Tak wygląda koniec świata

"Makbet" - reż: Marcin Liber - 16. Festiwal Szekspirowski

Mroczne obrazy płonących budynków pływające w czerni i czerwieni, w oddali sterylnie białe pomieszczenie ze zwisającymi tuszami wołowymi rodem z Rembrandta, z boku warsztat trumniarza. W tej efektownej, ocierającej się czasem o efekciarstwo scenografii, ma miejsce akcja "Makbeta" w wkonaniu aktorów szczecińskiego Teatru Współczesnego.

Reżyser spektaklu, Marcin Liber, zrezygnował z podkreślenia najbardziej eksploatowanego przez polski teatr wątku, jakim jest wpływ zbrodni na psychikę mordercy. Zamiast tego prezentuje nam działanie trybików machiny wojennej, sposoby kreowania wrogów publicznych, zdobywania uznania ludu. Pokazuje trujące owoce ambicji obecnej u każdego rządzącego i zakłamanie władców. Bardzo pesymistyczny, wręcz apokaliptyczny spektakl stawia tezę, że to strach przed utratą władzy doprowadza do zdeprawowania rządzących, a co za tym idzie, i świata, a siedzący na szczycie, choć zmieniają się jak w kalejdoskopie, charakteryzują się identycznym brakiem troski o swoje mięso armatnie. Nie jest to jednak spowodowane tym, że są z natury źli. Po prostu zdają sobie sprawę, że w ich świecie szlachetność i hojność (synonimy bierności) przynoszą rychłą śmierć. Nie zabijają z nienawiści. Zabijają z obawy przed atakiem. A ponieważ w ich życiu nie ma miejsca na zaufanie, tworzy to błędne koło agresji.

Koryfeuszem sztuki była Hekate, mroczna bogini magii w seksownej, czarnej sukni, która otwierała i zamykała spektakl, ponadto grała rolę trumniarza. W białej rzeźni, gdzie dokonywały się wszystkie mordy, wyginały się Wiedźmy i wygłaszały proroctwa. Aktorzy maszerowali w żołnierskich mundurach, korzystali ze zdobyczy nowoczesnej techniki. Bardzo plastyczny koniec był rozkoszą dla oka, ale nie wprowadzał nowych znaczeń do spektaklu, stąd więc pochodzą podejrzenia o efekciarstwo.

Doskonałą decyzją było obsadzenie w rolach Makbeta i Lady Makbet dojrzałych aktorów. Urealniło to ich pragnienia i obraną ścieżkę prowadzącą do celu. Makbetowi przez cały spektakl towarzyszył złowrogi, wszechobecny, bezlitosny cień, rozbawiony zdarzeniami mającymi miejsce na scenie, ucieleśnienie ambicji. To on wypowiadał najmroczniejsze kwestie tana Kawdoru, wchodząc w konflikt z Makbetem – zmęczonym żołnierzem, który widział już wszystko i pragnie tylko spokoju. Wykonawcy obu ról (Grzegorz Młudzik i Maciej Litkowski) grali bardzo przemyślanie i zasługują na wyróżnienie. Zawiodła niestety Lady Makbet, która zaskakiwała nie dominowaniem nad mężem, ale sztucznością gry i ilością pomyłek. Ciekawą rolą okazał się Malcolm, którego zagrał Wojciech Sandach.

Spośród czternastu zgłoszonych do Konkursu na Najlepszą Polską Inscenizację Dzieł Dramatycznych Williama Szekspira w sezonie artystycznym 2011/2012 do ścisłego finału zakwalifikowały się tylko trzy spektakle. Jednym z nich jest właśnie szczeciński „Makbet”. Tak wysoka ocena może dziwić, bo choć oprawiona w poruszające obrazy, sama historia była prosta, za prosta. W porównaniu z zeszłorocznym finalistą („Hamletem” Radosława Rychcika) spektakl był bardzo mierny.

Czy w tym roku po trzyletniej złej passie, Złoty Yorick zostanie nareszcie przyznany? W mojej ocenie pozostaje czekać na „Burzę” Kleczewskiej i „Ryszarda III” Wiśniewskiego.

Anna Dawid
Dziennik Teatralny Trójmiasto
3 sierpnia 2012

Książka tygodnia

Twórcza zdrada w teatrze. Z problemów inscenizacji prozy literackiej
Wydawnictwo Naukowe UKSW
Katarzyna Gołos-Dąbrowska

Trailer tygodnia