Taka noc zdarzała się praktycznie w każdym kraju...

rozmowa z Ingmarem Villqistem

"Akcja mogłaby dziać się praktycznie wszędzie, bo niemal wszędzie mamy do czynienia z jakąś indoktrynacją: polityczną, religijną czy rasową" mówi Ingmar Villqist

Rozmowa z Ingmarem Villqistem, autorem i reżyserem "Nocy Helvera", przed premierą w teatrze Bagatela.

DzP: Policzył Pan, ile razy zrealizowano tę sztukę?
 

Ingmar Villqist: Dokładnie nie liczyłem, ale wiem, że odbyło się około 50 premier w kraju i za granicą - m.in. w Niemczech, Rosji, Luksemburgu, na Białorusi i w USA.

Widział Pan te spektakle?

Sporo oglądałem. Świetna była "Noc Helvera" w Teatrze Narodowym w Wilnie w reżyserii Jonasa Vaitkusa. Jedną z ciekawszych realizacji była amerykańska - reżyser w teatrze w St Louise umieścił akcję mojego dramatu w getcie, a Karlę grała czarnoskóra, fantastyczna aktorka. Była wstrząsająca. Spektakl uznano za przedstawienie roku.

A wszystko zaczęło się od spektaklu w Teatrze Powszechnym z Krystyną Jandą i Sławomirem Packiem?

Jeszcze wcześniej. Dramat ma 12 lat, a po raz pierwszy wystawiłem go w 1999 roku w moim prywatnym teatrze na Śląsku. Potem był spektakl w warszawskim Teatrze Studio, też w mojej reżyserii. Dziesięć lat temu realizowałem ten dramat w warszawskich "Rozmaitościach", no i po dziesięciu latach przyjechałem do Krakowa.

Wcześniej krakowianie zrealizowali już "Noc"...

To prawda, Barbara Sass wystawiła ją w Teatrze im. Słowackiego z Anną Tomaszewską i Bartkiem Kasprzykowskim. Przed wieloma laty Agnieszka Wróblewska wyreżyserowała też w Starym Teatrze mojego "Fantoma".

Ta noc z Pańskiego dramatu jest niezwykła. Dwoje bohaterów: ona - kobieta po przejściach i on - dużo młodszy, niepełnosprawny umysłowo chłopiec. Żyją w maleńkim mieszkaniu, a za oknem szaleją faszystowskie bojówki. Kim są Karla i Helver: kochankami, przyjaciółmi, matką i synem?

Przede wszystkim łączą ich bardzo silne emocje. Karla kiedyś porzuciła własne dziecko, a teraz, opiekując się Helverem, spłaca swój życiowy dług. Między nimi nie dzieje się dobrze, ale też na zewnątrz rozszalało się zło - totalitaryzm zagraża człowiekowi. Jesteśmy świadkami narastającej grozy pomiędzy bohaterami i w świecie ich otaczającym.

W 1999 roku pisał Pan sztukę o totalitaryzmie, o złu tego świata, zamiast cieszyć się odzyskaną przez Polskę wolnością?


Wiele lat myślałem o napisaniu takiego tekstu. Pierwsze impulsy brały się z historii poznawanej z książek, z filmów, trochę z doświadczenia osobistego, rodzinnego. A problematyka czasu przełomu, czasu rodzenia się ekstremalnych formacji politycznych i społecznych zawsze była mi bardzo bliska. I to zarówno w wymiarze historycznym, jak i jednostkowym, rodzinnym. Szczególne interesowała mnie historia pierwszej połowy XX wieku. Akcja "Nocy Helvera" rozgrywa się w latach 30., ale każdy reżyser tego tekstu wybierał zawsze - w zależności od czasów i kraju realizacji - najbliższy sobie kontekst historyczny. Taka noc zdarzała się praktycznie w każdym kraju, w którym dochodziło do eksterminacji słabszych, bezbronnych w imię politycznych ideologii.

Jakże aktualnie znów brzmi dziś Pański tekst...

To prawda. Akcja mogłaby dziać się praktycznie wszędzie, bo niemal wszędzie mamy do czynienia z jakąś indoktrynacją: polityczną, religijną czy rasową.

Czy reżyserując po raz kolejny własny dramat autor nie czuje się trochę tak, jakby po raz kolejny uczestniczył przy narodzinach "tego samego dziecka"?

Reżyseruję swoje teksty od dwunastu lat i podchodzę do nich jak do "obcych" utworów. Skracam, przerabiam, dopisuję. Bywam bezlitosny, czyli zachowuję się tak, jak trzeba wobec tekstu realizowanego na scenie.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
2 kwietnia 2011
Portrety
Ingmar Villqist

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...