Ta Kalina

"Kalina" - reż. M. Głuchowska - Teatr Polonia w Warszawie

Nie sposób uwolnić się od myśli, że Figura opowiada nie tylko o Kalinie, ale i o sobie.

Przed nami One dwie: Kalina Jędrusik i Katarzyna Figura, choć tak naprawdę na scenie jest tylko Figura, przywołująca legendę Jędrusik. Trudno jednak uwolnić się od tej podwójności widzenia - losy Kaliny Jędrusik i Katarzyny Figury w przedziwny sposób rymują się i odbijają od siebie. Obie kochane i przeklęte, obie uznane za symbol seksu, uwielbiane i potępiane. I choć w monodramie "Kalina" wszystkie fakty i... zmyślenia odnoszą się do Kaliny Jędrusik, czasów przede wszystkim Gomułkowskiego Peerelu o specyficznych cechach, nie sposób uwolnić się od myśli, że Figura opowiada nie tylko o Kalinie, ale i o sobie. Może właśnie w tej zbieżności losów i osobowości tkwi tajemnica sukcesu monodramu. Scena (i kamera) kocha Katarzynę Figurę, tak jak kochała Kalinę. Toteż od pierwszej chwili aktorka trzyma na uwięzi uwagę widzów - nawet kiedy jest tylko chińskim cieniem prezentującym na rozpiętym ekranie rozmaite modele pierwszych telewizorów.

Tym bardziej gdy śpiewa piosenki Jędrusik, a wśród nich niezapomnianą "Patrzę na ciebie" Wasowskiego i Przybory. Zmienna linia emocjonalna scenariusza, z przeplatającymi się momentami komicznymi, lirycznymi i dramatycznymi, daje aktorce pole do ukazania bogatej osobowości bohaterki. Często niezrozumianej, łatwo dyskwalifikowanej, a przecież wyjątkowej. Rzecz jednak nie w popisie warsztatowym, ale w zbliżeniu się do zagadkowej legendy artystki. Przyciągającej do siebie, choć zdystansowanej, zmysłowej i melancholijnej, której życie i kariera nie szczędziły rozczarowań. Uznawana za gorszycielkę, rugowana z estrady, filmu i telewizji musiała walczyć o zawodowe przetrwanie. To była cena wyrazistości i odmienności, poniekąd zaprojektowanej przez jej męża, Stanisława Dygata. Jego głos (Piotr Fronczewski) dialoguje z Kaliną, podobnie jak drugi głos, przypisywany Władysławowi Gomułce i tajemniczemu egzaminatorowi w szkole teatralnej (Krzysztof Dracz). I choć zakłóca to gatunkową jedność monodramu, dodaje smaku spektaklowi, za który w całości odpowiedzialna jest zwycięska na scenie Katarzyna Figura.

Tomasz Miłkowski
Przekrój
11 lipca 2013

Książka tygodnia

Straszny Dwór, czyli sarmackie korzenie Niepodległej
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jacek Kowalski

Trailer tygodnia