Tam, gdzie jest smród gówna, jest zapach życia

"Artaud. Sobowtór..." - reż. Paweł Passini - Teatr Studio

"Artaud. Sobowtór i jego teatr" w warszawskim Teatrze Studio to spektakl z pewnością niełatwy. Dla mnie ta sztuka była o cierpieniu. I o tym, jaka twórczość może wynikać z inspiracji własnym, nieustannym bólem

Antonin Artaud to żyjący w pierwszej połowie XX wieku francuski aktor, reżyser, dramaturg, poeta, teoretyk teatru. Historia jego życia jest niemal tyle okrutna, co fascynująca. Przez całe życie zmagał się z bólem, który zdeterminował jego postrzeganie świata i jego artystyczne poszukiwania. Na twórczość artysty miał też wpływ pobyt w szpitalach psychiatrycznych, w których z przerwami spędził większość życia. Pomiędzy kolejnymi sesjami elektrowstrząsów, pochłaniał utwory Rimbaud, Baudelaire’a i Poego.

Artaud to nie tylko psychoza, której efektem stało się zatracenie poczucia tożsamości i wizje rychłego końca świata. Artaud to nowatorskie podejście do teatru, zupełnie nowe koncepcje. Echa ich wszystkich dostrzec można w spektaklu Teatru Studio. Według teorii „teatru braku i kryzysu” artysty, słowo na scenie pełni, czy raczej powinno pełnić, drugorzędną rolę, a najistotniejsza jest inscenizacja. Tak więc na scenie zobaczyć możemy feerię form, niekoniecznie i nie zawsze popartą stosownym tekstem, choć spektakl nie jest go zupełnie pozbawiony.

Ostry ból, który nie odstępował Artaud na krok, wydaje się uzasadniać jego teorię „Teatru Okrucieństwa”. Według niej, postrzeganie widza jest zaburzone przez działanie otaczającego świata, a receptą na to, jest poruszenie emocjonalne, wywoływane przez silne, drastyczne bodźce. Takie właśnie wrażenie robi spektakl „Artaud. Sobowtór i jego teatr”.

Dla Artaud teatr był miejscem magicznym. Spektakl stawał się misterium, ruch sceniczny - obrzędem. Tę właściwość jego sztuki skutecznie przeniósł na deski Teatru Studio reżyser Paweł Passini. Oryginalna scenografia, muzyka na żywo i właśnie „inscenizacja”, o jaką całe życie chodziło Artaud powodują, że uczestniczymy w rytuale, nie jesteśmy jedynie widzami odległego dramatu.

Spektakl w Teatrze Studio moim zdaniem nie jest propozycją, na którą można przyjść „z ulicy”. Pomiędzy samą surrealistyczną formą, która jest kwintesencją teatru, jaki tworzył Artaud, przedstawienie to liczne odniesienia do biografii i dzieł artysty. Warto poznać jego historię przed wybraniem się do teatru. Dzięki temu dostrzec można głęboki sens w elementach, które wydawać by się mogły sztuką dla sztuki, czystym surrealizmem.

Ja tego nie zrobiłam. Dlatego przez sporą część spektaklu zastanawiałam się, czy współczesny teatr już musi tak wyglądać? Jak dziwniej jeszcze może być, aby zrobiło się zbyt dziwnie? Być może te pytania nie znikną nawet po poznaniu szczegółów biografii Artaud, ale szokujący i odrealniony spektakl będący biografią chorego psychicznie surrealisty jest jak najbardziej adekwatny.

Katarzyna Stępniak
InfoTuba
15 lipca 2011

Książka tygodnia

Białość
Wydawnictwo ArtRage
Jon Fosse

Trailer tygodnia