Szukam wyzwań

Rozmowa z Joanną Osydą

Film się o nią nie upominał. Mówi, że nie wie, dlaczego. Ale dostała propozycję występu w serialu "M jak miłość". I występowała w tej produkcji przez dwa lata. - Przez jeden sezon grałam też w serialu "Czas honoru". I właśnie wtedy związałam się z Teatrem Soho na stołecznej Pradze. Największe i piękne doświadczenie na tej scenie to występ obok Agaty Buzek, Magdy Czerwińskiej i Eryka Lubosa w "Idiocie" według Fiodora Dostojewskiego, w reżyserii Igora Gorzkowskiego. Niestety, teatry offowe nie grają tak często jak powinny, bo nie ma na to pieniędzy. Ale w wymiarze zawodowym dają ogromną satysfakcję.

Młoda, ładna, zdolna, ambitna. I skromna. Debiutowała już na studiach tytułową rolą w produkcji TVN "Majka". Łączyła grę w serialu z nauką. Publiczność bardzo ją polubiła. Potem wystąpiła w kilku serialach, ale raczej w rolach drugoplanowych. Najdłużej obecna była na planie "M jak miłość".

Jest w ciągłym biegu. Ale, jak podkreśla, jest to bieg przyjemny i kontrolowany. - No i bieg z wyboru. Na stałe współpracuję z trzema teatrami - m.in. z Teatrem Soho, offową placówką na stołecznej Pradze. Jest to kameralna scena należąca obecnie do Teatru Ochoty. Drugi teatr to także scena offowa, ale w Łodzi, czyli Szwalnia. I Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu, gdzie ostatnio bardzo dużo się dzieje.

W Warszawie nagrywa też audiobooki. - To moja najnowsza zawodowa pasja. To wciągające i uczące. Choć z pewnością niełatwe. Szukam nowych rzeczy, nowych bodźców.

Tłumaczy, że trudno o niej powiedzieć, że gdzieś mieszka czy pracuje na stałe. - Żyję tam, gdzie mam pracę. Choć od roku "bardziej na stałe" w Łodzi. Zresztą od czasów studiów oswoiłam i polubiłam się z tym miastem. Stało się to dzięki ludziom, których w Łodzi poznałam i dzięki którym się odnalazłam. Zresztą zaraz po studiach związałam się ze sceną w tym mieście - z Teatrem Szwalnia, stworzonym i prowadzonym przez Marcina Brzozowskiego. To mój profesor z uczelni. Teatr Szwalnia to duża przestrzeń, miejsce poszukiwań, współpracy i spotkań twórców teatru, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Miejsce nabrało już mocy, ma swoją widownię i wciąż się rozwija.

W Szwalni występuje w różnym repertuarze. - Obecnie gram w "Łysej śpiewaczce" w reżyserii Ewy Mirowskiej. Tekst autorstwa Eugene'a Ionesco to błyskotliwa opowieść o hipokryzji oraz powierzchowności relacji międzyludzkich.

Jej zdaniem, jeśli nie będzie problemów - takich przyziemnych, lokalowych, finansowych - to przed tą placówką jest duża przyszłość.

Urodziła się w Zduńskiej Woli, ale mieszkała i dorastała w Konopnicy nieopodal Wielunia. Tam skończyła szkołę podstawową, a do ogólniaka uczęszczała w Wieluniu. Trafiła do klasy aktywności twórczej. Miała zajęcia ze śpiewu, z teatru. I tam, jak to określa, poznała znakomitych ludzi, którzy ją zainspirowali.

Dodaje, że skłonności twórcze, jak to określa, miała już wcześniej. Decyzję o tym, że chce studiować aktorstwo w łódzkiej PWSFTviT, podjęła w szkole średniej. Choć, jak zastrzega, podjąć decyzję, a zostać aktorką, to dwie różne rzeczy. - Kiedy już się zdecydowałam, byłam bardzo zdeterminowana. Jeśli mieć odważne marzenia, to kiedy indziej, jak nie w takim momencie - mówiła. Ja je miałam i je spełniłam.

Nie przypuszczała, że szkoła aktorska może dać jej tak wiele. - Miałam to szczęście, że wokół mnie byli mistrzowie. Prof. Ewa Mirowska i prof. Wojciech Malajkat, prof. Bronisław Wrocławski i Marcin Brzozowski. Co ciekawe, potem nasze zawodowe drogi się połączyły i do dziś wspólnie po nich podążamy.

Lata studiów wspomina jako lata przygody. - To był bardzo piękny, ekscytujący, ale wymagający okres. Już na studiach dostała angaż do serialu telewizyjnego.

- Casting był zorganizowany w każdej teatralnej szkole. Nie myślałam wtedy o szukaniu pracy, ale casting wygrałam.

Wspomina, że ludzie z ekipy filmowej tworzyli bardzo przyjazny zespół. Ona była zdeterminowana i intensywnie pracowała. Dostała główną rolę. Nawet nie wiedziała, że w rywalizacji pokonała Weronikę Rosati. Jak mówi, zastanawiała się, jak pogodzić naukę z pracą, bowiem zdjęcia do filmu kręcono w Krakowie. - Otrzymałam zgodę na indywidualny tok nauczania. Pięć, sześć dni spędzałam w Krakowie. A w wolnych chwilach jechałam na zajęcia do Łodzi.

Praca na planie filmowym trwała 17 miesięcy. Nie ukrywa, że popularność była wyzwaniem. Czasem odczuwała dyskomfort, który pojawiał się wówczas, kiedy media wkraczały z butami w jej życie prywatne. - Na to nigdy się nie godziłam i nigdy tego nie zrozumiem. Każdy ma prawo do prywatności, do własnego życia.

Przyznaje, że jakoś sobie z tym poradziła, ale nie było to łatwe. - Na pewno było to możliwe dzięki pomocy bliskich. Nigdy nie schlebiało mi to, jak ktoś za mną chodził albo wsiadał do pociągu, aby zrobić mi zdjęcie.

Opowiada, że rola Majki wiele ją nauczyła, dała ogromne doświadczenie, ale i dystans do show-biznesu. - Me interesowało mnie pojawianie się wszędzie. Chciałam rozwijać się w teatrze, uczyć się. Nie traktowałam tej roli jako jedyne moje pięć minut, które muszę szybko wykorzystać.

Ukończyła studia już jako popularna aktorka. Podkreśla, że nigdy nie czuła zawiści. - Chciałam występować w teatrze, cieszyć się tym, zatem popularność telewizyjna ani mi nie pomagała, ani nie przeszkadzała.

Wygrała casting do spektaklu "Marzenie Nataszy" w Teatrze Powszechnym w Warszawie. I związała się z tą sceną na trzy lata. Za jedną z dwóch głównych ról w tym przedstawieniu otrzymała nagrodę dla najlepszego duetu aktorskiego, wspólnie z Anną Próchniak, na Międzynarodowym Festiwalu Współczesnej Dramaturgii Kolada-Plays w Jekaterynburgu. - To był mocny, bardzo udany teatralny debiut, który na pewno mnie ukształtował. Z pewnością szczęście mi sprzyjało.

W wolnych chwilach grywała też w łódzkiej Szwalni, z którą związała się już pod koniec studiów. Na tej scenie także ją doceniono. Jeszcze na studiach wystąpiła w spektaklu "Efekt Dopplera". Sztuka została wyróżniona nagrodą publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym VGiK w Moskwie.

Film się o nią nie upominał. Mówi, że nie wie, dlaczego. Ale dostała propozycję występu w serialu "M jak miłość". I występowała w tej produkcji przez dwa lata. - Przez jeden sezon grałam też w serialu "Czas honoru". I właśnie wtedy związałam się z Teatrem Soho na stołecznej Pradze. Największe i piękne doświadczenie na tej scenie to występ obok Agaty Buzek, Magdy Czerwińskiej i Eryka Lubosa w "Idiocie" według Fiodora Dostojewskiego, w reżyserii Igora Gorzkowskiego. Niestety, teatry offowe nie grają tak często jak powinny, bo nie ma na to pieniędzy. Ale w wymiarze zawodowym dają ogromną satysfakcję.

Zwraca uwagę, że inaczej pracuje się na scenie offowej, a inaczej w tzw. teatrze instytucjonalnym. - Te sceny różnią się wszystkim. I tu, i tu są plusy i minusy. Jak w życiu. A ja cieszę się, że mogę występować i w jednym, i w drugim i doskonale czuję się w obu. Jestem wariatką na punkcie pracy.

Od niedawna zajmuje się także zupełnie czymś innym, bo małym biznesem. Wspólnie z koleżanką z branży aktorskiej - Agnieszką Sienkiewicz. Poznały się na planie "M jak miłość" i wtedy doszły do przekonania, że warto otworzyć coś własnego. - Trochę to trwało. Ale udało się. W październiku uruchomiłyśmy w centrum Łodzi sklep z ubrankami dla dzieci - "Esy Floresy".

Jakby tego było mało, rozpoczęła studia doktoranckie. Śmieje się, że na razie nie myśli o pracy dydaktycznej ze studentami. - Robię to dla siebie. Poszerzam wiedzę. Dla aktora tej wiedzy nigdy dość. Poza tym poznałam wielu nowych, kreatywnych ludzi. To była dobra decyzja.

Co przed nią, jakie plany? Czeka na ciekawe role. Opowiada, że w tym roku pojawi się w filmie. - Rozpoczęłam zdjęcia do pełnometrażowego debiutu Piotra Gołębiowskiego pt. "Adwokat". Zagram jedną z głównych ról. To fajna przygoda i być może początek mojej filmowej drogi. Bardzo chciałabym, żeby tak było. Jednak teatr, oczywiście, będzie zawsze.

Tomasz Gawiński
Tygodnik Angora
26 stycznia 2018

Książka tygodnia

Cyrk w świecie widowisk
Warsztaty Kultury w Lublinie
redakcja Grzegorz Kondrasiuk

Trailer tygodnia