Tak wyglądały sprawy od strony kobiety

Krystyna Janda opowiada historię Danuty Wałęsy robiąc szarlotkę według oryginalnego przepisu pani Danuty.

- Książka, zwierzenia pani Danuty Wałesy są nieprawdopodobnym pretekstem, kanwą, historią, dającą powód do zrobienia spektaklu o Polsce, o nas, o tych czasach, o kobietach, o losie, o przeznaczeniu - mówi KRYSTYNA JANDA o swoim monodramie "Danuta W." w Teatrze Polonia w Warszawie.

Magdalena Olechnowicz: Jak narodził się pomysł realizacji spektaklu "Danuta W."? Sięgnęła Pani po książkę "Marzenia i tajemnice" i... ? 

Krystyna Janda: Książkę przeczytałam krótko po tym, jak się ukazała, nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić z niej spektakl. To Wydawnictwo. Ktoś z Wydawnictwa zadzwonił z pytaniem czy nie zainteresowałabym się tym tematem na monodram. Od razu poprosiłam o prawa do zrobienia adaptacji, wiedziałam że chcę ją zrobić sama. 

Dlaczego akurat ona? Co takiego urzekło Panią w Danucie Wałęsie?

- Urzekło, to chyba nie najlepsze słowo. Książka, zwierzenia pani Danuty są nieprawdopodobnym pretekstem, kanwą, historią, dającą powód do zrobienia spektaklu o Polsce, o nas, o tych czasach, o kobietach, o losie, o przeznaczeniu.

Zapewne spotkały się Panie przed realizacją spektaklu? Jak zareagowała pani Danuta, gdy usłyszała, że chce Pani odegrać jej życiową rolę na scenie? Jak wyglądało to spotkanie? To było spotkanie służbowe, czy może bardziej prywatne?

- Spotkałyśmy się i pani Danuta na pierwszym spotkaniu powiedziała, że nie będzie ingerować, wtrącać się, że ma do mnie zaufanie, będzie pomagać, oczywiście, ale to ja najlepiej będę wiedziała, jak się robi taki spektakl. Poza tym pani Danuta znała też reżysera i operatora kręcącego materiały filmowe do spektaklu, obaj panowie, i Pan Janusz Zaorski i Andrzej Wolf, w tamtych czasach byli gośćmi państwa Wałęsów z ramienia różnych agencji prasowych i telewizyjnych.

Czy pani Danuta ingerowała w scenariusz? Sugerowała, aby pewne fragmenty przemilczeć?

- Nie. Absolutnie, pozostawiła nam wszelką wolność.

 Kazimierz Kutz, po premierze spektaklu "Danuta W.", napisał: "te dwie herod-baby zrobiły wielką manifę babskości. Opowiadają jakimś sobie tylko znanym kodem o sprawach, które są poza zasięgiem samców." Czy w taki m razie jest to spektakl przede wszystkim dla kobiet? 

- No nie. Zupełnie nie. Jest to spektakl dla wszystkich.

Pokazuje Pani, że potrzeby i pragnienia kobiety są zawsze na drugim miejscu. Niektórzy recenzenci zarzucili Pani, że nie ma w tym spektaklu buntu. Tylko pogodzenie się z rolą matki i żony, która zawsze jest w cieniu męża? Taką rolę w życiu wybrała Pani Danuta Wałęsa. Tak powinna postępować kobieta? Pani sama wybrała inną drogę. Jest pani niezależną i przedsiębiorczą kobietą, doskonałą i spełnioną artystką. To Pani jest dla wielu kobiet autorytetem i niedościgłym wzorem.

- Gdybym byłą na miejscu pani Danuty, gdybym byłą matką ośmiorga dzieci, wychowującą swoje dzieci w mieszkaniu, gdzie ponad 12 lat było także biuro Solidarności, gdybym żyła w takim zagrożeniu, męce, trudnościach, przy tak wielkich sprawach, przyjęłabym absolutnie postawę pani Danuty.

 Spektakl wzrusza nawet twardzieli. Do łez przyznaje się Kazimierz Kutz, który zdradza także płaczącego Stanisława Tyma? Pani też wyznała w udzielanych wcześniej wywiadach, że zdarzyło się Pani płakać podczas monologu? Takie jest zamierzenie? Może ludzie w losach rodziny Wałęsów, widzą także swoją historię? 

- Nie, to nie jest zamierzenie. Mówiłam o swoich prywatnych uczuciach. Opowiadając historię pani Danuty i historię tej walki, opowiadałam także swoje życie, daty przypominały mi wszystko. Myślę, że to zdarza się też publiczności.

 Ten spektakl to opowieść o tym, że życie nigdy nie jest takie, jakie sobie wymarzymy, a miłość kończy się samotnością we dwoje lub związkiem wirtualnym. 

- Jeśli mąż jest Legendą, przywódcą, zaplątanym w wielką politykę i walkę o wolność. Jego żona, rodzina, dzieci, uniesieni prądem historii muszą podzielić Jego los i umieć znaleźć się w tej sytuacji. Moim zdaniem to przyszło im przeżyć, są wyjątkowo dobrą i kochającą się rodziną.

Nie wydaje się Pani, że dzisiaj ludzie zbyt lekko podchodzą do związków. Gdy w życiu przestaje się układać, rozwodzą się. Nie tak dawno widziałam takie zdjęcie: para staruszków idzie trzymając się za ręce, a pod nim podpis - należymy do pokolenia, kiedy rzeczy zepsute naprawiało się, dopóki była nadzieja na naprawę, a nie od razy wymieniało na nowe". Czy wzrastająca liczba rozwodów, to symptom nowego pokolenia? 

- Nie wiem. Nie chciałabym zabierać głosu w tej sprawie. Filozofowanie mnie nie interesuje, ani generalizowanie zjawisk socjologicznych. 

Państwo Wałęsowie obejrzeli premierę "Danuty W." w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pani wyznała przed kamerami, że ta konfrontacja była dla Pani traumatyczna. Dlaczego?

- Przepraszam bardzo, ale chyba to oczywiste. I nie traumatyczna i stresująca. Byłam szczęśliwa, że po spektaklu oboje weszli na scenę i podpisali się jakby pod tym spektaklem. Kłaniali się ze mną i byli naprawdę zadowoleni.

Dostała Pani od Pani Danuty bukiet białych róż. A co Pani od niej usłyszała? Wzruszyła się?

- Usłyszałam wiele miłych słów. Ale dopiero podczas warszawskiej premiery pani Danuta mogła się skupić na spektaklu. W Gdańsku w obecności męża, była bardzo stremowana, jak mi powiedziała.

 Lech Wałęsa powiedział, że z jego punktu widzenia ich życie wyglądało zupełnie inaczej. Miał żal do Pani? Że wykazała się Pani zrozumieniem żony, a nie jego samego? Dla niego to też były trudne czasy. 

 - Nie, pan Prezydent powiedział dokładnie: - "No tak to mniej więcej wyglądało. Ja bym kilka rzeczy dodał." Tak wyglądały sprawy od strony kobiety. Film o panu Prezydencie właśnie powstaje i jestem przekonana, że będzie zupełnie inny.

Magdalena Olechnowicz
Głos Pomorza
8 grudnia 2012
Portrety
Janda Krystyna

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...