"Taka dusza" na jubileusz

"Taka dusza" - reż. Mieczysław Abramowicz - Miejski Teatr "Miniatura" w Gdańsku

Sobotni wieczór w Teatrze Miniatura był okazją do uczczenia kilku wspaniałych jubileuszy: 70. rocznicy istnienia teatru lalkowego w Gdańsku; 65. rocznicy objęcia dyrekcji Państwowego Teatru Lalek przez Alego Bunscha, który nadał charakter artystyczny temu teatrowi; 60. rocznicy nazwy "Miniatura" oraz 55. rocznicy prapremiery spektaklu-legendy "Bo w Mazurze taka dusza..." To także wieczór premiery nowego spektaklu "Taka dusza".

Najpiękniejsze lalki i przestrzeń bez granic

Jak zrobić spektakl rocznicowy, jubileuszowy, oddający hołd 70-leciu pracy nie tylko teatru, ale przede wszystkim ludziom teatru? Jest to zadanie niełatwe i zapewne to pytanie zadawali sobie twórcy przed przystąpieniem do realizacji "Takiej duszy". Mieczysław Abramowicz postawił nie tyle na opowiadanie historii teatru, co zapewne byłoby karkołomne, co na wybranie z tych dziejów jednego wybitnego przedstawienia i stworzenie wokół niego nowej opowieści.

Nic dziwnego, że padło na spektakl-legendę, "Bo w Mazurze taka dusza..." z 1962 roku, granego przez 25 lat, wyjeżdżającego na festiwale w kraju i za granicą, napisanego i wyreżyserowanego przez Natalię Gołębską. Jak pisał o tym spektaklu w swojej książce monograficznej, poświęconej "Miniaturze", Henryk Jurkowski:

- Bunsch oddał Miniaturze swoje najpiękniejsze lalki, o uproszczonym kształcie i wyrazie, w przepysznych kostiumach ludowych i historycznych. Gizela Bachtin Karłowska stworzyła im przestrzeń bez granic, oznaczoną co najwyżej narodowymi symbolami. Edward Dobraczyński - choreograf - lalkom podporządkował tańce i korowody. Józef Grzesik przypomniał dawną muzykę. (...) Powstało przedstawienie o wyraźnym wewnętrznym rytmie, który łączył to, co ludzkie z tym co polskie, to, co radosne z tym co rzewne, to, co dramatyczne z tym co efektowne i dekoracyjne.

Teatr w teatrze

Abramowicz wraz z zespołem nie starali się ani wiernie rekonstruować, ani też stwarzać nowej wersji tego przedstawienia. Reżyser bowiem użył jeszcze jednego sprytnego wybiegu, a mianowicie - znanego od zarania teatru chwytu "teatru w teatrze", by pokazać, jak powstaje spektakl. Tym samym przybrał on formę próby teatralnej. Dzięki tej konwencji zburzenia "czwartej ściany" publiczność obserwuje (i żywo komentuje), co się dzieje przed premierą, podczas przygotowań do rzeczonej premiery jubileuszowej pod tytułem "Taka dusza"...

To zamierzenie, by odsłonić zaplecze teatru, pokazać, jak powstają poszczególne sceny, jak wygląda praca z choreografem, kompozytorką, scenografką, reżyserem, a także czym zajmuje się inspicjent, asystent reżysera i jak funkcjonuje machineria teatralna (jeżdżące sztankiety, zapadnia) oraz co robi obsługa techniczna sceny (panowie techniczni przechadzają się po scenie, to tu to tam coś przynosząc, wynosząc, przykręcając lub montując itd.) wydaje się strzałem w dziesiątkę.

Widzowie bardzo chętnie przystali na tę konwencję i zaśmiewali się z poszczególnych scen, a to z pani scenograf rozsypującej projekty i asystenta przydeptującego każdą kartkę (odwołanie do przesądu teatralnego, że gdy karta egzemplarza upadnie, to trzeba ją nadepnąć inaczej przyniesie to pecha), a to z biegającego choreografa poprawiającego swój biały szaliczek, itd. Ponadto pojawiło się kilka anegdot, historyjek i ciekawostek na temat dawnej "Miniatury", co również zapewne dla wielu widzów może się okazać interesujące.

Ten rodzaj obnażenia, ukazania pracy twórców jest na pewno idealnym rodzajem hołdu dla innych twórców. Ponadto nie było w tym cienia przesady ani ironii, i choć niektóre sceny miały charakter komiczny, to faktycznie praca w teatrze tak wygląda - nieco (a czasem bardzo) chaotycznie, momentami jak w kołowrotku, a czasami na wariackich papierach. I mimo szczerości intencji tych scen, odnieść można było wrażenie, że widownia oczekuje jednak na coś więcej.

Zwykła/niezwykła magia teatru

I dopiero, gdy na scenie pojawił się parawan (bardzo udane przejście od graciarni na scenie przez pierwsze elementy dekoracji, a na docelowej oprawie scenograficznej skończywszy), aktorzy zniknęli i pojawiły się tylko lalki (kukiełki i jawajki w nowej wersji inspirowane oryginałami, ale większe) - i zostały odegrane sceny z "Mazura...", wówczas chyba dopiero publiczność poczuła się usatysfakcjonowana. Wystarczyło zaledwie kilka scen - śmierć Maćka, taniec mazura i taniec oberka - by w nowym wymiarze, z nowymi lalkami i w nowej szacie (bardzo stonowana i nienarzucająca się scenografia Przemysława Klonowskiego) wrócić do przeszłości, ale i pokazać tę zwykłą/niezwykłą magię, której tak czasem brak we współczesnym teatrze.

Trudno ten spektakl ocenić inaczej, jak tylko rocznicowo - bo jest to rzecz o nich i dla nich - o dawnych pokoleniach "Miniatury", które tworzyły ten teatr i pracowały na jego sukces i sukces premier, takich jak "Bo w Mazurze...", o obecnych twórcach realizujących "Taką duszę", ale i poniekąd o tych i dla tych, którzy dopiero dołączą do tej historii.

Jubileuszowe świętowanie

Obecnie trwa w "Miniaturze" wyjątkowy czas, bo jak się okazało, wspomniane jubileusze to tylko kilka z wielu powodów do świętowania. Poza tym sporo osób związanych z teatrem również w tym roku obchodzi swoje mniejsze lub większe rocznice, dlatego też sobotni wieczór stał się okazją do uświetnienia wszystkich tych obchodów oraz uhonorowania pracowników i współpracowników placówki.

Część oficjalna rozpoczęła się w foyer teatru od odsłonięcia tablicy upamiętniającej pierwszą premierę Wileńskiego Teatru Łątek w Gdańsku, od którego Teatr Miniatura wziął swoje początki, czyli przedstawienie "O gwiazdce z nieba" z 1947 roku. Następnie już na scenie, na której zasiadł cały zespół artystyczny, techniczny i administracyjny "Miniatury", rozpoczął się trwający ponad półtoragodziny cykl przemówień, wystąpień i uhonorowań różnego rodzaju, który poprowadził Tomasz Olszewski.

Rozpoczął Prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz od wspomnienia, że wileńskie korzenie ma nie tylko ten teatr, ale i znaczna część miasta i gdańszczan, na czele z jego własną rodziną (ojciec i dziadkowie przybyli z Wilna). Następnie Minister Marcin Zieleniecki w imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jarosława Sellina wręczył nagrody i wyróżnienia, m.in. brązowe medale Zasłużony Kulturze "Gloria Artis" dla wybranych pracowników Teatru Miniatura za całokształt pracy. W dalszym ciągu tej części wieczoru Paweł Adamowicz przyznał medale Prezydenta Miasta Gdańska oraz Nagrody Prezydenta w Dziedzinie Kultury. Swoje wyróżnienia i upominki przyznał także jubilatom, pracownikom i współpracownikom Dyrektor Teatru - Romuald Wicza-Pokojski.

Głos zabrało także wielu gości przybyłych specjalnie na tę okoliczność, przywożąc ze sobą przeróżne dary, m.in wybitny aktor Aleksander Skowroński (związany z teatrem przez ponad trzydziestolecie), przedstawiciele innych teatrów lalkowych w Polsce (np. Teatr Baj, Teatr Animacji) i inni przyjaciele "Miniatury".

Znalazła się również chwila na wspomnienie tych, którzy odeszli w ostatnim półroczu, w tym wybitnego reżysera i kierownika artystycznego, Michała Zarzeckiego - publiczność, spontanicznie podnosząc się z krzeseł, oddała im hołd minutą ciszy. Nie zabrakło ponadto urodzinowego tortu i symbolicznej lampki wina, po których dopiero rozpoczęła się część główna, czyli wspomniana premiera spektaklu "Taka dusza" wg scenariusza i w reżyserii Mieczysława Abramowicza.

Magda Raczek
www.trojmiasto.pl
19 grudnia 2017

Książka tygodnia

Kryptonim Dziady: Teatr Narodowy 1967-1968
Wydawnictwo Bellona
Janusz Majcherek, Tomasz Mościcki

Trailer tygodnia