Taneczna impresja hołdem dla Śląska i Kazimierza Kutza

„Sól ziemi czarnej" - reż. Artur Żymełka - Opera Śląska w Bytomiu

Opera Śląska w Bytomiu po raz kolejny zaskoczyła widzów. Na otwarcie sezonu zaserwowała kameralny, wzruszający spektakl teatralno-muzyczny „Callas. Master Class", a na jego finał taneczny hit. „Sól ziemi czarnej" w wykonaniu artystów Opery Śląskiej to nie tylko emocjonujące, ale i finezyjne widowisko.

Spektakl baletowy wieńczący pandemiczny sezon artystyczny powstał na kanwie filmu Kazimierza Kutza o tym samym tytule. Stanowi taneczną impresję na tematy tak bliskie mieszkańcom Górnego Śląska.

Przełożenie audiowizualnego dzieła na scenę operową to zadanie trudne, żeby nie powiedzieć karkołomne. Artur Żymełka, reżyser baletowej wersji „Soli ziemi czarnej" podjął się nie lada wyzwania, a efekt? Piorunujący! Nie bez znaczenia jest fakt, że Żymełka jest absolwentem Szkoły Baletowej w Poznaniu i Konserwatorium im. Rimskiego-Korsakowa w Petersburgu. Podejmując się reżyserii tak specyficznego dzieła porwał się z motyką na słońce? Może, jednakże udało mu się przygotować dzieło spektakularne. Spektakl nie jest wiernym przeniesieniem filmowej fabuły na deski opery. To taneczna impresja na temat wątków poruszanych w filmie. Filmowa opowieść operuje skrótem, specyficznym językiem. Wydarzenia wpisane w fabułę dzielone są na sceny, a te na ujęcia. Podobnie jest i w wersji bytomskiej. Język filmu został przełożony na język ciała, a choreografowi udało się zgrabnie oddać dramatyzm powstań śląskich, rodzinnych tragedii tysięcy Ślązaków, a także porywy serca i zakazaną miłość, która wkrada się do świata głównego bohatera i sporo namiesza. Scena, w której filmowy Gabriel, jeden z siedmiu braci Basistów, przynosi umierającego brata do kościoła to majstersztyk. Tancerki jako posągi świętych, pantagrueliczne witraże, feeria barw i wspaniały taniec, który jest esencją tego spektaklu.

„Sól ziemi czarnej" w wykonaniu artystów Opery Śląskiej to pełen emocji taneczny kolaż stanowiący interpretację dziejów Ślązaków. Ponad 20 scen, każda inna, z właściwą sobie dramaturgią, układają się w barwne obrazy niczym w kalejdoskopie. Widowisko zostało dopracowane w najmniejszym szczególe. W pamięci szczególnie zapadają tańczące witraże. Wierność historii i tradycji Górnego Śląska widoczna jest w warstwie wizualnej. Scenografia Martyny Kander zachwyca. Absolwentka Wydziału Sztuki Mediów i Scenografii ASP w Warszawie współpracowała już m.in. z Operą na Zamku w Szczecinie, Operą Novą w Bydgoszczy, Operą Kameralną w Warszawie, Teatrem im. Juliusza Słowackiego, Teatrem Narodowym w Warszawie czy Teatrem Wielkim w Poznaniu. Teraz w Bytomiu, na scenie Opery Śląskiej, udało jej się stworzyć śląski mikrokosmos. W scenografię wplotła jakże charakterystyczne elementy krajobrazy nieodłącznie kojarzącego się z ziemią węgla o stali (kopalnia, familoki itp.). Tworząc dekorację posiłkowała się symbolami związanymi z katowickim Nikiszowcem i bytomskim Rozbarkiem, bowiem pojawia się tutaj motyw słynnej czerwonej róży, która gości nie tylko na budynkach zaprojektowanych przez braci Emila i Georga Zillmannów, ale też na rozbarskich merynkach, jaklach czy wstążkach. Dopełnieniem scenografii są kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej oraz wizualizacje Jagody Chalcińskiej, które precyzują niedopowiedziane. Są niczym drogowskazy ułatwiające poruszanie się po metaforycznej opowieści utkanej z tańca.

Kierownictwo muzyczne objął Maciej Tomasiewicz, który wraz z reżyserem dokonał wyboru utworów tworzących warstwę muzyczną. Pełna rumieńców realizacja uderzająca we wrażliwe struny śląskiej duszy okraszona została znakomitą muzyką Wojciecha Kilara, Michała Spisaka, Stefana Kisielewskiego, Bolesława Szabelskiego i Henryka Mikołaja Góreckiego. W przypadku tego ostatniego wykorzystano m.in. III Symfonię ze wzruszającą pieśnią ludową opowiadającą o matce szukającej syna, który poległ w powstaniu – na scenie Opery Śląskiej wykonała ją Gabriela Gołaszewska, a taneczną ilustracją był poruszający taniec Matki – w tej roli Mitsuki Noda. Tancerka – niezwykle delikatna, oniryczna – uosabiała losy tysięcy matek opłakujących swych synów poległych na różnych frontach.

W opowieść o wojnie, śmierci, miłości i oddaniu wpleciono też elementy ludowej zabawy - niczym wyjętej żywcem z rozbarskiej restauracja Pawelczyka sprzed wieku, gdzie bawiono się i snuto plany organizacji powstania. Realizatorzy tanecznej „Soli ziemi czarnej" malują tańcem i kolorem poetyckie obrazy. Spektakl bogaty jest w zapierające dech układy zbiorowe oraz pokazy solistów. Prym wiedzie Douglas de Oliveira Ferreira, jak zwykle doskonały technicznie, acz powściągliwy. Jego duet z Mitsuki Noda jest niezwykle dynamiczny, naszpikowany pięknymi układami. Z kolei Karl Picuira-de Pimodan jako Gabriel Basista tworzy z Ai Okun, sanitariuszką w bieli, liryczny duet, który zapada w pamięci. Jest i Michalina Drozdowska – cała w czerwieni, która tym razem czarowała publiczność jako alegoria Polski. Natomiast w postać porucznika Stefana Sowińskiego wcielił się Keisuke Sakai, który staje do walki z nieprzyjacielem, dzielnie odpierając ataki. Nie zabrakło też popularnej sceny z Kurką, w której wystąpiła genialna Kurara Ushizaka. To swoista kropka na „i" tanecznej interpretacji dzieła Kutza.

„Sól ziemi czarnej" to święto zespołu baletowego bytomskiej opery i jego wielki triumf, jednakże z kronikarskiego obowiązku nie mogę pominąć chóru pod kierownictwem Krystyny Krzyżanowskiej-Łobody. Tym razem śpiewacy ustępują pola tancerzom, jednakże ich występ wywołuje ciarki na plecach. W pewnym momencie drzwi prowadzące do foyer otwierają się i rozlega się śpiew... można odnieść wrażenie, że to „duch czasów" domaga się uwagi. To ciekawe doświadczenie i znakomity zabieg dramaturgiczny.

Oglądając poszczególne sceny, chciałoby się powiedzieć: „Chwilo trwaj!". Sceniczna akcja została zagęszczona solówkami, a w choreografii wykorzystano elementy tańców śląskich, które twórczo przetworzono. Napięcie, dramatyzm i taneczny perfekcjonizm – tak można krótko opisać to widowisko. Tancerze Opery Śląskiej zakończyli artystyczny sezon po mistrzowsku. „Sól ziemi czarnej" to jednak dopiero pierwsza część tzw. tryptyku śląskiego.

Może doczekamy się także tanecznej wersji „Perły w koronie" i „Paciorków jednego różańca"?

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
10 lipca 2021
Portrety
Artur Żymełka

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia