Tak toczy się gra

Krzysztof Orzechowski - SAM ZE SOBĄ …

Nie wiem jak to poukładać: teatr – aktor – widz – koronawirus ... Bronimy się, udajemy, że wszystko jest w porządku. W szkołach teatralnych wprowadzamy hybrydowe nauczanie, którego częścią jest tryb online w relacjach profesora ze studentami. Wiedza o rzemiośle aktorskim przekazywana online? To nie tak. Wszystko nam się wymyka.

Roczna przerwa w kształceniu przyszłych aktorów prawdopodobnie byłaby możliwa. Rynek to wytrzyma, jest dostatecznie nasycony zarówno absolwentami szkół, jak i zdolnymi amatorami, którzy z powodzeniem grają role w serialach i filmach. Ale teatry? Niedawno byliśmy z Anią na premierze w Teatrze STU (Sławomir Mrożek: „Ci, co mnie niosą"). Siedzieliśmy na trybunie B. Naprzeciwko, jak w lustrzanym odbiciu, trybuna C, pomiędzy nimi miejsce gry. Zgodnie z przepisami przerzedzeni pandemicznie widzowie, wszyscy zakwefieni maseczkami. Nie widać uśmiechu, grymasu niezadowolenia lub aprobaty. Znieruchomiałe postacie, które dają znak życia tylko wtedy, kiedy podnoszą ręce do oklasków. Czasami przytłumione materią, dobywające się z głębi brzucha śmiechy. A pośrodku bezradni aktorzy udają, że widzą i słyszą jak publiczność reaguje, bo przecież jest to im potrzebne jak tlen, to uskrzydla, pozwala „pójść po swoje". Upiorne wrażenie dla kogoś, kto pamięta teatr prawdziwie żywy! Ten klasyczny, gdzie aktor nadaje komunikat, który widz odbiera, akceptuje lub nie, a następnie sygnałem zwrotnym (mimiką lub gestem) powiadamia aktora, że dotarło. Najprostszy kontakt nadawcy z odbiorcą jest niezwykle potrzebny. Tak toczy się gra!

Ale przecież mamy jeszcze nowoczesny teatr, gdzie relacja aktora z widzem jest daleko bardziej skomplikowana i wymagająca. Od wielu dekad badacze zajmujący się performatyką, ściślej zwrotem performatywnym odniesionym do sztuki scenicznej, zwracają uwagę na fakt nieustannych poszukiwań, by przekroczyć ramy klasycznego przedstawienia. Patrzą na to zjawisko z wielu stron, poruszają wiele aspektów: znaczenie, spójność, fabułę, postać, tekst. Jednym z podstawowych przedmiotów ich zainteresowania jest relacja widz – aktor (performer), która wymaga dzisiaj stałej interreakcji, a nie tylko nadawania i odbierania komunikatu. Jak to zmieścić w relacjach objętych rygorami pandemicznymi?

Bez zdjęcia maseczki jest to niemożliwe. Zresztą nie potrzeba uciekać do performatyki. W tym klasycznym teatrze też często reżyser, a czasami autor nakazują aktorowi zwracać się do widzów bezpośrednio. A jeśli przyjrzymy się różnym obliczom teatru postmodernistycznego, głównie postdramatycznemu, możemy skonstatować to samo: teatr zarówno ten dawny, jak i ten dzisiejszy walkę z koronawirusem przegrywa, bo wymaga od uczestników przedstawienia relacji nieomal twarzą w twarz. Jedyną nadzieją napawa fakt, że ludzie do teatru chcą chodzić, więc może po zakończeniu pandemii do nas wrócą.

Istnieją też gry na pograniczu sztuki, wzorowane najczęściej na teatrze improwizowanym, choćby LARP (live action role-playing). One też wymagają kontaktu graczy, choć w wielu wypadkach ten kontakt może być tylko wirtualny (przez telefon lub za pośrednictwem Internetu).

LARP to poważna sprawa, zajmuje się tą grą wielu naukowców i niektóre wydziały uniwersyteckie. W gruncie rzeczy to też jest próba rozmontowania klasycznych struktur teatralnych. Gracz (uczestnik) wcielający się w jakąś postać (rolę) lub postacie (role) nie tylko staje się aktorem, ale też twórcą wydarzenia (historii), albo odbiorcą (obserwatorem). Czy takie formy poradzą sobie z koronawirusem? Myślę, że tak. Przecież układający fabułę mistrz gry może tak ją obmyśleć, aby postacie poruszały się w maskach. To nie żart! Fikcja lub rzeczywistość, w której osadzona jest gra dopuszcza takie możliwości. Dodatkowo, miejsce akcji może być w pomieszczeniu zamkniętym, albo w przestrzeni otwartej.

LARP ma szansę z koronawirusem wygrać. Gorzej jest wszędzie tam, gdzie jednak muszą być zachowane bezpośrednie relacje aktora z aktorem, czy aktora z widzem.

Teatr nie jest filmem i nie polega na oglądaniu gry aktorów na ekranie za pośrednictwem projektora lub na monitorze telewizora czy komputera. Tymczasem do tego zaczyna się sprowadzać. Nie mamy wyboru, aktorzy chcą grać za wszelką cenę, a cena ma tu niebagatelne znaczenie, bo nie mają z czego żyć. Wszystko jest fatalnie zorganizowane, pomoc i transfery gotówki również. Absurd goni absurd: w Polsce wielu teatrom opłaca się nie grać, więc jak nie grają (z powodu pandemii) to zarabiają, ale tych pieniędzy nie mogą przekazać aktorom, bo oni... nie grają. Tak naprawdę u nas nigdy nie było pomysłu jak walczyć z koronawirusem. No, może na samym początku, kiedy drastyczny lockdown spowodował spowolnienie postępu pandemii. Teraz hulaj dusza bez kontusza! Nieodpowiedzialne wygłupy w Sejmie, nieprzemyślane wypowiedzi polityków, wątpliwej jakości manifestacja prezesa w ogrodach Pałacu Prezydenckiego, bezrozumne wystąpienia koronasceptyków. A zdezorientowani młodzi ludzie, przecież z natury buntowniczy i przekorni, patrzą na te wzorce, na brak zdecydowanych działań rządzących i mają to wszystko w nosie, nas też, tych starszych, tych co się boją. Kompletny zanik odpowiedzialności i solidarności społecznej! Nie tylko covidowa choroba narodu, ale początki jego dezintegracji. To była dygresja. Potrzebna, bo te sprawy dotyczą naszego środowiska, dotyczą teatru, w którym jak zawsze odbija się rzeczywistość.

Musimy zachować mądrość. Domagać się zdecydowanych działań rządu. Cierpliwie czekać.

Tylko jak wykazać cierpliwość, gdy nie widać światełka w tunelu, a każdy dzień przynosi drastyczne zwiększenie liczby zakażonych. Mówi się, że mamy ich podobną ilość co Niemcy. Tymczasem moja kuzynka, lekarka pracująca i mieszkająca tam na stałe, mówi mi przez telefon: „Tak, tylko wy testujecie dużo mniej ludzi niż my." Dzisiaj (8 bm.) była konferencja prasowa premiera i ministra zdrowia. Dużo słów, optymistycznie brzmiącej statystyki łóżkowo-respiratorowej, mało strategii, wiele ruchów pozorowanych, choćby tych z kolejną reorganizacją szpitali. Były już „jednoimienne", były „trzech poziomów", teraz będą „koordynacyjne", jak ci dyrektorzy się w tym połapią? A zasady strefy żółtej przeniesione na całą Polskę? Zastanawiam się co bardziej grozi rozprzestrzenianiem się wirusa: czy teatralni widzowie siedzący w maseczkach co drugi rząd i co drugie krzesło (25% sali), czy też 75 podpitych i obściskujących się weselnych gości bez maseczek? A weselników obdarowano dodatkowo tygodniowym vacatio legis, żeby sobie nie krzywdowali. Biedny ten nasz teatr!

Jak najczęściej trzeba wystawiać „Wesele"!

październik, 2020

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
10 października 2020

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...