Bohdana Korzeniewskiego, Zygmunta Hübnera i Tadeusza Kantora, księdza profesora Józefa Tischnera. Z teatrem związał się jeszcze w czasie studiów w Gdańsku. Był współzałożycielem i szefem Studenckiego Teatru Jedynka.

W 1982 roku pokazał dwa znakomite przedstawienia - "Sonatę widm" Augusta Strindberga zrealizowaną na deskach gdańskiego Teatru Wybrzeże i swój reżyserski dyplom - "Hioba" na podstawie "Księgi Hioba" w przekładzie Czesława Miłosza przygotowany w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Wkrótce Babicki został zaliczony, obok m.in. Krzysztofa Zaleskiego, Janusza Nyczaka, Janusza Wiśniewskiego, Tadeusza Bradeckiego i Rudolfa Zioło, do grona młodych zdolnych, jak krytyka ochrzciła wówczas grupę reżyserów wkraczających do teatru.

Od 1982 roku Babicki przez wiele lat związany był z Teatrem Wybrzeże. Przez trzy sezony, od 1991 roku, pełnił także funkcję kierownika artystycznego gdańskiej sceny. Przygotował tam wiele cenionych przedstawień, m.in. "Już prawie nic" Jerzego Andrzejewskiego (1983), "Pułapkę" Tadeusza Różewicza (1984), "Wiśniowy sad" Antoniego Czechowa z wybitną rolą Haliny Winiarskiej, która wcieliła się w postać Raniewskiej (1985), "Caligulę" Alberta Camusa (1988).

Współpracował też ze Starym Teatrem w Krakowie, w którym zrealizował m.in. dramat Pera Olova Enquista "Z życia glist" z doskonałymi rolami Jana Nowickiego i Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej (1983) i "Affabulazione" Piera Paola Pasoliniego (1985), „Do Damaszku” Augusta Strindberga (1990).

W latach 90. Babicki powrócił do dramaturgii skandynawskiej, w Teatrze Wybrzeże zrealizował m.in. "Pannę Julię" (1990) Augusta Strindberga (1991), "Kobietę z morza" Henryka Ibsena (1992) oraz "Godzinę Kota" Enquista (1993). Na gdańskiej scenie przygotował też Szekspira, m.in. "Troilusa i Kresydę" (1990) i "Wszystko dobre, co się dobrze kończy" (1998). Pokazał sceniczną adaptację "Biesów" Fiodora Dostojewskiego (1992), "Arkadię" Toma Stopparda (1994) oraz "Biedermanna i podpalaczy" Maxa Frischa (1999). Zrealizował spektakle na podstawie tekstów Güntera Grassa - "Było sobie kiedyś miasto" (1994) oraz "Wróżby kumaka" pokazywane w Nadbałtyckim Centrum Kultury (2000), a także "Tragedię o bogaczu i łazarzu" Anonima gdańskiego prezentowaną w kościele św. Jana (2001). Reżyserował także w wrocławskim Teatrze Polskim, poznańskim Nowym, na lubelskiej scenie im. Juliusza Osterwy i w Teatrze Śląskim w Katowicach. Od 2000 roku do czerwca 2011 był dyrektorem artystycznym lubelskiego Teatru im. Osterwy. Od września 2011 jest dyrektorem artystycznym Teatru Miejskiego im. W. Gomrowicza w Gdyni.

Rozmawiała Anna Jazgarska
Dziennik Teatralny Trójmiasto
5 listopada 2011

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...